Z braku innych, szerokich, instytucjonalnych form kontaktów z duchowieństwem, i odwrotnie; ta forma kontaktów, gwarantująca dyskrecję obu stronom, ten brak wypełniała, doprowadzając stopniowo do zmniejszania wzajemnej nieufności, co wyrażało się potem w różnych formach instytucjonalnych rozwiązań wielu spraw na linii państwo-Kościół. Nie da się racjonalnie uzasadnić, że tak rozległa współpraca duchowieństwa ze służbami specjalnymi, to tylko rezultat „brutalnego łamania duchowieństwa i zmuszania go do współpracy szantażem”. Trzeba też uznać, że część duchowieństwa uznawała to państwo za swoje, tym bardziej, że po II wojnie światowej, jego wielka część wywodziła się właśnie z tych biednych warstw, które zyskały na zmianie ustroju. (…)

W czasie pełnienia funkcji dyrektora w Urzędzie ds Wyznań miałem bardzo częste i liczne okazje do prowadzenia rozmów, zarówno z przedstawicielami kierownictwa episkopatu, jak i z biskupami diecezjalnymi oraz władzami zakonnymi. Rozmowy te służyły wyrabianiu rzetelnego poglądu na sprawy stosunków między państwem i Kościołem oraz rozwiązywaniu wielu praktycznych, często uciążliwych, bieżących spraw. Nie unikałem też podejmowania spraw wyjątkowo trudnych, często wykraczających poza zakres moich obowiązków. Taką sprawą było między innymi stworzenie politycznych warunków umożliwiających Prymasowi J. Glempowi udział w uroczystościach 1000lecia Chrztu Rusi w Moskwie. Wymagała ona przeprowadzenia szeregu rozmów z Ambasadą ZSRR w Warszawie, celem przekonania władz radzieckich, że ta wizyta nie wpłynie negatywnie na ich wewnętrzną sytuację, zwłaszcza, gdy chodzi o relacje katolików z prawosławiem. Rozmowy, jakie prowadziłem na ten temat, odbyły się na prośbę bpa Jerzego Dąbrowskiego i za zgodą ministra Władysława Loranca.W ich wyniku doszło też do rozmowy kard. J. Glempa z Ambasadorem ZSRR, w siedzibie ambasady w Warszawie. Odlatującego do Moskwy Prymasa żegnał także radca tej ambasady. Wizyta Prymasa znacznie przyczyniła się do otwarcia się władz radzieckich na działalność misyjną polskiego kościoła katolickiego na terenie obecnej Rosji, Białorusi, Ukrainy czy Kazachstanu.

Jakiś czas, po powrocie Prymasa z Moskwy, bp Jerzy Dąbrowski poprosił mnie o pośrednictwo w umożliwieniu mu spotkania z radcą-ministrem Anatolim Kowljiowym z tej ambasady. Zależało mu na tym, aby to spotkanie odbyło się w jego mieszkaniu, przy ul. Dziekanii 1, i na udziale w nim także ministra W. Loranca oraz moim. Spotkanie, do którego doszło w dniu 10 stycznia 1989 roku, o godz. 19.30, miało formę wystawnej kolacji i przebiegało w wyjątkowo dobrej atmosferze. Do dziś zachowałem zaproszenie, a także krawat, z metką „Sir Philipp”,który biskup mi sprezentował, w przypływie szampańskiego humoru, mówiąc, że to „krawat kardynalski”. Może tak go określił ze względu na jego kolor, a może w innym kontekście, tego nie dociekałem.

Być może, z racji nawiązanego, bezpośredniego kontaktu, nigdy później biskup już nie zwracał się do mnie o pomoc w ewentualnym załatwianiu innych spraw z tą ambasadą.

Poza urzędowymi, oficjalnymi spotkaniami, jakie miały miejsce w siedzibie Urzędu do Spraw Wyznań, z hierarchami spotykano się również na lotnisku w Warszawie, przy okazji ich pożegnań i powitań z racji ich podroży zagranicznych. Spotkania te odbywały się w saloniku dla t.z.w. VIP-ów. Na prośbę Sekretariatu Episkopatu, czy też Sekretariatu Prymasa, każdorazowo rezerwowano salonik i kurtuazyjne odprawy celne i paszportowe. Od strony technicznej te problemy załatwiał uprawniony pracownik Departamentu IV MSW, który towarzyszył podróżnym, zarówno w saloniku, jak i przy odprawach. O ile dobrze wiem, to ta praktyka była stosowana już od lat 70-tych XX wieku, a być może i wcześniej, i biskupi chętnie z tego korzystali. Często było tak, że salonik rezerwowano bezpośrednio u pracownika Departamentu IV MSW, o czym ja dowiadywałem się już w trakcie mojego przyjazdu na lotnisko, aby wziąć udział w pożegnaniu lub powitaniu, w zależności od sytuacji. Te spotkania były też dobrą okazją do zacieśniania wzajemnych relacji, a także wymiany opinii na bieżące tematy, gdy chodzi o stosunki państwo-Kościół i Polska-Watykan, a także na okolicznościowe, wiążące się z aktualną sytuacją społeczno-polityczną w kraju.

Można zaryzykować stwierdzenie, że w wielu przypadkach, hierarchia kościelna, tak do współpracy duchowieństwa z aparatem wyznaniowym, jak i służby bezpieczeństwa, miała stosunek dość liberalny i praktyczny; jeśli nie wprost, to w domyśle, godząc się na kontakty z nimi duchowieństwa, jeśli to przynosiło korzyści Kościołowi jako całości. Bądź też z różnych przyczyn, nie miała należytego posłuchu u swoich podwładnych. Gdyby było inaczej, to podjęłaby takie środki dyscyplinujące wobec duchowieństwa, które spowodowałyby że zjawisko współpracy miałoby charakter ograniczony, zarówno w skali ilościowej, jak i w tym, że angażowanie duchowieństwa do niej napotykałoby silniejszy opór. A tego nie było. Szkoda tylko, że jakieś względy nie pozwalają Episkopatowi, chociaż na ogólnikowe zajęcie bardziej otwartego stanowiska w tej sprawie. Z całą pewnością społeczeństwo zrozumiałoby bardziej i wybaczyłoby tę „praktyczną” postawę duchowieństwu, niż ukrywanie tego faktu i tłumaczenie tego zjawiska w sposób mało przekonywujący, przerzucając całą odpowiedzialność na drugą stronę.