Od lat 1990 toczy się w Polsce debata na temat lustracji. Głos zabrali już przedstawiciele opozycji, eksperci i historycy dziejów najnowszych. W drugiej dekadzie po przemianach Okrągłego Stołu, wyborach kontraktowych i wreszcie wolnych wyborach do Sejmu w 1991 r. szeroko rozumianą problematyką lustracyjną zajął się Instytut Pamięci Narodowej. W tej debacie jednak dotychczas nie zabrali głosu byli funkcjonariusze państwa PRL. Ich głos jest nie tylko cenny do uzyskania pełni obrazu tamtych wydarzeń, ale przede wszystkim niezbędny. To oni wiedzieli o celu podejmowanych działań, znali kontekst tamtych wydarzeń i byli aktywnymi świadkami najnowszej historii. Ich perspektywy i sposobu spojrzenia nie wypełnią nawet najdokładniejsze relacje opozycji czy tych, którzy niejako z boku przeżyli tamte wydarzenia. Wspomnienia byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa czy innych urzędów państwa i ówczesnej rządzącej partii komunistycznej z punktu widzenia historyka stanowią przyczynek do badań. Z punktu widzenia współobywateli mają wartość o wiele, wiele większą. 

Ofensywa Wolności przedstawia fragment wspomnień Dr Edwarda Kotowskiego, historyka sztuki, który był m.in. oficerem Służby Bezpieczeństwa, wywiadu PRL a także wysokim urzędnikiem Urzędu ds. Wyznań. Tę funkcję pełnił do uchwalenia przez Sejm prawa, które współtworzył, a które stało się fundamentem stosunków nowej Polski i Kościoła. 

Za uprzejmą zgodą Autora fragment wspomnień został zredagowany i przygotowany na potrzeby tej publikacji internetowej. Tytuł pochodzi od redakcji. 

 

 

Lustracja Kościoła i kampanii rozliczeniowej w odniesieniu do przeszłości odbywa się w sposób bardzo jednoznaczny. Przeszłość postrzegana jest w kategoriach: “czarne – białe” mimo, że rzeczywistość nigdy nie stanowi takiego kontrastu. Bo wyraża się przede wszystkim poprzez szeroką, pełną niuansów, gamę barw pośrednich.

Prawda zawsze jest bardziej złożona, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka, zwłaszcza, gdy dotyczy to losów ludzkich, zawsze uwikłanych w szerszy kontekst historyczny i segregacja ludzi w kategoriach : „zły”, „dobry”, bez uwzględniania tego kontekstu wypacza tę ocenę i staje się nową niesprawiedliwością. Najczęściej jest tak, że nikt nie jest w pełni zły, ani w pełni dobry.

Losy mojego, i nie tylko mojego pokolenia, zostały w dużej mierze określone na wiele lat wskutek podziału świata jaki dokonał się po II wojnie światowej. Był wynikiem układów jałtańskich, na które przecież nie mieliśmy wpływu . To postanowienia zwycięskich mocarstw zadecydowały o tym, że Polska znalazła się w strefie wpływów ZSRR i nie istniały realne przesłanki, że ten stan rzeczy będzie kwestionowany przez wspólnotę międzynarodową.

Tworzący się w Polsce nowy system społeczno-polityczny, z natury rzeczy obcy ideologicznie Kościołowi, uwikłał się na tym tle w spór z hierarchią kościelną i wzajemna walka, z różnym nasileniem, toczyła się przez wiele lat, o czym społeczeństwo wiedziało i opowiadało się, z racji wiekowych, ścisłych z nim związków, na ogół po stronie Kościoła.

Z drugiej strony, nowa władza uzyskiwała szeroką akceptację formalno-prawną na arenie międzynarodowej, czego dowodem były stosunki dyplomatyczne, nawiązane niemal z wszystkim państwami i członkostwo PRL w ONZ i w innych organizacjach międzynarodowych. Trzeba też dodać, że nowa władza stworzyła realne szanse na awans niższych warstw społecznych poprzez stworzenie warunków w zakresie zdobywania przez nie wykształcenia i osiągania wyższych pozycji. A ten fakt nie spotykał się z uznaniem warstw społecznych, które straciły swoją pozycję w wyniku przemian, jakie zaszły. Powstał więc w ten sposób naturalny konflikt społeczno-polityczny, który z różnym nasileniem toczy się nadal. W tym konflikcie miał też swój udział i Kościół, i w zależności od rozwoju sytuacji, odgrywał różną rolę, także moderacyjną.

Patrząc, poprzez mój osobisty pryzmat, z pozycji człowieka już dorosłego i ukształtowanego w latach 70-tych XX wieku, dało się zauważyć, że zmiana ekipy rządzącej do grudnia 1970 roku, otworzyła nową perspektywę dla rozmów i normalizacji stosunków między państwem i Kościołem. Wyraźnie było widać, że ekipie Edwarda Gierka niewątpliwie zależało na ułożeniu stosunków z Kościołem bardziej, aniżeli jego poprzednikowi. Wynikało to zarówno z jego pragmatyzmu i z tego, że był on, w o wiele mniejszym stopniu, niż Władysław Gomułka, ortodoksyjnym socjalistą, ale też i z faktu, że nie był on uwikłany w personalny konflikt z prymasem Polski.

Ponadto już wtedy, we władzach była świadomość, że katolicyzm jest trwałym elementem polskiej tożsamości narodowej, co oznaczało, że musiał być uwzględniany w strategii budowy jedności całego narodu. Świadomość tego faktu upowszechniała się zarówno po stronie aparatu władzy, jak i duchowieństwa, co stworzyło przesłanki do rozwoju wzajemnych kontaktów, mimo klimatu nieufności, jaki towarzyszył tym kontaktom cały czas. W tym spostrzeżeniu mieści się kluczowa odpowiedź również na pytanie dlaczego doszło do tak rozległej współpracy duchowieństwa ze służbą bezpieczeństwa.