Koehler był oficerem (w rezerwie mianowany do st. podpułkownika) Airforce Office of Special Investigations. To jednostka armii USA, której żołnierze w okresie Zimnej Wojny przesłuchiwali uciekinierów zza Żelaznej Kurtyny. Prowadziła także rozpoznanie terenu w jawny lub niejawny sposób na terenie państw Układu Warszawskiego. W Stanach Zjednoczonych Koehler uczestniczył w przesłuchaniach wysokich rangą funkcjonariuszy komunistycznych reżimów, którzy starali się o uzyskanie azylu politycznego. (Wiele aspektów pracy Koehlera zamkniętych jest w aktach, które zostaną otwarte najwcześniej w 2035 r.)

Jego przyjaciele z wywiadu amerykańskiego wskazują na fakt iż zdolności i wiedza Koehlera sprawiały, że wielu oficerów amerykańskich przebywających na placówkach w państwach Układu Warszawskiego w latach 1970 korzystało z jego pomocy. Jego profesjonalizm cenił Dowódca USAREUR generał James H. Polk, który mianował go swoim zaufanym wysłannikiem.

Koehler był także szefem biura Associated Press w Berlinie Zachodnim i Bonn. To on w listach do gubernatora a następnie kandydata na prezydenta Ronalda Reagana informował go m.in. o sytuacji w PRL, NRD i Czechach.

Koehler był wielokrotnie nagradzany przez US Air Force między innymi orderem Legion of Merit.

W styczniu 1987 roku osobę Koehlera zarekomendował prezydentowi Reaganowi szef US Information Agency Charles Z. Wick. Na specjalnym spotkaniu w obecności przedstawicieli Rady Bezpieczeństwa Narodowego 19 lutego prezydent wręczył mu nominację na swojego asystenta i dyrektora ds. komunikacji w Białym Domu. Jednak lewica amerykańska przypuściła brutalny atak rzucając na Koehlera oszczerstwo iż był członkiem organizacji faszystowskich. Był to okres, w którym media bezpardonowo atakowały prezydenta Reagana starając się osłabić jego pozycję negocjacyjną w rozmowach z sowieckim I sekretarzem partii komunistycznej Gorbaczowem. Koehler podjął decyzję iż odejdzie, choć prezydent Reagan i Charles Z. Wick przekonywali by został. (Zdecydował się nieformalnie służyć radą prezydentowi (pozostał konsultantem US Information Agency) który nigdy o tym nie zapomniał. A  gdy Reagan odszedł z Białego Domu Koehler gościł wielokrotnie u niego dopóki byłemu prezydentowi pozwalało na to zdrowie.

Koehler opublikował w Polsce, wysoko cenioną przez specjalistów m.in. wywiadu amerykańskiego i francuskiego, książkę „Chodzi o papieża. Szpiedzy w Watykanie” (ZNAK). Wcześniej na łamach dziennika Fakt  po raz pierwszy opublikował informację o dokumencie (następnie wersję rozszerzoną dokumentu przedstawił na łamach Polski The Times w 2007 r., a potem opowiedział o niej w wywiadzie we Wprost) wskazującym na to, że Partia Komunistyczna Związku Sowieckiego wydała rozkaz zamordowania Jana Pawła II. (Opisany został także w książce “Armia Boga kontra Imperium Zła. Duchowa historia upadku komunizmu.”). Koehler, bardzo uważnie śledził proces niedoszłego mordercy Jana Pawła II Mehmeta Ali Agcy i jako jedyny dotąd dziennikarz (Paul Henze twierdził, że nikomu innemu się to nie udało) rozmawiał ze wszystkimi sędziami i prokuratorami procesu Ali Agcy. Zapoznał się z wszystkimi dokumentami śledztwa.

Bardzo cenił Polskę i podziwiał wielu oficerów, którzy nie zważając na niebezpieczeństwo podjęło ryzyko przekazania cennych informacji na temat reżimu PRL i Czechosłowacji. Cenił Polaków za Solidarność choć nie miał złudzeń co do tragicznego położenia przywódców ruchu, którzy wywodzili się z opozycji. Zawsze powtarzał, że “historia Solidarności jeszcze nie została napisana i że być może dopiero drugie, a może trzecie pokolenie będzie w stanie to zrobić”.

Był wstrząśnięty katastrofą lotniczą w Smoleńsku, której wyjaśnieniu  podobnie jak wielu specjalistów przyglądał się z ogromną uwagą.

W Polskich mediach zdecydował się ujawnić kilka nowych faktów, które tylko sygnalizują pewną problematykę zwiazaną z zamachem.

John Koehler, także w Polsce, został brutalnie zaatakowany ad personam, w artykułach które podważały m.in. fakt iż pełnił rolę doradczą w Białym Domu i że był oficerem wywiadu amerykańskiego. Nie był zdziwiony.

Ten nekrolog oddaje ostatecznie mu sprawiedliwość.