Prezydent Rosji Władimir Putin i Kanclerz Niemiec Gerhard Schröder w Moskwie (9.05.2005)/Copyright by Kremlin.ru

Trudno nie odnieść wrażenia, że Władimir Putin nie wydaje się być zaniepokojony decyzją Departamentu Stanu, żeby nie przyznawać wizy Rosjanom zamieszanym w naruszenie terytorialnej integralności Ukrainy. Nie przejmuje się także tym, że Unia Europejska zdecydowała się zamrozić aktywa należące do zbiegłego prezydenta Ukrainy – Wiktora Janukowycza oraz siedemnastu członków jego rodziny i najbliższych współpracowników.

Kreml nie przestał wymuszać referendum, które zaplanowane jest na 17 marca. Okaże się niemal na pewno, że głosujący opowiedzą się za przyłączeniem Krymu do Federacji Rosyjskiej. Będzie to plebiscyt wymuszony czołgami, choć nawet bez okupacji rosyjskiej na Krymie większość posługujących się językiem rosyjskim głosowałaby za przyłączeniem do Rosji.

Wygląda na to, że Zachód nie może zbyt wiele zrobić żeby wypchnąć stamtąd rosyjskie wojska – oj, przepraszam „lokalne siły samoobrony”, które przez przypadek ubrane są w rosyjskie mundury wojskowe – z terytorium, które znajduje się pod ich okupacją od kilku dni. Jednak Zachód może zrobić więcej żeby Rosja zapłaciła wyższą cenę za swoją bezczelność.

Na początek Departament Skarbu mógłby odciąć wszystkie rosyjskie instytucje finansowe od amerykańskiego systemu bankowego i zmusić inne państwa do wprowadzenia podobnych obostrzeń pod groźbą zakazu dostępu do rynku amerykańskiego. Wielka Brytania, w której ulokowany jest znaczny kapitał rosyjski (wystarczy przypomnieć sobie ilu rosyjskich oligarchów kupiło tam luksusowe apartamentu i kluby sportowe) mogłaby zamrozić aktywa łotrów krzątających się wokół Putina. Francja mogłaby wstrzymać budowę dwóch transporterów amfibii dla rosyjskiej marynarki wojennej, które ułatwią Putinowi rozciągnięcie swojej władzy nad miejscami takimi jak Ukraina. NATO mogłoby ogłosić wzmocnienie swojej obecności wojskowej w Polsce, na Węgrzech i państwach Bałtyckich wprowadzając tam po raz pierwszy swoje wojska, żeby wykluczyć inwazję Putina w państwach członkowskich NATO. Stany Zjednoczone mogłyby ogłosić całkowite zawieszenie kontaktów dyplomatycznych z Rosją i nie wysyłać następcy po odejściu ambasadora Michaela McFaula.

I to są działania, które mogłyby podjąć państwa, które nie są uzależnione w takim stopniu od dostaw rosyjskiego gazu jak Niemcy (z wyjątkiem czasowego stacjonowania wojsk NATO w krajach bezpośrednio zagrożonych inwazją Moskwy i Putina, choć trzeba również pamiętać, że Putin nie wstrzyma dostaw gazu do Europy, bo naraziłby się na ogromne straty wpływów do budżetu). Jednak jak dotąd żadne z tych działań nie zostało podjęte. Europejczycy, którzy mają największe możliwości ze względu na ich kontakty biznesowe z Rosją próbują rozmawiać zamiast działać. Jednak przynajmniej Unia wyasygnowała 15 miliardów dolarów pomocy dla nowego, prozachodniego rządu na Ukrainie. Waszyngton przeznacza na ten cel ponad miliard. To są ważne kroki pomagające skierować Ukrainę w stronę Zachodu.

Jednak Europejczykom i administracji Obamy brakuje imperatywu żeby w sposób znaczący wyrządzić gospodarczą, polityczną i dyplomatyczną szkodę Moskwie w odpowiedzi na jej agresję. Takie działanie jest konieczne bez względu na to czy zmusi to Rosję do wycofania swoich wojsk z Krymu. Trzeba wysłać sygnał do innych państwa, że agresja jest nieopłacalna.

Taki jasny sygnał wysłała administracja Georga H. W. Busha w latach 1990-1991 tworząc międzynarodową koalicję, która miała zmusić wojska Saddama Husajna do wycofania się z Kuwejtu.  Jednak taki sygnał traci swoją siłę, bo Putin kontynuuje metodą salami, odcina po kawałku nowe terytoria począwszy od Gruzji, a teraz na Ukrainie. I powstaje pytanie kiedy to się skończy? Nikt nie sugeruje użycia siły militarnej: Rosja to nie Irak. To państwo dysponuje bronią nuklearną i znaczną ilością wojsk, dlatego wojna byłaby nie do pomyślenia. Jednak pozostaje do dyspozycji wiele innych możliwości niż rozpoczynanie III wojny światowej, które można zastosować, a nawet powinno się zastosować bez względu na to czy Rosja zdecyduje się zaatakować inne terytoria po zajęciu Krymu.

Putin to nie Hitler, ale pamiętajmy, że w roku 1930 wojna stała się koniecznością ponieważ Hitler nie został powstrzymany w odpowiednim czasie. Za każdym razem gdy chwytał się nowej prowokacji – remilitaryzacji, która była pogwałceniem Traktatu Wersalskiego, okupacji Nadrenii, Anshlusu, Austrii czy okupacji Sudetów – Zachód nie odepchnął go i dlatego Hitler kontynuował swoją agresję. Dziś powinniśmy się obawiać żeby nie udzielić takiego zezwolenia na agresję nie tylko Rosji, ale również takim państwom jak Iran, Korea Północna czy Chiny, które dokładnie obserwują rozwój dramatycznych wydarzeń. Jak zauważył Elliot Cohen: „Jeśli Rosja może odrąbać bezkarnie kończynę, to dlaczego Chiny nie mogą tak samo postąpić wobec wysp Senkaku?”