Do końca 2012 r. w bazach amerykańskich na Starym Kontynencie zostanie 10 procent żołnierzy amerykańskich spośród blisko 200 tysięcy, którzy stacjonowali, gdy upadał mur berliński. A większość sprzętu wojskowego trafi do innych regionów świata. W ten sposób zakończy się jedno z największych przegrupowań militarnych armii USA po II wojnie światowej.

W środę, 14 listopada 2012 r., gdy w szeregach chińskiej czerwonej arystokracji trwały przepychanki w drodze na szczyt władzy, w Perth, stolicy Zachodniej Australii, amerykański sekretarz obrony Leon Panetta wraz ze swoim australijskim odpowiednikiem Stephenem Smithem dokonali istotnego przesunięcia na mapie geopolitycznej świata.

To „epokowa zmiana” twierdzi francuski analityk do spraw obrony Francois Heisbourg. A były dyrektor w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego prezydenta Busha Kori Schake dodaje: „Europa nie jest już centrum kalkulacji bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, a USA będą oceniać jej pożyteczność na podstawie jej rezultatów”.

Stany Zjednoczone zdecydowały o zwiększeniu obecności militarnej na południowej półkuli. Tę decyzję symbolizuje porozumienie o bliższej współpracy Australii i USA w dziedzinie komunikacji satelitarnej, m.in. budowie nowego superteleskopu do przeszukiwania przestrzeni oddalonej o 35 tys. km i instalacji radaru C-band wraz z Combined Communications Gateway.

Panetta określił podpisanie nowego porozumienia dotyczącego polityki obronnej pomiędzy Australią i USA jako „wielki skok do przodu w obustronnej współpracy w dziedzinie kosmosu” i „ważne wydarzenie w procesie przywracania równowagi w regionie Azji–Pacyfiku”. Radar C-band to pierwsza instalacja tego typu na południowej półkuli. Jak podkreśla część specjalistów Pentagonu, radar będzie śledzić nie tylko kosmiczne śmieci (np. zużyte satelity), ale również starty chińskich rakiet kosmicznych. „Umożliwi nam obserwację obiektów opuszczających atmosferę lub wchodzących w nią na przestrzeni całej Azji” – powiedział chcący zachować anonimowość wysoki urzędnik Departamentu Obrony.

Radar C-band obecnie znajduje się w bazie lotniczej na Antiqua. Natomiast nowy teleskop do monitorowania małych obiektów w głębokiej przestrzeni kosmicznej będzie mógł śledzić około 200 przedmiotów równocześnie. Teleskop zostanie zbudowany przez specjalistów Defense Advanced Research Project Agency (DARPA), którzy przygotują australijskich naukowców do jego obsługi. Obie instalacje, jak zapowiedział minister obrony Australii, staną na północno-zachodnim wybrzeżu. Koszt ich instalacji wyniesie 30 mln dol., a obsługi, rocznie – 8–10 mln dol.

Zwykle oszczędny komunikat biura prasowego American Forces nie pozostawił wątpliwości, iż porozumienie określa nową strategię Pentagonu: „Potwierdza zacieśnienie więzów bezpieczeństwa obu narodów, a także znaczenie nowego pola bitwy, jakim jest przestrzeń kosmiczna”.

W głąb Azji Mniejszej i Dalekiego Wschodu

Nie ma już wątpliwości, że obszar uznawany przez Pentagon za strategiczny przesunął się z Europy. Jego granice wyznacza od północy Syria, od południa Egipt i Iran, a od wschodu Afganistan i postsowieckie państwa kontrolujące znaczącą ilość złóż gazu i ropy. Drugim nie mniej ważnym regionem o znaczeniu strategicznym są Chiny i jego azjatyccy „sąsiedzi” od Seulu po Canberrę.

Jak zauważa Josef Joffe, redaktor „Die Zeit”, profesor politologii ze Stanford University, rozpoczyna się właśnie „druga faza gry geopolitycznej, w której Stany Zjednoczone naśladują strategię XIX-wiecznej Wielkiej Brytanii, gdy była potęgą morską i skutecznie powstrzymywała nierzadko silniejszych przeciwników”. W XXI wieku Waszyngton rezygnuje z wielkich armii rozmieszczonych w czterech stronach świata, opierając się na morskich siłach szybkiego reagowania, bombowcach dalekiego zasięgu i bezzałogowych samolotach oraz łodziach. A duże bazy wojskowe zastępuje sieć niewielkich centrów operacyjnych, która oplata całą kulę ziemską.

Stany Zjednoczone budują też pływającą tarczę antyrakietową na Pacyfiku, by przeciwdziałać ewentualnemu atakowi Korei Północnej i zmniejszyć zagrożenie ze strony Chin. Pentagon negocjuje z Tokio instalację nowego radaru wczesnego ostrzegania tzw. X-band w południowej Japonii. Byłby to już drugi taki obiekt na azjatyckich wyspach. (Pierwszy radar X-band został zbudowany w północnej części wysp japońskich w 2006 r.). Bo jak podkreśla część specjalistów, Waszyngton jest bardziej zaniepokojony zbrojeniami Chin niż zagrożeniem ze strony Phenianu. Dowódcy Marynarki Wojennej USA wezwali Pentagon do zastosowania zapobiegawczych środków przeciw chińskim balistycznym pociskom do zwalczania okrętów. Jak informowała telewizja Departamentu Obrony, Pentagon Channel, specjaliści Pacific Command i Missile Defense Agency chcą trzeci radar tego typu zainstalować w południowo-wschodniej Azji, „aby zwiększyć dokładność monitoringu lotów potencjalnych pocisków z Korei Północnej i niektórych regionów Chin”. Jedną z potencjalnych lokalizacji, na którą wskazuje część ekspertów waszyngtońskich, są Filipiny. Część analityków jednak nie jest przekonana, czy tarcza antyrakietowa okaże się skuteczna. Bo system przygotowany jest do „wykrycia, śledzenia i zniszczenia tylko ograniczonej ilości pocisków”. Mają jednak nadzieję, że antyrakiety, niszcząc pierwsze głowice, będą w stanie zniechęcić Pekin do dalszego ataku. Ale pod warunkiem, że USA nie pokryją tą tarczą Tajwanu. „Jeśli system będzie miał na celu obronę Tajpej, wówczas będzie to alarm dla Chin” – podkreśla dyrektor programu ds. nierozprzestrzeniania broni nuklearnej przy Monterey Institute of International Studies w Kalifornii dr Jeffrey Lewis.