Wojna z terrorem

Antyterroryści w Saint Denis/Photo:Archives

 

Wiele państw europejskich zdecydowało się pozostać bezczynne wobec wojny z terroryzmem. I oczywiście uzasadniały tę decyzję o nieinterwencji moralnością i porządkiem prawnym, ale bez wątpienia po cichu sądziły że najbezpieczniej jest pozostać w domu, zdystansować się i pozostawić najgorszą robotę innym. Jednak wydarzenia ostatnich tygodni ukazały, że te decyzje nie zapewniły bezpieczeństwa Europejczykom, a przeciwnie Europa zamienia się w pole bitewne wojny Zachodu z radykalnym Islamem.

Po zamachach w ubiegłym tygodniu we Francji w całej Europie trwa obława na terrorystów. Objęta jest nią przede wszystkim Belgia. Warto przypomnieć, że w styczniu także po zamachach w biurach Charlie Ebdo najbardziej intensywne walki antyterrorystów z islamistami miały miejsce w belgijskim mieście Verviers – przez niektórych nazywany “drugim Paryżem”. Policji wówczas udało się udaremnić kolejny zamach. W czasie operacji zginęło dwóch terrorystów, a trzej ranni zostali aresztowani.

Nie ma wątpliwości już, że wojna z terrorem przeniosła się do Europy mimo, a może właśnie dlatego że nie chciała odgrywać znaczącej roli w tej bitwie z radykalnym Islamem. Przez pewien czas większość państw Europy próbowała unikać angażowania się w wojny na Bliskim Wschodzie, a mimo to zawierucha z islamskiego świata trafiła na ulice europejskich miast. Jak trafnie zauważył Simon Gordon “zamiast Zachód eksportować na Bliski Wschód liberalną demokrację jak wielu fantazjowało w czasie tak zwanej “Arabskiej Wiosny” to Bliski Wschód eksportuje Islamizm do wolnego świata”.

Wraz z umocnieniem się pozycji Islamizmu w Europie powstaje coraz większe zagrożenie dla europejskich Żydów. Francja mogła sprzeciwiać się wysłaniu żołnierzy do Iraku, ale teraz w panice podejmuje nieprzemyślane decyzje rozmieszczania sił obronnych wokół żydowskich szkół. W styczniu szkoły żydowskie nawet zostały zamknięte w Brukseli i Antwerpii gdy powstało zagrożenie zamachami. Podobnie jak synagoga w Amsterdamie. W Szwecji dwukrotnie wzrosło zagrożenie dla Żydów po zamachach w Paryżu. Wygląda na to, że te zamachy rozochociły radykałów zamiast przekonać ich o tragedii i konsekwencjach ekstremizmu. W Wielkiej Brytanii 45 proc. odpowiedziało w badaniu Kampanii Przeciw Antysemityzmowi, że obawia się zagrożenia jakim są Islamiści.

Podobnie jak nazizm i komunizm, które poprzedziły powstanie tych nihilistycznych i antyzachodnich sił radykalnego islamu, także i one mają świadomość, że wymordowanie Żydów musi pozostać filarem ich strategii zmierzającej do wywrócenia świata do góry nogami. Dlatego konieczne jest zrozumienie miejsca dla Żydów w światopoglądzie Islamu żeby móc pojąć istotę wojny radykałów z Zachodem i wydarzenia, które mają teraz miejsce w Europie. Jednak oszalałe lewicowe media boją się tylko wzrostu antagonizmu i odwetu wobec muzułman ignorując falę morderstw Żydów w Europie. Odwetu, do którego przecież, i to bardzo dobrze, nigdy nie dojdzie. A jednak europejscy muzułmanie uzyskali status potencjalnych ofiar. W czasie gdy ekstremiści z ich środowiska terroryzują całe społeczeństwa i przeprowadzają zamachy na Żydach to publikacje takie jak New York Times publikują na pierwszych stronach opowieści o obawach europejskich muzułmanów.

Kolejny raz zachodnia demokracja w Europie jest zagrożona. I właściwie trudno się nie zastanawiać czy Islamiści ten kontynent nie uważają za miękkie podbrzusze i najsłabszy punkt Zachodu. Europejskie służby bezpieczeństwa teraz dwoją się i troją ale przedtem pozwoliły zachwaścić miasta Europy radykalnym islamem, dlatego mają teraz dużo pracy. I co więcej trudno powiedzieć, że Europejczycy i ich politycy w końcu zaczęli sobie zdawać sprawę z faktu, że znaleźli się na polu bitwy. Tak, wielu w Europie ceni wolność i demokrację. Ale wartości redystrybucji, multikulturalizmu a nawet pacyfizmu są wciąż silne w Europie. Stąd trzeba poczekać żeby przekonać się czy tamtejsze społeczeństwa będą potrafiły znaleźć motywację do walki.