Andriej Piontkovsky/Archives

Andriej Piontkovsky/Archives

 

Propaganda rosyjska przedstawia Majdan jako nacjonalistyczny zryw. Jednak jak wiadomo pierwszymi ofiarami byli Białorusin i Gruzin. Oboje stali ramię w ramię z innymi mieszkańcami Ukrainy. Ukraińcy stanowili większość tego protestu, ale dołączyli do nich także inni. To tylko jeden znak, który wskazuje na to, że ten protest był wielowymiarowy. Zaczął się przecież w chwili, gdy okazało się, że władze sprzeciwiły się woli większości, która chciała budować państwo zgodnie ze standardami zachodnimi w ramach Unii Europejskiej. Wydaje się, że symbolika narodowa była tylko jednym z elementów narracji Majdanu. Wydaje się, że istota tkwi gdzieś indziej. Pan określił Majdan powstaniem anty-kryminalnym? Dlaczego?

 

Po upadku Związku Sowieckiego odtworzył się kryminalny system nomenklatury w niemal wszystkich republikach sowieckich, oczywiście z wyjątkiem bałtyckich. Ten system charakteryzuje fuzja władzy i pieniądza. Nie jest to gospodarka wolnorynkowa, ponieważ nie istnieje instytucja własności prywatnej. Taka sytuacja panuje w Rosji i na Ukrainie. Każda własność zależy od władzy administracyjnej, czyli inaczej mówiąc pseudo-suwerena. Los lokalnego sklepu zależy od dobrych stosunków sklepikarza z dzielnicowym komendantem milicji. A własność taka jak firma przetwórstwa naftowego jaką posiadał np. Michaił Chodorkowski zależy od jego kontaktów z prezydentem państwa. W tym systemie nie ma miejsca ani na naturalny rozwój ani na innowacje czy konkurencję. Nie pozwala on na generowanie autentycznych przedsiębiorców tylko biznesmenów zależnych od władzy. Ten system trzeba więc nazwać kryminalnym kapitalizmem, który jest formą unowocześnionego feudalizmu.

Z perspektywy historycznej widać dziś wyraźnie, że komunistyczna nomenklatura świadomie i celowo rozmontowała system komunistyczny, aby stać się beneficjentami tego nowego systemu kryminalnego. Po to żeby stać się milionerami, miliarderami i innymi oligarchami. Ukraińska rewolucja rzuciła jako pierwsza wyzwanie temu systemowi i jest ogromnie ważne wydarzenie. Może stać się bowiem inspiracją dla Rosjan ze względu na bliskość kulturową i geograficzną.

 

Niektórzy eksperci twierdzą, że Ukraińska rewolucja może dodać odwagi Rosjanom żeby zbuntować się przeciwko systemowi, który ich odizolował od świata i odbiera resztki swobód. Czy istnieje jednak wystarczająco mocno siła, żeby przeprowadzić taką rewolucję w Rosji?

 

Wydarzenia na Ukrainie wzmocniły morale opozycji w Rosji. I rzeczywiście dodały odwagi, o której pan wspomniał. Była to przecież porażka Putina i jego strategii – na całej linii. Jednak nie możemy liczyć na to, że on powstrzyma się przed dyskredytowaniem, podkopywaniem i oczernianiem rewolucji ukraińskiej. Nie można sądzić, że nie będzie próbował rozbijać Ukrainy. Widzimy już teraz podejrzane ruchy wojsk rosyjskich wokół Krymu.

Jednak z drugiej strony Rosjanie właśnie przekonali się jaką cenę zapłacą za podobną rewolucję. Gdy ją zorganizują, Putin rozleje tyle ludzkiej krwi ile tylko uzna za stosowne. Przecież od Janukowycza domagał się żeby zlikwidował Majdan. Po prostu żeby pozabijał demonstrantów w centrum Kijowa. Janukowycz próbował to zrobić, ale nie znalazł w odpowiednim czasie wystarczających sił policyjnych i wojskowych gotowych do popełnienia tak ogromnej zbrodni. Putin zabije tyle osób ile tylko, według swojej oceny, będzie musiał żeby utrzymać się przy władzy.

Anty-kryminalna rewolucja wydaje się więc być coraz bardziej prawdopodobna w Rosji, ale rośnie też świadomość, że demonstranci muszą być przygotowani na najgorsze.

 

Czytaj również: Prezydent Rosji Władimir Putin namawiał prezydenta Janukowycza do pójścia na ustępstwa, żeby powstrzymać rozlew krwi na Majdanie (artykuł w jęz. ros. w oparciu o relację z The Times)

Chce pan powiedzieć, że prezydent Putin nie zawaha się przed użyciem wojska na ulicach rosyjskich miast wobec demonstrantów, którzy będą żądać by podał się jak najszybciej do dymisji, podobnie jak w ostatnich dniach swojego protestu demonstranci na Majdanie żądali od Janukowycza?

 

Tak, oczywiście. Załóżmy, że na placu w Moskwie zbierze się sto, może dwieście tysięcy ludzi to Putin będzie gotowy żeby z nimi walczyć. I tylko jedno może zapobiec tragedii: czy znajdzie odpowiednią ilość wojsk i milicji, która będzie gotowa strzelać do swoich współobywateli. Dlatego opozycja musi skoncentrować swoje wysiłki na pozyskiwaniu zwolenników wśród tych, którzy służą w strukturach siłowych. Musimy przekonać ich, że kryminalny reżim, na czele którego stoi Putin, szkodzi Rosji. I w ten sposób pozbawić go wsparcia w chwili gdy będzie potrzebował go w najbardziej.

 

To jaką Rosję chciałaby dziś budować opozycja? Jak miałoby wyglądać nowe państwo rosyjskie?

 

Rosja, w której funkcjonowałby system polityczny oparty na konkurencji i  gospodarka rynkowa. W tym neo-feudalnym systemie pieniądz oznacza władzę, a władza oznacza pieniądz. I wszyscy współpracownicy Putina dziś są miliarderami, podobnie jak to było na Ukrainie, gdy rządził Janukowycz.