Strefa indentyfikacji powietrznej wprowadzona przez Chiny koliduje ze strefami Japonii i Korei Pd / Wikimedia Commons

Administracja Obamy dołożyła wszelkich starań, żeby uniknąć konfrontacji z Pekinem, mimo że tamtejszy reżim ustanowił w listopadzie ubiegłego roku kontrowersyjną „identyfikującą strefę kontroli powietrznej”, która rozciąga się nad większością wód Morza Wschodniochińskiego. Wiceprezydent Joe Biden w czasie wizyty w Pekinie zdecydowanie odmówił stawianym żądaniom wycofania się Chin z tej strefy, a amerykańskie samoloty wojskowe całkowicie zignorowały jej istnienie i kontynuowały rutynowe loty. Departament Stanu polecił pilotom cywilnych linii lotniczych, by zastosowali się do wymagań Pekinu. Działania Waszyngtonu stanowią część fiaska jakim jest międzynarodowa kontrola bezpieczeństwa we Wschodniej Azji.

W tym tygodniu naczelny dowódca Amerykańskich sił zbrojnych na Pacyfiku Admirał Samuel Locklear powiedział dziennikarzom, że chińska armia w “sposób profesjonalny zachowuje się pod niebem nad wyspami Senkaku”. Niestety z informacji w mediach trudno wywnioskować co robią Chińczycy profesjonalnie czy też nie oraz dokąd i jak często latają amerykańskie samoloty wojskowe. I to jest problem ponieważ administracja Obamy nie chce wyjaśnić dlaczego ustanowiona przez Chiny strefa stanowi przekroczenie prawa międzynarodowego i destabilizuje sytuację w regionie.

Pozornie wydaje się, że Chiny wprowadziły strefę kontroli powietrznej tylko po to, żeby identyfikować zarówno samoloty pasażerskie jak i wojskowe i wyznaczać im plan lotów. Jednak wszystkie takie strefy, ustanawiane także przez USA, obowiązują wyłącznie samoloty cywilne pod warunkiem, że stanowią rzeczywiste zagrożenie w amerykańskiej przestrzeni powietrznej. Jak wskazał były wykładowca US Naval War College James Kraska. Konwencja ONZ o prawie morza, której Chiny są sygnatariuszem, umożliwia „swobodne przeloty” nad wielkimi morzami, a także nad specjalnymi strefami ekonomicznymi.

Pekin próbuje więc zmienić status quo zniekształcając powszechnie przyjętą definicję strefy identyfikacyjnej. Stany Zjednoczone nigdy nie wyjaśniły, że Pekin próbuje uzyskać kontrolę, zarówno nad cywilnymi jak i wojskowymi samolotami przylatującymi zza granicy poprzez zwiększanie zasięgu chińskiej strefy. I to jest dobitny przykład tego co analitycy nazywają zagrożeniem jakim jest redefinicja norm międzynarodowych przez takie państwa jak Chiny.

Chińska strefa nie jest zgodna również z chicagowską konwencją o międzynarodowym lotnictwie cywilnym z 1947 roku, która stwierdza, że można przechwycić lot samolotu cywilnego nad suwerennym terytorium tylko w „uzasadnionym przypadku”, a państwo, które decyduje się na ten krok „musi powstrzymać się od ataku na samolot pasażerski”.

Ogłaszając ustanowienie strefy identyfikacyjnej Pekin stwierdził, że bez względu na to czy samolot wleciał przez przypadek na teren strefy użyje „nadzwyczajne środki obrony” wobec każdej maszyny, która nie zastosuje się do wymagań identyfikacji w nowej strefie. A przecież część nowej chińskiej strefy znajduje się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej.  Pekin zatem łączy suwerenną i międzynarodową przestrzeń lotów gwałcąc ducha prawa międzynarodowego i usprawiedliwiając dopuszczanie użycia siły. Departament Stanu, w którym pracują rzesze prawników mógłby uderzyć właśnie w tę wykładnię, ale jak dotąd nie zrobił prawie nic albo wcale w tej sprawie.

Ponadto Pekin ignoruje fakt, że cała przestrzeń powietrzna została już podzielona na „Regiony Identyfikacji Lotów” służące obsłudze lotów cywilnych na co wyraziła zgodę Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego. Żądania Pekinu stawiane samolotom pasażerskim żeby informowały o przelocie przez strefę ustanowioną przez Chiny jest złamaniem praktyk stosowanych w lotnictwie cywilnym od pięćdziesięciu lat. Waszyngton nie wypowiada się także i na ten temat.

Waszyngton powinien wskazać, że strefa, którą ustanowiły Chiny wchodzi na terytorium innych krajów. Jednak właśnie głównym celem wprowadzenia tej strefy przez Chiny było podtrzymanie roszczeń w stosunku do wysp Senkaku, które kontroluje Japonia. Zatem Pekin ustanowił swoją strefę identyfikacyjną nad japońską strefą uzgodnioną kilka dekad wcześniej. Ponadto strefa chińska rozciąga się także nad terytorium, które należą do Korei Południowej. W odpowiedzi na działania Pekinu Seul również rozszerzył granice swojej strefy. I w ten sposób nad Morzem Wschodniochińskim zachodzą na siebie wzajemnie trzy strefy obrony powietrznej.

Administracja Obamy nie chce otwarcie wyjaśnić jaki destabilizujący wpływ stanowi ta sytuacja. A Sekretarz Obrony Chuck Hagel zdobył się tylko na to, żeby ponarzekać, iż Stany Zjednoczone zaniepokoił fakt, że Chiny nie skonsultowały wcześniej planów ustanowienia swojej strefy. Prawdziwe niebezpieczeństwo jakie wywołują Chiny nie sprowadza się tylko, jak sugerują amerykańscy dowódcy, do przypadkowej konfrontacji. Administracja Obamy rezygnując z obrony prawa zwyczajowego, międzynarodowego i zdrowego rozsądku właściwie przyczynia się do podważenia ich wszystkich. Za niechęć do denerwowania już rozjuszonego przeciwnika płaci się zwykle ogromną cenę.

 

Michael Auslin – historyk i politolog. Ekspert ds polityki japońskiej. Dyrektor Centrum Studiów nad Japonią w American Enterprise Institute. Był wykładowcą historii na Uniwersytecie Yale. Założył Project on Japan-US Relations, którym kierował od 2004 do 2007 r. Jest autorem serii filmów dokumentalnych “Japan:Memoirs of the Secret Empire” wyemitowanych przez telewizję PBS w 2004 r.