Ronald Reagan w Chin

Prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan rozmawia ze studentami na Uniwersytecie w Szanghaju. 1984 r. / Archives

Środa 24 listopada 2015 r. przejdzie do historii Ludowej Republiki Chin. Po raz pierwszy od końca rządów I sekretarza tamtejszej komunistycznej partii Deng Xiaopinga, który wsławił się krwawą masakrą studentów na Placu Tiananmen władze skazały zwykłego obywatela, który pomagał pisać skargi na krzywdy wyrządzane przez socjalistycznych biurokratów. Yang Mingyu, “uczył swoich kolegów, sąsiadów, znajomych i nieznajomych” – jak zauważył sędzia – jak skutecznie napisać petycje tak by otrzymali za pośrednictwem tak zwanego departamentu „listów i wizyt”. Trybu w bezdusznej machinie urzędniczej państwowego molocha. Jak w każdym systemie socjalistycznym złożenie skargi w Chinach graniczy z cudem ze względu na celowo skomplikowane wymagania.

Yang Mingyu zdawał sobie doskonale sprawę z niechęci chińskiego urzędnika do podrzędnego petenta. Znał mentalność biurokraty, jednego z wielu macek komunistycznej hydry, która codziennie traktuje Chińczyka wyłącznie jak tanie źródło zysku. Yang nie chciał się zgodzić z wizją takiego świata. Walczył.

Potraktował poważnie prawo do zgromadzeń i protestów, które gwarantuje mu konstytucja Chin. Z transparentem – sam lub z grupą przypadkowych ludzi – krzyczał ile sił w gardle: „Precz z partią komunistyczną!”. Stał z boku jednej z głównych ulic rodzinnego miasta Szenzen, by nie zatrzymywać ruchu na chodniku. Wielu – jak mówił – patrzyło na niego z podziwem. Był głosem milczącej większości, której samozwańcze władze odebrały wolność.

Po jednej z takich demonstracji ulicznych w lipcu 2013 r. został wciągnięty siłą przez smutnych panów w podkoszulkach do nieoznakowanego samochodu policji. W nielegalnym więzieniu, zrujnowanym hotelu, był torturami zmuszany do przyznania się do winy. Nie załamał się.

Reżimowy sędzia i oskarżyciel w jednej osobie odczytał zarzut „podżegania do obalenia ustroju”. A 24 listopada 2015 r. został Yang skazany. Przez trzy lata będzie pracował niewolniczo dla partii komunistycznej w obozie pracy. Przedstawiciel systemu niesprawiedliwości chińskiej odebrał też Yangowi prawa publiczne i obywatelskie na cztery lata. Surowa kara dla obywatela chińskiego za to, że pomagał pisać skargi na urzędników to skutek drakońskiego prawa walki z przejawem opozycji wprowadzonej przez reżim gdy na jego czele stanął towarzysz Xi Jinping.

To właśnie jemu prezydent wolnej i demokratycznej Rzeczypospolitej podał nie tylko rękę, ale także złożył szokującą ofertę, by “Polska stała się ambasadorem spraw Chin w Europie Środkowej i Unii Europejskiej”. W ten sposób podsumowuje wizytę Andrzeja Dudy komunistyczna propaganda Chin przeznaczona dla obcokrajowców. Prezydent powtórzył stwierdzenia, które od ponad 20 lat chińska propaganda rozprzestrzenia po całym świecie: „Dziś już możemy powiedzieć, że Chiny są potęgą światową w sensie gospodarczym i dynamicznie rozwijającym się państwem.” A następnie dodał, że Chiny są państwem „otwartym”, gotowym do współpracy i chcące „wspólnie wzrastać” razem z partnerami.

Sekretarz Chińskiej Partii Komunistycznej słyszał już podobne słowa od wielu zachodnich przywódców, którzy ku jego zadowoleniu rozpychają się łokciami, by dostać się na audiencję prywatną. Polski prezydent się nie przepychał. Został, w sposób wyraźny, wytypowany przez partię komunistyczną Chin, by uścisnąć rękę Xi. Dlaczego w Pekinie podjęto taką decyzję?

Zaiste Chińska Republika Ludowa i jej totalitarny mechanizm podporządkowania sobie obywateli i narodów to świat niemal zupełnie nieznany Polakom. Podobnie jak kultura dalekosiężnych planów strategicznych, które w myśl cenionych przez partyjne tuzy Lenina i Mao, wyłącznie wyglądają pokojowo.

Być może już dziś należy odważnie wskazać zatem na kontrast pomiędzy prawdziwą republiką, Rzeczpospolitą, a totalitarnym systemem zniewolenia chińskich narodów.

Tak. To Chiny mają nauczyć się demokracji i uszanowania prawa człowieka. I komunistyczny Pekin musi zrozumieć, że zdecydował się na błędny wybór maoistowskiej ideologii. I że te około pięć procent narodu, które sobą stanowi, nie reprezentuje miliarda mieszkańców, którzy mają prawo do godności ludzkiej. Czy nie lepiej byłoby by partnerami Polski były demokratyczne Chiny, a nie wrogo nastawiona (choć skrzętnie ukrywająca prawdziwe uczucia) do Zachodu partia komunistyczna?

Przed 31 laty prezydent Ronald Reagan próbował to tłumaczyć Chińczykom. Celem jego strategii w polityce zagranicznej, jak mówiła jedna z Dyrektyw Prezydenckich, było „jak największe osłabienie Związku Sowieckiego” tak żeby „dokonała się jego dezintegracja”. Jako gubernator w czasie wizyty w komunistycznych Chinach i państwach sąsiednich poznał realia życia w Państwie Środka. Zdecydował się złożyć wizytę w Chinach, gdy stworzono mu możliwość spotkania się ze studentami na Uniwersytecie w Szanghaju.

 

Premier Zhao w czasie swojej wizyty u nas w styczniu dostrzegł coś w postawie Amerykanów wobec Chin. Stwierdził, że po kilku dniach przebywania w naszym kraju odczuł coś zupełnie niespodziewanego – ogromne uczucie przyjaźni Amerykanów w stosunku do Chińczyków.

I chciałbym się zrewanżować za ten komplement. Widzę u Chińczyków ciepło i przyjaźń do nas co nas ogromnie cieszy. Spotykając was jednak mam jeszcze większą chęć poznania was bardziej. I czuję, że macie podobne odczucie w stosunku do nas, Amerykanów. Wy też chcecie poznać nas bardziej.

Chciałbym wam powiedzieć coś o nas i o wartościach, które cenimy.