Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan/Copyright: Public Domain

Kryzys może zdemaskować prawdziwy charakter rządu lepiej niż jakikolwiek wypolerowany szczyt dyplomatów czy też raport – twierdzi Dr Michael Rubin.

 

W żadnym wypadku nie można usprawiedliwiać zamachu terrorystycznego we Francji, który został przeprowadzony przeciw redakcji satyrycznego, francuskiego czasopisma Charlie Hebdo. Obarczanie satyryków odpowiedzialnością za terroryzm przypomina usprawiedliwianie gwałtu faktem, że ofiara miała na sobie bikini. A jednak tak właśnie postąpił rząd Turcji – nie w jednym, a w aż dwóch przypadkach. Rządowy dziennik Hürriyet opublikował:

[Minister spraw zagranicznych Mevlüt] Çavuşoğlu powiedział, że terroryzm jest jednym z dwóch problemów, z którymi musi walczyć Europa. A drugi problem, jak stwierdził, to “rasizm, xenofobia i Islamofobia, które odradzają się w wielu częściach Europy”. Stwierdził też, że terroryzm i Islamofobia “zależą do siebie i uruchamiają się wzajemnie”. 

Nie tylko Çavuşoğlu przyswoił sobie wywróconą do góry nogami moralność. Minister kultury i turystyki Ömer Çelik również potępił masakrę, ale dodał iż “ucierpieli w niej także muzułmanie” wskutek krytyki proroka Mahometa, która pojawiła się na kartach czasopisma.

Nie pierwszy raz turecka władza staje po stronie terrorystów, a nie ich ofiar. Ambasador Ahmet Kavas w chwili gdy al-Kaida szerzyła spustoszenie w Mali napisał, że ta organizacja nie jest grupą terrorystyczną tylko walczący z nimi Francuzi. Gdy lider świeckiej, tureckiej opozycji protestował przeciwko związkom Turcji z organizacją Nusra Front, stowarzyszoną z al-Kaidą, to wówczas ówczesny szef dyplomacji, a obecny premier, Ahmet Davutoğlu twierdził, że przekonanie o istnieniu rzekomych związków, które miałyby łącząć dżihadyzm z teroryzmemem to skutek “propagandy amerykańskich i izraelskich neokonserwatystów”.

Turcja nie jest czempionem wolności słowa. Tamtejszy dziennikarz, który upomni się o prawo do tolerancji religijnej, politycznego pluralizmu czy o ochronę środowiska ryzykuje utratą pracy, wolności czy konta bankowego – albo tym wszystkim. Jednak media, które cieszą się aprobatą prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana, mogą publikować bez przeszkód. Dlatego właśnie bardzo wymowny jest fakt, że dwie tureckie, islamskie gazety promujące nieustannie i wszelkimi sposobami program Erdoğana, wydają się usprawiedliwiać przemoc.

Turcja często jest porównywana do mostu łączącego Azję z Europą, i przynajmniej teorytycznie, jest kandydatem do członkostwa w Unii Europejskiej. Jednak kryzys może zdemaskować prawdziwy charakter rządu lepiej, niż jakikolwiek wypolerowany szczyt dyplomatów albo raport. Skoro reżim Erdoğana wydaje się usprawiedliwiać, albo nawet stać po stronie terrorystów, to nie powinno być już żadnych wątpliwości, że w Europie nie ma miejsca dla Turcji. Bo żadne państwo, które usprawiedliwia terroryzm nie powinno być akceptowane przez cywilizowane społeczeństwo.