Premier Turcji Recep Tayyip Erdoğan

 

Dla prezydenta Syrii Bashara al-Assada, a nawet dla amerykańskich sympatyków tamtejszej opozycji  głównym powodem do obaw stała się kwestia rosnącego ekstremizmu wśród tych, którzy sprzeciwiają się syryjskiemu reżimowi. Nigdy nie było łatwo zdobyć kontroli nad opozycją stąd prawie niemożliwe jest zagwarantowanie, że broń przekazana “umiarkowanym” grupom nie trafi w ręce bardziej zradykalizowanych.

Zamiast wzruszać ramionami i oddawać walkowera społeczność międzynarodowa powinna zrozumieć, że to już ostatni moment żeby uniemożliwić radykałom przekraczanie granic Syrii. Części strategom może wydawać się, że tego celu nie da się osiągnąć. Długość granic Syrii to blisko 2200 km. Jednak to nieprawda, że większość ekstremistów czy przyszłych członków al-Kaidy ukrywa się w głębi pustyni, by pod osłoną nocy przeczołgać się do Syrii. Prawda jest taka, że wielu radykałów, którzy walczy w Syrii pod obrzydliwym dla nich mianem “umiarkowanej opozycji” przekroczyło granicę w Turcji.

Telewizja CNN informowała o dżihadystach, którzy uciekli do Hataya, i zapłacili tureckim strażnikom granicznym by móc przedostać się do Syrii. Kurdyjskie media z Syrii opublikowały wywiady z aresztowanymi dżihadystami, którzy opowiedzieli jak przekroczyli granicę z Turcją.  Na ironię zakrawa fakt, że Turcja była wśród państw najgłośniej nawołujących Stany Zjednoczone do udzielenia bardziej aktywnej pomocy syryjskiej opozycji, a swoimi działaniami jej przeszkodziła. Być może zamiast organizowania konferencji z udziałem najważniejszych polityków czy też umożliwienia zrobienia im nowych zdjęć podczas składania pustych obietnic byłoby dobrze wywrzeć presję na Turcji żeby przestała być głównym szlakiem tranzytowym dla terrorystów przedostających się do Syrii.