8567825104_7a32a83018_oNie ma powodu do udawania – jedynym newsem kampanii wyborczej 2016 r jest Donald Trump. I ten fakt świadczy, że stało się coś bardzo niepokojącego w Partii Republikanów, konserwatywnych wyborcach, kulturze mass mediów i w ogóle w Stanach Zjednoczonych. To nie jest przesada, mimo iż tak mogłoby się wydawać. Naprawdę. Ted Cruz idzie na wojnę z przywództwem Republikanów w senacie, Hillary Clinton proponuje najwyższy od 70 lat podatek, Marco Rubio atakuje Johna Kerry za układ nuklearny w czasie przesłuchania w senacie. I co z tego? Nic. Wszyscy zostali zagłuszeni hałasem Trumpa. Najważniejsze wydarzenie polityczne tego roku, debata Republikanów, będzie zdominowana przez Trumpa.
Nie dość stwierdzić, że na dyskusję czekają sprawy śmiertelnie poważne zaczynając od Iranu przez Islamskie Państwo, możliwy upadek Euro oraz chińskiej gospodarki do sprzedaży narządów nienarodzonych. Bo gdy zbliżają się wybory to zawsze pojawiają się istotne kwestie. Postawę Trumpa należałoby scharakteryzować jako “politykę braku powagi”. Na żaden temat nie próbuje dyskutować tylko wypowiada zabarwione wrogością slogany i oklepane powiedzenia. Trump jęczy. Opowiada jak będzie cudownie kiedy będzie czemuś przeciwdziałał nie wyjaśniając jak to zrobi, co zrobi i jak to będzie funkcjonować.

Trump sam streścił istotę swoich poglądów: Oni wszyscy to idioci, a ja jestem bardzo bogaty i wiem co trzeba zrobić. Jeśli ktoś powie choć jedno złe słowo w stosunku do mnie, to ja odpowiem bardzo wrednie. I kogo to obchodzi jak funkcjonuje Senat czy Izba Reprezentantów czy też międzynarodowe sojusze. Jak działają traktaty czy cokolwiek. To są kwestie dla tchórzy, przegranych i zrujnowanych. Wiem jak to zrobić. Ja mnie, mnie, mnie. Ja, mnie, ja I ja. I mnie. 

Motywem, którym kieruje się Trump jest Trump

Polityka i megalomania idą razem. Bo jeśli tak nie jest to dlaczego w czasie tryumfalnych marszów przez Rzym  ktoś szeptał do ucha starożytnym imperatorom: “Cesarze, jesteś śmiertelny” jeśli nie po to żeby przypomnieć im iż nie są bogami? Weźmy pierwszy przykład z brzegu.  Ed Koch, który był naprawdę bardzo dobrym politykiem i ma ogromne zasługi przez 20 lat nie był zdolny sformułować ani jednego zdania, które nie byłoby w pierwszej osobie. W czasie zbierania materiałów do mojej pierwszej książki Hell of a Ride o prezydenturze George’a H. W. Busha odkryłem, że jego przemówienia zamiast ukazywać jego poważne zmagania z problemami odwoływały się wyłącznie do jego osoby i jego polityki niemal sugerując “jak powinien postąpić ktoś taki jak ja” . W książce rządy Busha w Białym Domu określiłem mianem “prezydentury solipsyzmu“. I tę ocenę podtrzymuję.

Trump jest kimś innym. To nie polityka zamieniła go w megalomana, ale to on jest megalomanem, który zdecydował się trochę zabawić w polityka. Tak jak bawił się będąc gwiazdą telewizyjną reality show. Oczywiście Trump może zrobić co zechce.

Problem nie tkwi w nim. Problem wiąże się z reakcją jaką wywołuje. Uzyskuje popularność, która może rzeczywiście odwzorowywać rzeczywistość i może zmienić bieg wyborów w 2016 r. – a co się z tym wiąże także historii Stanów Zjednoczonych – niczym więcej niż puszeniem się.

Próby kooptowania jego postaci i poglądów przez drugą część Republikanów są z góry skazane na niepowodzenie ponieważ ludzi nie przyciąga jego program, tylko on sam. Jeśli jednak to przesłanie jest atrakcyjne to i tak nie można go dokooptować bo to jedynie ohydny wyraz otwartej nienawiści do Meksykanów w państwie, w którym osoby pochodzenia Meksykańskiego stanowią 11 procent wyborców. Ci, którzy chcą z tego powodu Trumpa muszą się liczyć, że uderzy w nich jego niesława.

Choć pozytywne dyskusje (w które także się włączyłem) mogą odpędzić Trumpa podobnie jak błyskotliwych kandydatów Republikańskich z 2012 r ale obecnie showman wydaje się być nową wersją Ross Perota z 1992 r. Człowieka, który sprawił iż prezydentem został Bill Clinton. Ross Perot udało się przekonać, że wziął udział w kampanii tylko ażeby dyskutować na temat deficytu i zadłużenia, choć najprawdopodobniej wystartował ze względu na osobiste porachunki z George’m H.W. Bushem. I motywując się wyimaginowanym afrontem postanowił przeszkodzić mu w reelekcji. Trump nie ma powodów do takiego niezadowolenia, żeby chcieć mścić się na Demokratach czy Republikanach.  Motywem, którym kieruje się Trump jest Trump.

W Stanach Zjednoczonych nastały niepomyślne lata, a niepomyślne lata powodują niefortunne rezultaty w polityce. W zeszłym tygodniu przekonywałem, że mamy powód do rozpaczy po zawarciu układu z Iranem. Wiem, że istnieje powszechne oczekiwanie na komentarz, który wskaże drogę na przód, do wyjścia z problemów, do nadziei na lepsze. Czasami jednak trzeba usiąść w zwątpieniu spoglądając na obecną sytuację i może z tej rozpaczy wyniknie jakaś nowa mądrość.