W ostatnich tygodniach dziennik amerykańskiej lewicy “The New York Times” (NYT) opublikował szczegóły tajnej operacji cyberataku na cele w Iranie. Był on elementem operacji powstrzymania reżimu w Teheranie przed produkcją i militaryzacją materiału rozszczepialnego do budowy bomby atomowej. Wskutek przecieków ujawniono wiele tajnych informacji, które wprawiły w poważne zaniepokojenie osoby odpowiedzialne za prowadzenie tych niezbędnych działań w celu uniknięcia wiszącej nad światem groźby poważnego globalnego konfliktu zbrojnego. Po publikacji “NYT” zaniepokojeni Kongresmeni  z obu partii odpowiedzialni za operacje niejawnie powołali specjalną komisję. W czasopismach dotyczących przedmiotu można przeczytać o bezprecedensowym śledztwie, które obejmie “wszystkich”. Niektórzy eksperci twierdzą, że źródło niebywałych przecieków może znajdować się nawet w Białym Domu, który stara się poprawić swój, nadszarpnięty serią niepowodzeń we wszystkich dziedzinach rządzenia, wizerunek. Ale to są tylko opinie niektórych ekspertów. 

Tło niniejszego tekstu stanowi fakt ujawnienia wciąż trwającej operacji, kiedy powstawały artykuły w “NYT”, przeciwko instalacjom nuklearnym w Iranie. 

 

Budynek główny National Security Agency / Courtesy of NSA

 

 

 

Artykuły w prasie ujawniające szczegóły amerykańsko-brytyjsko-izraelskiego cyberataku, którego celem były instalacje nuklearne w Iranie, prowokują do spojrzenia na te wydarzenia w kontekście historycznym.

W czasie ostrej kampanii wyborczej wiceprezydenta Richarda M. Nixona i senator Johna F. Kennedy’ego jesienią 1960 roku, kandydat Partii Demokratów wykorzystał jak mógł rzekomy problem “nierównowagi uzbrojenia” (missile gap), który powstał w czasie prezydentury Eisenhowera. Prezydent chociaż mógł to jednak nie udowodnił, że nie było żadnej nierównowagi.

W maju 1960 roku sowiecka obrona przeciwlotnicza zestrzeliła samolot rozpoznawczy U-2, który znalazł się nad Uralem, wracając z Pakistanu do tajnej bazy w Norwegii. Wskutek powstałego chaosu prezydent Eisenhower zawiesił loty U-2 nad Związkiem Sowieckim. Choć nie powiedział, że misje rozpoznawcze nie są już potrzebne, bo na progu rozpoczynającej się ery rozpoznania satelitarnego amerykański wywiad wiedział, że Stany Zjednoczone mają na swoim uzbrojeniu więcej pocisków niż Związek Sowiecki.

Prawdopodobnie wiceprezydent Nixon nie zdawał sobie z tego spawy, bo do tej ściśle tajnej informacji dopuszczono jedynie kilka osób. W interesie bezpieczeństwa narodowego prezydent Eisenhower milczał, choć ujawniając ją, mógł zwiększyć szanse kandydata Republikanów, dementując twierdzenia o “nierównowadze uzbrojenia”. W rezultacie tych wydarzeń prezydent Kennedy był gotowy zadzwonić do sowieckiego pierwszego sekretarza Nikity Chruszczowa podczas bluffu, jakim był kryzys w Zatoce Swiń na Kubie. I wówczas, jak to w takich przypadkach się dzieje, partyjna polityka zdominowała działania na rzecz bezbieczeństwa narodowego.

Administracja Johna Kennedy’ego okazała się równie zręczna w zachowaniu tajemnicy. Potajemnie wysłano amerykańską armię na wojnę w Wietnamie, twierdząc otwarcie , że ich celem jest “doradzanie”. W lutym 1962 roku amerykańskie lotnictwo rozpoczęło Operację “Stalowy Tygrys”, bombardując sieć dróg łączących Północny Wietnam z Laosem i Południowym Wietnamem. W 1968 roku nastąpiła eskalacja bombardowań Szlaku Ho Chi Minha, ale tajemnica o Operacji “Polowanie na Komandosów” nie została ujawniona do połowy 1971 roku.

Dla dziesiątków tysięcy oddziałów Północnego Wietnamu przechodzących tym szlakiem “Polowanie na Komandosów” nie było tajemnicą. Nie stanowiło też sekretu dla Rosjan i Chińczyków, którzy tym szlakiem dostarczyli 1200 dział przeciwlotniczych i tysiące ciężarówek z zaopatrzeniem dla oddziałów Północnego Wietnamu i na pola bitewne na południu. W tym samym czasie Chińczycy zbudowali drogę, która przecinała północny Laos i łączyła prowincję Yunnan z Tajlandią. Brytyjczycy, którzy z Sowietami byli gwarantami Porozumień Genewskich z 1962 roku, na mocy których Laos miał pozostać neutralny, doskonale wiedzieli, że Północny Wietnam, Chiny i USA łamią te umowy. Nikt jednak nie spowodował przecieku tej informacji do lata 1971 roku, kiedy to Daniel Ellseberg, były urzędnik Departamentu Obrony w okresie, gdy sekretarzem był Robert McNamarra, wykradł tysiące tajnych dokumentów, które “New York Times” opublikował jako Dokumenty Pentagonu (The Pentagon Papers). Jednak już wtedy amerykański ruch antywojenny przygotowywał się do opublikowania raportu grupy badającej przebieg wojny powietrznej przy Uniwersytecie Cornell The Air War in Indochina, pod redakcją Raphaela Littauera i Normana Uphoffa – obfitujące w fakty i liczby, które ujawniały szczegóły tajnych bombardowań Laosu i innych miejsc. Ellsberg trafił do więzienia.

Choć dostęp do szczegółów na temat operacji “tajnych” bombardowań Laosu był ograniczony w kręgach amerykańskiego, to nie były one tajemnicą dla wywiadów w Londynie, Moskwie, Pekinie czy Hanoi. Dlaczego zatem były tajne? Dlatego, że skoro nikt się przyznał do nich publicznie, to nie potrzebna była reakcja. Eskalacja wojny w Indochinach nie była dla nikogo korzyścią. Jeśli Waszyngton twierdził, że nie ma bombardowań, wówczas Moskwa nie musiała zwiększać pomocy wojskowej dla Północnego Wietnamu. Wskutek czego Stany Zjednoczone nie byłyby zmuszone do blokady Zatoki Haiphong, by wymusić reakcję Moskwy i Pekinu. I nasze samoloty rekonesansowe trzymałyby się z daleka od dróg w Chinach i północnym Laosie. Jeśli Waszyngton nie przyznałby się do operacji bombardowań dróg, Chińczycy nie musieliby bronić ich większymi siłami wojskowym. I zostałoby utrzymane status quo. Nixon mógłby wycofać żołnierzy bez komplikacji, a świat mógłby zostawić za sobą bałagan i powrócić do zimnowojennych szachów, pozbywając się jednego z bardziej zapalnych punktów konfliktu.