Secretary_Kerry_greets_Iranian_Foreign_Miniser_Zarif

Sekretarz Stanu USA John Kerry wita się z szefemem dyplomacji Iranu Mohammade Javad Zarifem w hotelu w Wiedniu 14 lipca 2014 r. przed kolejną turą rozmów dotyczących nuklearnego programu Iranu /Copyright: State Department Public Domain

Nawet krytycy Benjamina Netanyahu muszą przyznać, że jego przemówienie do obu izb połączonych Kongresu było wzorcowe – stanowi arcydzieło oratorstwa. Choć wiele uwagi przyciągnęło stanowisko premiera na temat proponowanego układu nuklearnego z Iranem (“bardzo złe porozumienie”) to Netanyahu przedstawił ważne fakty związane z agresją Iranu w regionie.

“Irańscy szantażyści w Gazie, jego sługusy w Libanie, jego strażnicy rewolucji na Wzgórzach Golan uchwycili Izrael w trzy macki terroru. Assad mający wsparcie Iranu urządził rzeźnię Syryjczykom. Wspierane przez Irane milicje szyickie szaleją w Iraku. Huti ze wsparciem Iranu przejmują kontrolę nad Jemenem, stwarzając zagrożenie dla strategicznej cieśniny u ujściu Morza Czerwonego podobnie jak dla Cieśniny Hormuz,  będącej dla Iranu drugim miejscem, w którym może zdławić światowe dostawy ropy.”

Wall Street Journal opublikował reportaż o wspólnym ataku szyickich milicji i irackiej armii na sunnickie miasto Tikrit, który stanowi doskonałą ilustrację do tego fragmentu przemówienia premera Izraela. “Teheran nie tylko dostarcza walczącym drony” – informuje dziennik – “żołnierze z potężnej formacji Strażników Rewolucji prowadzą ataki artyleryjskie i obsługują baterie rakiet.” Szef Sił Quds Gen. Qassem Suleimani, dowodzi osobiście całą ta operacją.

Pozornie mogłoby się wydawać, że to się niczym nie różni od pomocy wojskowej, które udzielają sojusznikom Stany Zjednoczone ale podobieństwa są tylko powierzchowne, a różnice fundamentalne. Amerykańscy doradcy zawsze uczyli irackie i afgańskie siły żeby prowadziły etyczne i ograniczone operacje nie tylko dlatego, że to jest właściwe podejście, ale przemoc względem cywilnych mieszkańców może wywołać ryzyko wojny partyzanckiej.

Milicje popierane przez Iran, zarówno w Syrii jak w Iraku, nie okazują chęci do takich ograniczeń. Regularnie porywają, torturują i zabijają sunnitów. Ostatnio, Bashar Assad, za radą Iranu, zrzuca bomby beczkowe na dzielnice cywilne. Takie krwawe ataki, nawet jeśli stanowią taktyczny sukces w Tikricie, są zaczątkiem strategicznej porażki ponieważ motywują sunnitów do jeszcze cięższych walk z szyicką ofensywą. Iran może właśnie tego chcieć – im bardziej Irak i Syria będą podzielone, tym więcej szyitów (lub Alawitów, w przypadku Syrii) będzie oczekiwać iż Iran przyjmie na siebie odpowiedzialność za przywództwo i ich bezpieczeństwo.

Dlatego właśnie doradcy administracji Obamy ogromnie się mylą nie tylko godząc się na kompromisy żeby uzyskać nuklearne porozumienie, ale odwracając uwagę od tego, że Iran coraz bardziej umacnia swoją pozycję walcząc z ISIS. Autor reportażu w Wall Street Journal zauważył, że w Iraku kształtuje się granica “de facto”, która oddziela tereny na których Iran dowodzi walkami przeciwko tak zwanemu islamskiemu państwu i te, na których pomagają Stany Zjednoczne. “Obie strony podejmują kroki: żeby nie przeszkadzać sobie w prowadzeniu działań.

Dziennik Wall Street Journal cytuje “amerykańskiego urzędnika”, który dopinguje Iran twierdząc: “Ich ofensywa stanowi pomoc jeśli tylko nie umacnia napięć religijnych”. Tym anonimowym urzędnikiem może być Brett McGurk, odpowiedzialny w Departamencie Stanu za operacje przeciw ISIS, który regularnie pisze tweety wychwalające ofensywy w Tikricie dowodzone przez Iran (nie wspominając właśnie faktu, że kieruje nimi Iran).

Netanyahu ostrzegł przed tą niebezpieczną iluzją: “Nie dajcie się oglupić. Walka Iranu z ISIS nie sprawia, że Iran staje się przyjacielem Ameryki… w kwestii Iranu i ISIS – wróg twojego wroga jest twoim wrogiem.”

Niestety administracja nie słucha go ani w tej sprawie, ani w kwestii negocjacji układu nuklearnego. Miast tego Obama stara się być przyjacielem Teheranu co może skutkować milczeniem USA wobec akcji pośredników Iranu w Gazie, Libanie, Syrii, Iraku i Jemenie.

Inaczej rzecz ujmując stan stosunków USA i Iranu w tej chwili jest jeszcze bardziej niepokojący niż przedstawił to Netanyahu (który obawiał się żeby nie spalić żadnego mostu łączącego Izrael z Białym Domem).