Kiedy Rosja krytykowana jest przez niemal wszystkie państwa zachodnie za wyrok dwóch lat obozu karnego dla członkiń zespołu rockowego (Suedeutsche Zeitung: “Putin stracił kontakt z rzeczywistością”), które w cerkwii i na placu Czerwonym chciały pokazać światu, że nie wszyscy młodzi ludzie chcą głosować na Putina, do Polski przyjeżdża najważniejszych hierarcha kościoła nad Newą.

Głowa kościoła rosyjskiego to nie papież, którego pielgrzymki stały się juź stałym, nienadzwyczajnym, sposobem ewangelizacji. Bo prawosławny hierarcha w istocie, ma też zupełnie inną pozycję w Rosji, niż jakikolwiek inny przywódca religijny. Jest bowiem częścią rosyjskiej władzy, a przynajmniej takie robi wrażenie, gdy prezydent Rosji odbiera od niego błogosławieństwo składając wizytę w cerkwi. W ten sposób potwierdza, że jeśli nawet w Rosji istnieje rozdział państwa od cerkwi to jest zupełnie niewidoczny. Przyjazd zatem zwierzchnika rosyjskiego kościoła sam w sobie budzi pytanie: dlaczego?   Czy Rosja stała się otwarta na Polskę? Dlaczego zatem świętuje tak hucznie wypędzenie Polaków z Kremla? Dlaczego niewidoczne są postępy w sprawie zbrodni katyńskiej, choćby udostępnienia dokumentów już odtajnionych nie mówiąc o otwarciu archiwów. Dlaczego nie chce przyznać, że zamordowanie polskiej elity, jeńców, w Katyniu było zbrodnią wojenną? Jaki może być zatem powód przyjazdu hierarchy moskiewskiego kościoła prawosławnego nierozłącznie związanego z Kremlem?

Być może część odpowiedzi znajduje się w życiorysie hierarchy, który jak napisał ekspert ds rosyjskich Yuri Mamchur z Discovery Institute, był blisko związany z rosyjskim biznesem przed objęciem swojej obecnej funkcji. Mamchur napisał także, że hierarcha ukończył z honorami Leningradzką Akademię dla duchownych i niemal od początku był odpowiedzialny za kontakty zewnętrzne kościoła. W czasach gdy nawet przejazd z jednej republiki do drugiej wiązał się z uzyskaniem pozwolenia od władz, hierarcha wyjeżdżał na delegacje zagraniczne. Mamchur powołując się na stronę vlasti.net pisze wraz za nią: “że koledzy i rywale hierarchy łączyli jego podróże ze współpracą z KGB, gdzie miał być znany jako “Michajłow“”. Jak pisze Mamchur hierarcha na forum w Nairobi w 1975 roku bronił Związku Sowieckiego i bagatelizował listy dysydentów rosyjskich twierdząc, że w Związku Sowieckim panuje wolność religijna. Jeśli rzeczywiście tak twierdził to warto jego postawę zestawić z wypowiedziami Gorbaczowa w czasie spotkania z Janem Pawłem II. Jak napisałem w mojej książce “Armia Boga kontra Imperium Zła” Jan Paweł II upominał się także o wolność religijną wyznawców prawosławia, próbujących wyzwolić się spod sowieckiej kontroli,  którzy także trafiali do GULAGu-u, cytując dokument:

Jan Paweł II pytał o konkrety: wolność sumienia, wolność religijną dla wszystkich wyznawców religii chrześcijańskich, nie wyłączając prawosławia i muzułmanów oraz przedstawiciela Kościoła katolickiego w Moskwie. 

Gorbaczow nie dał jasnych odpowiedzi. Co do wolności religijnej, dość zawile odparł, że to sprawa osobistego wyboru. 

Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie dlaczego hierarcha przyjechał do Polski. Ale, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze aktywne zaangażowanie polityczne w okresie Związku Sowieckiego, warto przyjrzeć się strategicznej pozycji Rosji na arenie międzynarodowej.

Największym przegranym tak zwanych arabskich rewolucji ostatnich miesięcy jest Kreml. Stracił wszystkie przyczółki w północnej Afryce, które z mozołem budował w okresie Zimnej Wojny.

Ostatnią enklawą rosyjską jest Syria. Eksperci izraelscy podkreślają, że dlatego właśnie “w bezkompromisowy sposób i wszelkimi metodami stara się wspierać reżim Assada”. Jednak za to wsparcie Rosja płaci cenę: pogorszeniem stosunków z państwami zachodnimi. Kreml ma świadomość, że jest wypychany z Bliskiego Wschodu.

Rosja znajduje się także pod presją w Azji. Dyplomaci NATO i USA starają się w jak największym stopniu uwolnić Azerbejdżan i Gruzję spod rosyjskich wpływów. Rosja ma kłopoty: nie dawno Uzbekistan wycofał się z traktatu obronnego, któremu przewodzi Rosja. Oznacza to, że zdecydował się na współpracę z Zachodem a inne państwa idą w jego ślady.

I wydaje się, że zarówno kwestia Syrii jak i Iranu to jedne z niewielu kart, które pozostały w rękach Kremla by wywalczyć sobie jakąś pozycję na arenie międzynarodowej. W tej sytuacji Rosja będzie grać do końca i nie cofnie się przed żadnym scenariuszem nawet najgroźniejszym. U brzegów Syrii stoi 14 rosyjskich okrętów, w tym okręty wojskowe z ponad tysiącem żołnierzy marynarki wojennej.