Prezydenci Ronald Reagan i Calvin Coolidge.

Na początku prezydentury Ronalda Reagana zawrzało w mediach, kiedy w Sali Rządowej Białego Domu zawiesił portret Calvina Coolidge’a.

Od Wielkiego Kryzysu Coolidge był uważany za persona non grata w siedzibie władzy wykonawczej.  Zwolennicy Franklina Roosevelta uważali, że jego polityka gospodarcza doprowadziła do katastrofy gospodarczej. Do końca 1960 roku stało się jasne, że dzięki dziełom Miltona Friedmana i innych Roosevelt uderzył w Coolidge’a ślepo, ale politycy mimo wszystko nadali zachowywali wobec niego dystans. Dopóki na scenie politycznie nie pojawił się Reagan.

W programie radiowym w 1975 roku (reprint w Reagan in His Own Hand pod redakcją Kiron Skinner, Annelise Anderson, Martina Andersona [2001]) Reagan chwalił stawki podatkowe i cięcia budżetowe Coolidge’a, których rezultatem była dobra koniunktura.  Tak więc w ten sposób też poparł małomówność mieszkańca Nowej Anglii.

Jednak media nie zwróciły uwagi na inny portret, który także został powieszony w Sali Rządowej na początku prezydentury Ronalda Reagana. Na przeciwległym końcu długiego, wąskiego pomieszczenia, na przeciwko portretu Collidge’a zawisł obraz przedstawiający Dwighte’a Eisenhowera, którego Reagan również pochwalił w audycji w 1975 roku. I nie tylko w Sali Rządowej, bo również na stole za biurkiem prezydenta Reagana w Gabinecie Owalnym stała fotografia byłego prezydenta; a obok w prywatnym Gabinecie Roboczym na stole, niedaleko ulubionego krzesła gospodarza Białego Domu, znajdowało się popiersie Eisenhowera.

Tylko pamiątki związane z prezydentem Eisenhowerem znajdowały się aż w trzech pomieszczeniach Białego Domu. Dlaczego?

Tak jak to ujął Reagan w swoim programie radiowym – 34. prezydent „całkowicie zatrzymał ekspansję komunizmu”. Tak więc, będąc Najwyższym Dowódcą Sojuszu w czasie II wojny światowej, pomógł stworzyć koalicję demokratycznych państw, które wraz ze Związkiem Sowieckim pokonały państwa Osi i choć została nadszarpnięta to jednak stawiała opór Związkowi Sowieckiemu podczas zimnej wojny.  Prezydent Reagan  w ramach swojej polityki zakończenia długich zmagań o zmierzchu starał się odrodzić tę koalicję.

Ale Eisenhower mógł się swojemu następcy spodobać z jeszcze jednego powodu. Prezydent traktował media z ojcowskim manierami, które czasem przypominały lekkie zdezorientowanie. Ale za tą maską skrywał się ostry, dynamiczny, zdecydowany, wymagający, precyzyjny mówca i uważny redaktor, doświadczony twórca koalicji, sprytny negocjator a także doskonały strateg.

Na początku pierwszej kadencji Reagana, za sprawą publikacji Freda I. Greensteina The Hidden-Hand Presidency uwagę przykuł dualizm wizerunku okazywanego publicznie przez Eisenhower’a i tego kim był prywatnie. Greenstein dowiódł w szczegółach, że prezydent, któremu inteligencja okazywała pogardę, był inteligentniejszy niż krytycy mogli sobie wyobrazić. Niektórzy autorzy recenzji stwierdzili nawet, że w tym sensie Reagan może przypominać Ike’a. Wkrótce takie opinie o Reaganie jednak zanikły. Trafniejsze porównanie według większości profesorów i komentatorów stanowił prosty ogrodnik, który był błędnie uważany za mędrca i lidera z filmu Petera Sellera Being There z 1979 roku. Jak mocno się pomylili.

Po raz pierwszy zetknąłem się z kandydatem Reaganem podczas jego wizyty w Nowym Jorku na początku 1980 roku. Jako wolontariusz, który spędzał wolny czas pomagając w kampanii, dostałem polecenie, by pomóc byłemu gubernatorowi i jego delegacji przedostać się z lotniska Newark do centrum miasta na zbiórkę pieniędzy. Około 30 wolontariuszy ze sztabu wyborczego pojechało na terminal, by przywitać Reagana, kiedy miał schodzić z płyty lotniska. Były to w większości starsze kobiety, które piszczały jak małolaty, gdy wychodził z samolotu. Ściskał ludzion ręce, przechodząc przez mały tłum, a następnie stwierdził: „Powiedzieli mi, że muszę iść”. Zaraz, zaraz – pomyślałem. Nikt mu przecież nic nie powiedział. Ale po pewnym czasie zrozumiałem: „to ja” przekazuję dobrą wiadomość , a złą „oni”.

Współpracowałem już wówczas z wieloma gubernatorami, członkami Kongresu i innymi politykami. Wiedziałem jak zachowują się politycy. I zauważyłem różnicę w tym, jak Reagan poradził sobie z drobnym problemem, jakim było opuszczenie tej malej grupy. Zadanie było rutynowe. Ale wykonał je w stylu zupełnie nierutynowym. Ten człowiek wydawał się kalkulować i ustawiać wszystkie niuanse w kontaktach osobowych w dużo większym stopniu niż jakikolwiek polityk, którego znałem.

Dla Reagana dostrzeżenie i dotknięcie pojedyńczych osób w tłumie stanowiło istotę jego podejścia do teorii i praktycznej polityki. Reagan w swoim słynnym telewizyjnym przemówieniu na rzecz poparcia Barry’ego Goldwatera zacytował pewnego lewicowego senatora, który twierdził, że rząd powinien pomóc „masom”. I dał odpowiedź: „Nie cieszy mnie gdy reprezentant wyborców nazywa „,masami” ciebie i mnie, wolnych mężczyzn i kobiety w tym kraju.” W Hollywood sumiennie odpowiadał na listy fanów.  Nawet w Białym Domu korespondował z kobietą, która jako młoda dziewczyna założyła fan-klub Reagana.  Jako gubernator i prezydent kontynuował tę praktykę, odpisując osobiście na wiele listów, na które normalnie odpowiadał zespół ds. korespondencji.