Niedaleko Doniecka. /Foto: Ukraine@war

Niedaleko Doniecka. /Foto: Ukraine@war

Dwie ważne wiadomości dotyczące byłego Związku Sowieckiego będą miały wpływ na stosunki handlowe, bezpieczeństwo i być może nawet na rozszerzenie NATO w Europie. Agencja AP poinformowała o dopełnieniu Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej, unii celnej między Rosją, Białorusią, Kazachstanem, Armenią i Kirgistanem. W ten sposób Władimir Putin chce zapobiec pokusie postsowieckich państw do integracji gospodarczej z Zachodem. Druga wiadomość wskazuje na to, że iż spełniają się obawy Putina.

Korespondent the Wall Steet Journal w Kijowie poinformował, że parlament ukraiński opowiedział się za odrzuceniem statusu państwa “niezrzeszonego”, gest, który zarówno jest symboliczną naganą dla Putina jak i nowym otwarciem Ukrainy na NATO.

To rzeczywiście ważne posunięcie o znaczeniu symbolicznym, które silnie uderzyło w Rosję zwłaszcza po stale po sobie następujących spadkach rubla, powodując panikę wśród konsumentów i wzbudzając obawy, że Putin stanie się jeszcze bardziej agresywny gdy spadnie jego popularność. W tym świetle decyzja Ukrainy jest aktem oporu, bo przecież Rosja wciaż okupuje ukraińskie terytorium i dostarcza gaz. Ponadto najprawdopodobniej spadek rubla uderzy rykoszetem w hrywnię.

Ton redaktorów Washington Post wydaje się być alarmujący:

Putin może liczyć na to, że jeśli nie wycofa się to słaby rząd w Kijowie rozpadnie się wskutek presji kryzysu gospodarczego tej zimy.

Jak wyliczyła Unia Europejska potrzeba 15 mld dodatkowego wsparcia dla Ukrainy w 2015 r. żeby nie doszło do jej wewnętrznego rozpadu nie licząc 17 mld dol. na wykup przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Prezydent Petro Poroszenko i premier Arsenij Jaceniuk zwrócili się z prośbą o takie wsparcie do Unii Europejskiej, MFW i administracji Obamy. Odpowiedź jaką otrzymali nie jest krzepiąca.

Prezydent Obama twierdzi, że chce zlikwidować resztki postzimnowojennych antagonizmów, ale to zwykle znaczy, jak pokazuje przypadek Kuby, zwrot ku przeciwnikom Stanów Zjednoczonych. Po zakończeniu zimnej wojny przez dwie dekady panował polityczny konsensus, że USA pomogą stanąć niepodległym państwom w postsowieckim świecie na własne nogi. Administracja Obamy zmieniła tę politykę żeby pozwolić wrócić zreformowanym dyktatorom. Ta polityka zakończyła się fiaskiem – i to ogromnym fiaskiem.

Szczególnie jaskrawym przykładem tego niepowodzenia jest Ukraina. Obama chce wyglądać jak realista, ale prowadzi politykę wielkiego mocarstwa na sterydach. I to zakrawa na ironię bo przecież jest to powrót do polityki zagranicznej z okresu zimnej wojny. Jednak zamiast toczyć wojny zastępcze za pośrednictwem dobrze rozmieszczonych sojuszników Obama zachowuje się tak jakby oni nie istnieli i nie odgrywali znaczącej roli. W CNN Obama powiedział Candy Crowley w odpowiedzi na zarzut, że zbyt łatwo daje się wyrolować despotom za granicą:

Trzy czy cztery miesiące temu mówiło się na przykład o Panu Putinie iż był mistrzem szachów i wymanewrował Zachód i Pana Obamę. I tak dalej. A teraz jest prezydentem kraju, którego waluta upadła i trawi kryzys finansowy.To nie brzmi jak ktoś kto wyrolował mnie lub Stany Zjednoczone.

W tej części wywiadu zgrzyta (prócz wypowiadania się w trzeciej osobie) sugestia, że Putin jest przegrany bo upada rubel. Administracja Obamy wypowiadała się w tym tonie w czasie konfliktu Rosji i Ukrainy: Putin się sam ogra i będzie żałował swoich ekscesów.

Jednak to przecież zupełna ignorancja faktu, że Rosja kilkanaście razy wtargnęła na Ukrainę, dokonała aneksji częście jej terytorium i podtrzymuje konflikt na wschodzie. Oczywiście Ameryka zawsze może czekać aż Putin się zmęczy. Problem jednak polega na tym, że prezydent USA robi wrażenie tak jakby wierzył, że połknięcie części terytorium innego państwa, a następnie upadek agresora należy uważać jako zwycięstwo, sukces polityki zagranicznej.

Ta krótkowzroczność i dziwactwo jest powodem prawdziwych niepokojów sojuszników Ameryki. I nie można się temu dziwić.

Nie tylko Obama myśli w ten sposób. Rand Paul w czasie swojego przemówienia na temat polityki zagranicznej zatycytował Henry’ego Kissingera, który powiedział iż jeśli “Ukraina ma przetrwać i rozwijać się to nie może być przyczółkiem żadnej ze stron, tylko powinna raczej odgrywać rolę mostu”.

Przemówienie Paula było prezentacją tak zwanego konserwatywnego realizmu. Jednak poglądy Paula dotyczące polityki zagranicznej znacznie lepiej okreśa “utopijny realizm” to znaczy realizm, który odnosi się do niekoniecznie istniejącego świata, ale takiego jaki chciałby Paul.

I to można zrozumieć ponieważ realny świat nie pasuje do utopijnego realizmu Obamy czy Paula. Właściwa odpowiedź na sugestie Paula, że Ukraina powinna być mostem między wschodem i zachodem ponieważ skazana jest na taki los ze względu na położenie geograficzne, wydaje się być tylko jedna: a kto pytał Pana o zdanie? Ukraina jest niepodległym państwem, a jej demokratycznie wybran rząd podejmuje samodzielnie decyzje. I wcale nie chce być na modłę mostu Paula, tylka chce zwrócić się ku Zachodowi i poważnie myśli o wstąpieniu do NATO.