Manhattan. 11 wrzesnia 2004 r.

Manhattan. 11 wrzesnia 2004 r./Copyright. Photo by Steve

Kiedy pracowałem w Białym Domu rozmawiałem z kilkunastoma osobami zarówno pracownikami administracji jak i niezwiązanymi z nią na temat konsekwencji moralnych zmodyfikowanych technik przesłuchań o istnieniu, których wówczas dowiedziała się opinia publiczna. (Niektóre z tych rozmów miały charakter teologiczny ze względu na moje przekonania). Podobnie jak niemal wszyscy moi koledzy nie czułem się dobrze wiedząc co się dzieje, ale rozumiałem cel tych działań i wówczas je popierałem. Analiza właściwości stosowanych środków do osiągnięcia celu stanowiła złożony problem moralny i, według mnie, trudno byłoby  ją zarówno lekko zdeawuować jak i w pełni obronić.  Podobnie jak to się zdarza w wielu innych sytuacjach życiowych istniały sprzeczne argumenty, dobre mocne i słabe strony tej decyzji. Dla urzędników Białego Domu i tych, którzy pracowali w służbach specjalnych ten problem nie stanowił jednak jeszcze jednej debaty akademickiej, która nie ma związków z rzeczywistością. Wiele zależało od tego czy zdecydujemy się podjąć działania, czy też odstąpimy od nich.

Rozumiem dziś podobnie jak i wówczas tych, którzy z zasady sprzeciwiali się użyciu zmodyfikowanych technik przesłuchań i jestem otwarty na dyskusję czy powinniśmy się zdecydować na inne rozwiązanie. (Na początku zostało popełnionych wiele błędów). Muszę jednak powiedzieć, że równocześnie zniechęca fakt iż wielu krytyków nie chce umieścić tej dyskusji w szerszym konteście i traktuje ją jako nieskomplikowany dramat manichejski, walkę Synów Swiatłości z Synami Ciemności.

Po pierwsze, owi krytycy ignorują kontekst czasowy. Nie tylko pomijają iż po 11 września przez wiele miesięcy panował powszechny strach i narastała panika, ale przechodzą do porządku dziennego nad tym, że mieliśmy dowody na to iż Al Kaida planuje przeprowadzenie drugiej fali zamachów na Stany Zjednoczone. Wiedzialiśmy o spotkaniu Osamy bin Ladena z pakistańskimi naukowcami w sprawie pozyskania broni nuklearnej. Mieliśmy także informacje, że broń nuklearna jest przemycana do Nowego Jorku, a nasz wywiad dysponował także twardymi dowodami na to iż al-Kaida pracuje nad produkcją wąglika. Ponadto nie mieliśmy wielu informacji o samej al-Kaidzie. Próbowaliśmy desperacko nadrobić tę lukę choć, tak naprawdę, nawet nie wiedzieliśmy czego nie wiemy. I o tym wszystkim trzeba pamiętać, jeśli chce się podejmować rzeczową dyskusję na ten temat.

Taki jest więc kontekst historyczny. Wiem, że w modzie jest dziś twierdzenie, że te przesłuchania to “czarny rozdział” w dziejach Ameryki. Dlatego być może warto przypomnieć, że wielokrotnie dziejach tak zwanej “dobrej wojny” miały miejsce wydarzenia, które z pewnością budzą o wiele więcej wątpliwości natury moralnej niż zmodyfikowane metody przesłuchań, które dotyczą 119 jeńców (z których trzech było podtapianych) przetrzymywanych w zamaskowanych więzieniach. Wśród wydarzeń, które budzą moralne wątpliwości i dotyczą wielu więcej osób były np. zrzucenie bomb zapalających na Tokyo (zginęło wówczas od 80 do 100 tys. japońskich cywilów) i Drezna (straty szacuje się od 25 do 135 tys. osób). Do działań o podobnym charakterze i złożoności moralnej należą też zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki (zginęło conajmniej 150 tys. osób) i rozkaz 9066 prezydenta Franklina Roosevelta, na mocy którego internowały ponad 100 tys. Amerykanów japońskiego pochodzenia w czasie II wojny światowej. To samo w sobie nie stanowi usprawiedliwienia zastosowania zmodyfikowanych technik przesłuchań, ale umieszcza ten problem w sensownym kontekście.

Wielu krytyków metod przesłuchań CIA ignoruje również realia teraźniejszości. Jak przypomnieli inni Prezydent Obama bez wyroku sądu rozszerzył program związany z wykorzystaniem samolotów bezzałogowych do zabijania podejrzanych o terroryzm. Ofiarami tego programu obok terrorystów były też setki niewinnych dzieci w Pakistanie i innych krajach. Była to cena zaakceptowanego przez  liberalnego prezydenta tego programu. Obama w tym samym czasie wygłaszał kazania na temat niemoralności podtapiania najważniejszych terrorystów. Czy śmierć niewinnych ludzi w tym wielu dzieci, do których strzelano by zabić jest rzeczywiście stanowi postęp moralny w stosunku do tego co było przedtem? I czy za dziesięć lat część z obecnych obrońców programu zabijania bezzałogowcami nie zamieni się w najbardziej zajadłych krytyków tak jako to przydarzyło się senator Dianne Feinstein w kwestii stosowania zmodyfikowanych technik przesłuchań? (Pani Feinstein, podobnie jak inni Kongresmeni zostali poinformowani przez CIA na czym będzie polegał ten program przesłuchań. Trzech byłych dyrektorów CIA i trzech zastępców twierdzi: “Gdy CIA szczegółowo i dogłębnie przedstawiła metod przesłuchań Kongresmeni albo zgodzili się z nimi albo też nie wyrazili sprzeciwu.” I w 2002 senator Feinstein stwierdziła: “Nie mam wątpliwości iż jeśli nie byłoby ataków 11 września – a zrobiłabym wszystko nawet jeśli by do nich nie doszło – to nic by się nie zmieniło. Myśle, że ten prawdziwy atak spowodował iż dostaliśmy gęsiej skórki i zdaliśmy sobie sprawę z ogromu zagrożenia. I że musimy zrobić coś czego byśmy w innej sytuacji nie chcieli ażeby się obronić. ” )