Paul Ryan przemawia do Republikanów w Tampie/CCD

Szczyty głów państw czy szefów dyplomacji stanowią ryzyko dla polityków, którzy mają zbyt małe ego by osiągnąć swój cel – zauważył były Sekretarz Stanu Henry Kissinger. I dodał, że w czasie takich spotkań nie ma czasu na dyskusję o szczegółach wymagających kompromisu, który jest istotą dyplomacji. Zupełnie inaczej jest w czasie konwencji partyjnych, politycznej choreografii, w której reprezentanci narodu mogą wykonywać dowolne figury taneczne wsparci gorącym dopingiem publiczności.

W takiej atmosferze, folkloru i święta, lokalni przywódcy republikanów przedstawiają w swoich przemówieniach swojego kandydata do fotela prezydenckiego byłego gubernatora Mitta Romneya. Jednak Romney jest wciąż wśród swoich, przekonanych lub prawie przekonanych, działaczy partyjnych.

Zanim zegar na gigantycznym ekranie, górującym nad fotelami zebranych w Tampie, zaczął odliczać zadłużenie publiczne dwaj profesorowie z University of Colorado ogłosili, że model, który od 1980 roku poprawnie określał wynik głosowania elektorów wskazuje iż obecny prezydent może mieć problemy z uzyskaniem większości. (Obama zdobyłby 218 czyli o 58 głosów mniej niż wymagana większość). Profesorowie dodali także (choć model nie dotyczy głosowania powszechnego), że Romney wygrałby większością 52,9, a Obama otrzymałby 47,1 proc.

Ann Romney w czasie konwencji republikanów w Tampie/CCD

Niemniej inne sondaże i wyliczenia wskazują, że obecny kandydat republikanów wypadłby nawet gorzej niż cztery lata temu jego kolega partyjny senator John McCain. Według sondażu Gallupa gdyby wybory odbywały się teraz na prezydenta Obamę głosowałoby 43, a według Rassmussen i CNN dokładnie 50 procent badanych. Jak wskazują eksperci ośrodek badań Gallupa nie zmienił swojej metodologii od lat 40 ubiegłego stulecia (takie same pytanie i reszta metody). Ale nawet jeśli przyjmie się, średnią Real Clear Politics czyli 47, 7 procent i zastosuje się metodę statystyczną Nate Silver’a to jeśli Obama będzie miał 50 procent poparcia w dzień wyborów wówczas ma 80 procent szans na wygraną. (George W. Bush miał 49 procentowe poparcie w sondażach w dniu wyborów). A obecnie według Silver’a obecny prezydent ma reelecję zagwarantowaną w 60 procentach.

Konwencje republikanów w poprzednich latach przyczyniły się do znacznego wzrostu poparcia w wyborach 1988 o 6, 1996 o 11 i w 2008 o 6 procent. A w 2004 o 2 procent.

 

Zainteresowanych otrzymywaniem regularnych informacji m.in. nt kampanii wyborczej w USA zachęcamy do zaprenumerowania, bezpłatnie, Newslettera. Krótki formularz znajduje się na stronie głównej

Tomasz Pompowski – współzałożyciel i redaktor naczelny “Ofensywy Wolności”