Przypominamy ważny tekst profesora Jerzego Przystawy, z którym członkowie Ruchu na rzecz JOW mogli zapoznać się już w 2002 roku. A który niestety nadal jest aktualny. 

W pamiętnym roku 1989, przy tzw. Okrągłym Stole, w sposób przez mało kogo spodziewany i oczekiwany, podarowano nam wolność – marzenie wielu pokoleń Polaków. Nagle pojawiła się szansa, że będziemy mogli budować i urządzać swoje własne państwo. Warto dzisiaj przypomnieć sobie i poddać refleksji: jak wyobrażaliśmy sobie tę wolność? Na czym ona miała polegać?

Spodziewam się, że wszyscy się ze mną zgodzą, iż wolność powinna zawierać w sobie szereg podstawowych wolności, takich jak wolne wybory, wolność słowa, a więc wolność publikowania i drukowania, wolny rynek dla gospodarki, wolność podróżowania i szereg innych pomniejszych elementów, których nie wymieniam. I to się stało, i wszystko to mamy. Przez lata odmawiano mi wydania paszportu, dzisiaj mam paszport w kieszeni i jeśli tylko mam pieniądze, mogę pojechać, gdzie chcę. Mogę napisać dowolny artykuł i wydać dowolną książkę, założyć własne pismo. Mogę założyć firmę i produkować co mi się podoba. Mogę założyć własną partię polityczną i wziąć udział w wolnych wyborach. I wolności te przysługują nie tylko profesorom uniwersytetów, ale każdemu Polakowi.

Laokoon, pod murami Troi, ostrzegał: “Timeo Danaos et dona ferentes” – lękam się Danajów, nawet gdy przynoszą dary.

Okazuje się, że ten wspaniały dar gorzki ma smak, że wiele spraw nie wygląda tak, jak byśmy chcieli i coraz częściej ludzie pytają, czy to właśnie o taką wolność nam chodziło? Mamy wolną prasę, radia i telewizje, ale czy ktokolwiek z nas spodziewał się, że kilka lat tej wolności i większość tytułów prasowych, rozgłośni radiowych, stacji telewizyjnych, znajdzie się w rękach Niemców, Francuzów, Skandynawów i jeden Pan Bóg wie kogo? I że skutki tego będą wcale nie lepsze niż za funkcjonowania cenzury.

Opowiedzieliśmy się wszyscy za wolnym rynkiem. Jak wolność, to wolność. Czy ktokolwiek przypuszczał, wtedy, przy Okrągłym Stole, że w ślad za tą wolnością pojawią się ponad trzy miliony bezrobotnych, setki tysięcy na próżno poszukujących pracy absolwentów szkół średnich i wyższych, podczas gdy wczorajsi sekretarze pływają w dostatku, niczym pączki w maśle? Czy ktokolwiek przypuszczał, że w warunkach tzw. wolnego rynku, polski deficyt w handlu zagranicznym, czyli różnica pomiędzy tym co Polska musi zapłacić za importowane towary a tym co uzyska ze sprzedaży towarów wyeksportowanych, rok po roku, wynosić będzie kilkanaście miliardów dolarów? Ostatni rok, jak nam donoszą, był wyjątkowo korzystny dla Polski: nasz deficyt handlowy wyniósł jedynie ok. 12 miliardów dolarów! Jeśli ktoś jest zaintersowany, może to pomnożyć przez 12 lat naszego wolnego gospodarowania na wolnym rynku!

Marzyliśmy o wolnych wyborach, ale prawie nikt nie zastanawiał się, co to naprawdę znaczy? Jak przeprowadza się wolne wybory? Czy to jest wszystko jedno jak, czy też obowiązują tu jakieś zasady, które, jeśli zostaną złamane, to na tej wolności wyborów wyjdziemy tak, jak na tym wolnym handlu i wolnej prasie? Że na tych wolnych wyborach najlepiej wyjdą partyjni sekretarze? Jakie znaczenie ma dla wolności ordynacja wyborcza?

Mam przed sobą interesujące opracowanie dwojga politologów irlandzkich z Uniwersytetu w Dublinie, Kenneth’a Benoit i Jacqueline Hayden pt. “Zmiany instytucjonalne i kontynuacja: pochodzenie i ewolucja systemu wyborczego w Polsce w latach 1989- -2001”. Patrzą irlandzcy badacze i nadziwić się nie mogą: co też ci Polacy wyrabiają? Od 1989 roku przy każdych wyborach nowe prawo wyborcze! Reguły wyborczych zachowań dostosowuje się do każdorazowych sondaży wyborczych. Na podstawie tych sondaży wchodzące na scenę partie polityczne, ustalają przepisy ordynacji wyborczej tak, aby ich partia jak najwięcej na tym zyskała. Interes Polski, interes kraju, interes obywateli zupełnie się przy tym nie liczy. Opracowanie to współbrzmi idealnie z tytułami prasy polskiej. “Słowo Polskie” z 7 lutego, drukuje wielkimi literami “Kupczenie ordynacją”. Trwa targ polityczny. Handlują przepisami prawa: SLD, na przykład, zgodzi się na tzw. metodę Sainte-Lague, jeśli PSL zgodzi się na wcześniejszy termin wyborów. Itd., itp.

Ale, okazuje się, nie zawsze tak było. Dr Jacqueline Hayden w 1989 roku przeprowadziła wiele wywiadów z czołowymi politykami tamtych lat: z Jaruzelskim, Kiszczakiem, Rakowskim, Czyrkiem. Ale także i z tymi, którzy reprezentowali tzw. stronę opozycyjno-solidarnościową. Ludzie, którzy podjęli się negocjować zmiany ustrojowe kompletnie nie byli zainteresowani sprawą systemu wyborczego. Pozostawili to całkowicie komunistom: niech sobie rozstrzygają, jak chcą! Okazuje się, że przedstawiciele naszej elity politycznej nie mieli wcale świadomości, że ordynacja wyborcza jest najważniejszym aktem ustrojowym, ważniejszym nawet niż konstytucja i że to właśnie rozstrzygnięcia wyborcze będą miały decydujący wpływ na całość naszego życia państwowego i społecznego.