Znacznie poważniejszego niż ten, który zatrząsł Stanami Zjednoczonymi w 2008 roku. Jego finałem może być, długo wyczekiwany przez obrońców wolności na całym świecie, koniec komunistycznych Chin.

To miała być duma komunistycznych Chin. „Międzynarodowe Centrum Finansowe Ping’an to symbol siły gospodarczej i kulturowej” – jak chełpił się przed rozpoczęciem budowy komentator Dziennika Ludu (人民日报) tamtejszej Trybuny Ludu. W Shenzen zbudowanym niemal vis a vis Hong Kongu w południowych Chinach powstawał drugi co do wielkości na świecie drapacz chmur. Jego wysokość miała wynosić 660 m. Byłby przeszło dwukrotnie wyższy od Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.

Jakież zażenowanie spotkało jednak komunistycznych dygnitarzy gdy w połowie marca 2013 roku państwowa komisja stwierdziła, że konstrukcja może wkrótce runąć. Powód? Beton mieszano z tańszym morskim piaskiem zamiast rzecznym. Ten pierwszy zawiera m.in. takie substancje korozyjne sól i chlor, które w dość niedługim czasie przeżerają stal. Raport komisji wykazał, że zawaliłby się nie tylko drapacz chmur, ale także piętnaście innych budowli wokół niego. Bo wszędzie stosowano tę samą praktykę.

Ping’an może stać się, w najbliższych miesiącach, symbolem chińskiej gospodarki, ale całkiem innym niż chciał tego komunistyczny komentator.

Chiny nie są wcale lokomotywą gospodarki światowej, jak chciałaby część ekonomistów, a raczej hamulcowym.

Prezes chińskiego banku centralnego Zhou Xiaochuan w ostrym tonie ostrzegł 14 marca przed niebezpieczeństwem inflacji. (Mimo, że bank centralny w połowie lutego zmniejszył podaż pieniądza o wartości 4 miliardów i 800 milionów dolarów na tamtejszym rynku). Ta reakcja nie spodobała się rynkom surowców naturalnych. I nazajutrz cena rudy żelaza spadła o 3,1 procent. A wraz z nią o 2 procent potaniały akcje jednego z największych w regionie Pacyfiku przedsiębiorstw kopalnianych Rio Tinto. Choć wciąż za tonę rudy trzeba zapłacić 133 dolary. Jednak ostrzeżenie prezesa chińskiego banku może oznaczać, że Chiny mają nadwyżkę stali.

Prócz rudy żelaza, dla części inwestorów, barometrem rynków jest cena miedzi. Jak wskazują w drugiej połowie 2010 i w pierwszej połowie 2011 roku cena miedzi wyprzedzała indeks S&P 500 co, jak twierdzą, należy przypisać ówczesnej dobrej kondycji gospodarki chińskiej. Przez około 8 miesięcy oba wykres niemal się stykały. Ale od połowy 2012 roku S&P 500 wzrósł, a cena miedzi spada. Odległość między nimi na wykresie zwiększyła się w 2013 roku. Co potwierdza, że beneficjentem polityki QE ilościowego łagodzenia stały się akcje przedsiębiorstw związanych z sektorem finansowym, a nie realna gospodarka.

Niektórzy ekonomiści, zwłaszcza związani z ośrodkami akademickimi, jak… przekonują, że chińskie reformy przynoszą efekty. Jednak praktycy, inwestorzy, którzy regularnie podróżują do Chin mają zupełnie inne zdanie: „Niewiele się zmieniło” – mówi Dr Jim Chanos, inwestor zarządzający portfolio o wartości , „Polityka nowego reżimu przypomina działania jego poprzedników: w jeszcze większym stopniu zwiększają zadłużenie na projekty kapitałowe”. A nadzieje na pobudzenie wewnętrznej konsumpcji pozostają niespełnione. Gospodarka chińska nadal zależna jest od eksportu i inwestycji.

Stosunek poziomu nowego zadłużenia do PKB, o którym mówi się dość rzadko, wynosi od 30 do 40 procent. A deficyt, jak twierdzą niezależni chińscy ekonomiści, na przykład z Narodowej Szkoły Rozwoju przy Uniwersytecie w Pekinie, jest większy niż dwa roczne budżety państwa – i wynosi 220 procent. (Według danych oficjalnych – mniej niż 60 procent). Te wartości są przerażające – wyznaje Chanos. I to jest efekt programu stymulacyjnego czyli zwiększania podaży pieniądza (tak zwana podaż pieniądza M2 czyli pieniądz w obiegu, depozyty, czeki podróżne, środki zgromadzone przez gospodarstwa domowe i firmy na rachunkach oszczędnościowych i terminowych; zwiększyła się od 2008 do 2012 dwukrotnie z 47 do 97,42 miliardów juanów czyli z 8,35 do 15,66 miliarda dolarów. Te liczby stają się jeszcze bardziej wyraziste gdy zestawi się je z tempem wzrostu gospodarczego Chin tak jak ekonomista Ni Jinjie – stosunek M2 do PKB w 2012 roku wynosił 190 procent!

Stąd, jak podkreślają inwestorzy, zapowiedzi nowych wersji tych programów będą miały coraz mniejszy wpływ na rozwój gospodarki. Podobnie jak drugi czy trzeci port lotniczy nie zwiększają szans lokalnej gospodarki w takim stopniu jak pierwszy.

Środki ze stymulacji trafiły przede wszystkim na rynek nieruchomości, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych. W 2009 Chiny twierdziły, że roczna podaż nowych luksusowych mieszkań wynosi 10, a sprzedaż 4 miliony. W 2012 sprzedaż utrzymała się na tym samym poziomie, a podaż wzrosła do 20 milionów. Mimo to jednak jednym z wniosków podjętych na zjeździe komunistów w marcu 2013 r jest… zwiększenie wydatków o 6,5 miliarda dolarów na budowę mieszkań do 2022 roku.