Partie polityczne zabrały Polakom niepodległość

Marsz Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych/Photo: Jow.pl

Od blisko 30 lat Polacy w czasie kolejnych kampanii wyborczych słyszą iż ich wybór tej czy innej partii to “ostatnia” szansa na odbudowę. Bez względu na wyniki rezultaty są podobne.

Rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego, który poprzedzał ten odchodzący odszedł w niesławie bo dopuścił do rządu dwóch skrajnych populistów. Gabinet premierów Donalda Tuska i Ewy Kopacz, który reformował Polskę przez dwie kadencje ugiął się pod ciężarem prawdziwych i wyimaginowanych przez coraz sprawniejsze media jednej strony.

Czy aby jednak wszystkie zarzuty były prawdziwe? Czy zwyciężył raczej wirtualny wizerunek nowego premiera i jego ekipy, który radykalnie odbiega od zaprezentowanego w rzeczywistości? Czy politycy powołani do rządu wbrew życzeniom wyborców, których poglądy niedawno wyraził prof. Ryszard Bugaj to odpowiedzialna postawa nowych rządzących? Czyż doprawdy interes partyjny kolejny raz nie zanegował wspólnego dobra?

Na te pytania trudno odpowiedzieć kilkadziesiąt godzin po ogłoszeniu składu nowego gabinetu. Jednak Dzień Niepodległości wymusza refleksję nad stanem Rzeczypospolitej, za który ponoszą odpowiedzialność wszyscy politycy.

Stan Rzeczypospolitej

O tym stanie świadczy najlepiej fakt iż od 2000 do 2012 wyjechało 1,5 mln Polaków. A aż 64 proc. młodych w badaniach twierdzi, że tylko emigracja daje im nadzieję na przyszłość. Politycy wydają się tym problemem nie przejmować. Polska “Dolina Krzemowa” nie powstała, nawet sto uczelni nigdy nie dorówna zachodnim Uniwersytetom a autostrady pięć razy szybciej buduje się w Afryce. Polska  będzie rozwijać się coraz wolniej bo pogłębia się kryzys demograficzny, a politycy zupełnie nie rozumieją szybko zmieniającego się charakteru globalnej gospodarki. Jak Polacy mogli przekonać się w czasie kampanii wyborczej jedynym rozwiązaniem proponowanym przez zwycięską grupę polityków jest podwyższenie podatków znienawidzonym prywatnym przedsiębiorstwom.

Nikt z nich nie ma pomysłu na stworzenie przyjaznych warunków prawnych, finansowych i organizacyjnych dla start-upów, które są jedyną szansą dla Polski by stała się konkurencyjna. Jak dotąd konkuruje jedynie niską płacą – polityką, z której wycofują się nawet chińscy komuniści.

Jak ukazują badania naukowe polityków wybranych w ramach ordynacji pseudo-proporcjonalnej  wyborca zaczyna interesować dopiero w czasie kampanii. Polacy wiedzą o tym najlepiej.

Jedynym problemem jaki zaniepokoił na serio wybrańców narodu była próba zmiany ordynacji wyborczej z szulerskiej jaką wybierają się partie od 25 lat na zrozumiałą i przejrzystą większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Dołożyli wszelkich starań żeby zniechęcić Polaków do wzięcia udziału w referendum.

Referendum traktowano jak wypadek przy pracy. Politycy zakpili z obywateli przeznaczając zaledwie trzy miesiące na kampanie wyborczą. I jakby tego nie było mało kampanii, której nie byłoby, gdyby nie starania Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczego, działającego przy nim stowarzyszenia i ruchu Kukiza. Mimo braku kampanii partie zatrudniły “teczkowych”, którzy łgali o, urojonej, niekonstytucyjności referendum i rzekomym interesie jednej partii. Wygląda też na to, że o referendum obawiał się nawet przypomnieć nawet Pan Prezydent-elekt. Świadczy to, albo o smutnym fakcie braku Jego świadomości istnienia “największej wady ustrojowej”, albo uzależnieniu, właśnie, od interesu jednej partii.

Ani kolorowe defilady, ani rzewne przemówienia ani też ciepłe uśmiechy nie zmienią faktu iż Pan Prezydent wraz z pozostałymi najwyższymi władzami zawiódł na początku swojej kadencji niemałą grupę Polaków. I zaprzepaścił pierwszą szansę na rozpoczęcie fundamentalnej, rzeczywistej i nieodwracalnej zmiany Polski. Zmiany, na którą mieliby wpływ wszyscy Polacy.  Z pewnością zawiedli się na Panu Prezydencie młodzi wiekiem i duchem Polacy, którzy przeznaczają swoje pieniądze (tak i to często osoby, które ich wiele nie mają), talenty i siły by przymnożyć dobra wspólnego organizując konferencje, seminaria i wydając książki na, niepopularny, temat jednomandatowych okręgów wyborczych.

Cóż za cynizm wylewa się z polityków, którzy zapewniają w Dniu Niepodległości o zatroskaniu sprawą “wszystkich Polaków”.  Jak fałszywie zabrzmiał dziś głos wszystkich ważnych i mniej ważnych wybrańców narodu! I wszystkich, którzy zdobyli urzędy służąc wiernie… swojej partii. Wystarczy przeczytać ich biografie by przekonać się, że o żadnej karierze nie mogliby marzyć, gdyby nie ich służalczość temu czy innemu prezesowi.

Prezesowi stojącemu na czele partii typu leninowskiego. Nie pomogą żadne zaklęcia – taka partia zawsze pozostanie nieobywatelską i nieprzejrzystą strukturą. W owej partii przecież nie funkcjonuje mechanizm doboru najlepszego kandydata,  a aprobata jednej osoby – aktualnie rządzącego Lenina – prezesa. To on, a nie prezydent dzierży największą władzę w Polsce. Przecież to owi prezesi wybierali Polakom kandydatów. I także oni układali listy kandydatów do Parlamentu wiedząc doskonale, który z nich niczym piłeczka w LOTTO wpadnie w ciepłe siedzenie na Wiejskiej.