10373987_10152140078717076_6761437729115342139_n

Premier Izraela Benjamin Natanyahu i papież Franciszek przy pomniku ofiar palestyńskiego terroru w Jerozolimie. Podpis pod fotografia: “Chciałbym podziękować papieżowi Franciszkowi za przyjęcie mojego zaproszenia do odwiedzenia pomnika ofiar terroru. /  Podpis pod zdjęciem: Wyjaśniłem papieżowi, że mur bezpieczeństwa pomógł zapobiec zamachom, w których zginęłyby kolejne ofiary palestyńskiego terroryzmu, który trwa do dziś.” [odręczny podpis premiera Natanyahu]/ Foto: Biuro Prasowe Premiera Izraela

Kilka tygodni temu wynikło nieporozumienie po spotkaniu papieża Franciszka z przywódcą Autonomii Palestyńskiej Mahmoudem Abbasem. Do spotkania doszło po kanonizacji dwóch nowych palestyńskich Arabów i krótko po podpisaniu traktatu, w którym Watykan uznał Autonomie za państwo. Papież jak świadczyły cytaty jego wypowiedzi z tego spotkania miał nazwać Abbasa “aniołem pokoju” – nie wiadomo czy dlatego, że obecni tam dziennikarze niedokładnie zrozumieli jego wypowiedź. Ta wypowiedż, nieco o charakterze hiperboli, wydawała się stanowić symbol rosnącej izolacji Izraela w Europie bo była niezasłużonym wyrazem uznania dla osoby, która nie tylko przeczy istnieniu Holokaustu ale także odrzuciła wielokrotne prośby dotyczące zawarcia pokoju. Przez tydzień Watykan zastanawiał się jak wyjaśnić co naprawdę powiedział papież żeby nie zdenerwować Palestyńczyków i ich zwolenników.

Ostatecznie papież wydal oświadczenie, które nie tylko rozwiewa wątpliwości, ze jego wypowiedz pod adresem Abbasa została blednie zacytowana, ale stanowi ostra krytykę wrogów Izraela.

Times of Israel poinformował:

Podczas rozmowy z doświadczonym portugalsko-izraelskim dziennikarzem Henrique Cymerman Francis, jak wynika z cytowanej wypowiedzi, [papież] powiedział, ze “każdy kto nie uznaje państwa Izrael i narodu Żydów – i ich prawa do istnienia – jest antysemita.Francis miał tez skorygować stwierdzenia, które rzekomo słyszano w jego rozmowie z Abbasem jakoby nazwał go “takim trochę aniołem pokoju”.

Cymerman poinformował, ze papież powiedział po włosku do Abbasa, ze ma nadzieje iż Palestyński przywódca stanie się pewnego dnia, w przyszłości, aniołem pokoju – choć jeszcze, jak wyraźnie widać, nie dorósł do tego poziomu.

 

 

Jest to odpowiedź na wszystkie wątpliwości związane z faktem czy New York Times, Agence France Presse, i Associated Press źle zacytowały papieża. On twierdzi, że tak się właśnie stało i to powinno wystarczyć im żeby naniosły poprawki, zamiast racjonalizować swój błąd.

Jednak komentarz papieża na temat antysemityzmu jest znacznie ważniejszy od jego oceny skorumpowanego i niedemokratycznego przywódcy palestyńskiej kleptokracji z Zachodniego Brzegu. Bo pałający nienawiścią do Izraela twierdzą, że ich antysyjonizm nie można mylić z antysemityzmem. Przekonują, że ich obiekcje nie dotyczą wszystkich Żydów tylko tych, którzy bronią suwerenności swojej odwiecznej ojczyzny.

Jednak taka formula zawsze była fałszywa i opierała się na całkowicie błędnym rozróżnieniu.

Kto odmawia Żydom takich samych praw do samostanowienia i samoobrony, a komu nawet do głowy by nie przyszło odmówić ich innym, zachowuje się tak jakby dyskryminował. Antysyjoniści upierają się przy tym, że Żydzi szczególnie nie zasługują na ojczyznę, ani nie maja praw do żadnej tożsamości. To prawda, że Judaizm łączy wiarę z tożsamością narodową ale odmawianie Żydom prawa do ich państwa w sposób szczególny traktuje ich tak jak nie są traktowani wyznawcy pozostałych religii czy inne narodowości. Skoro zatem słowem antysemityzm określamy uprzedzenia wobec Żydów to zwykłym kłamstwem jest twierdzenie iż antysyjonizm nie stanowi formy uprzedzenia.

To jest bardzo istotny problem ponieważ antysyjoniści nie protestują przeciwko konkretnej polityce Izraela, ani nie wskazują na to gdzie powinna, ich zdaniem, przebiegać ich granica. Raczej odmawiają prawo Izraelowi żeby istniał jako państwo żydowskie, które, należałoby dodać, chcieliby zniszczyć.

Dlatego celem grup, które popierają akcje bojkotu – bojkot, wynarodowienie, sankcje – jest wzbudzenie nienawiści do Izraela, a nie tylko przedstawienie swojej krytyki polityki państwa żydowskiego. A tych, którzy twierdza, ze Izrael nie powinien być państwem żydowskim i nie ma prawa do istnienia powinno traktować się jak fanatyków.

To jest myśl skierowana do Palestyńczyków. Abbas konsekwentnie odmawiał uznania prawnego statusu Państwa Żydów bez względu na to gdzie miałyby przebiegać jego granice. Nawet jeśliby zechciał uznać, co budzi wątpliwość, jego ludzie będą trzymać się kurczowo swojej kultury politycznej, która z atencją, a nie ze wstydem traktuje przemoc wymierzoną wobec Żyda. Do utworzenie dwóch państw, by rozwiązać konflikt na Bliskim Wschodzie, które promują papież i inni, dojdzie tylko wtedy, gdy Palestyńczycy przestaną próbować zastępować państwo żydowskie jakimś innym i zaczną uczyć się żyć w pokoju z Żydami. Abbas podobnie jak jego poprzednik, Yasir Arafat, wielokrotnie odrzucił propozycję utworzenia państwa, w którym Palestyńczycy uzyskaliby kontrolę nad niemal całym Zachodnim Brzegiem, Gazą i częścią Jerozolimy. Za każdym razem odrzucali ofertę ponieważ nie mogli się pogodzić z myślą o istnieniu Izraela. Społeczność międzynarodowa, a zwłaszcza ten dla kogo ważny jest pokój na Bliskim Wschodzie, zamiast uderzać w Izrael powinien zanieść myśl papieską do Palestyńczyków.