Najważniejszym organem demokratycznego państwa jest ustanawiający prawo Sejm, a najważniejszym rozstrzygnięciem ustrojowym jest sposób wyłaniania członków tego organu, czyli ordynacja wyborcza. Od tego, jak skonstruowana jest ta ordynacja zależy skład Sejmu, a co za tym idzie, jakość ustanawianego prawa i wyłanianego rządu. 

Dzisiaj Polacy, a w szczególności inteligencja polska, zachowują się tak, jakby ta sprawa była zupełnie bez znaczenia. Inaczej patrzyli na to światli Polacy dawnych czasów. Pozwolę sobie zacytować List Biskupów Polskich, jaki 17 kwietnia 1913 roku, a więc 90 lat temu, ukazał się w krakowskiej gazecie „Czas” i w innych pismach galicyjskich. Biskupi polscy zabrali głos w sprawie projektu ordynacji wyborczej do Sejmu.

Napisali w nim tak: Jakkolwiek reforma wyborcza jest aktem politycznym, nie jest nim jednak wyłącznie. Nowy bowiem ustrój prawa wyborczego wydaje ze siebie prawodawców, którzy za pomocą władzy ustawodawczej wpływać mogą i wpływać będą na wszystkie dziedziny życia kościelnego, narodowego, kulturalnego, społecznego i moralnego, a szczególnie na przyszły kierunek wychowania publicznego. Tym samym reforma wyborcza w te wszystkie dziedziny wkracza i z nimi się łączy. Do nas więc, jako do stróżów praw wiary w tych dziedzinach, należy pytać i badać, o ile do ich zdrowego rozwoju proponowany ustrój prawa wyborczego dopomaga albo też w uprawnionym rozwoju przeszkadza lub go nawet niszczy.

List ten podpisali wszyscy biskupi polscy w Galicji, ludzie, którzy w sposób szczególny i wybitny zapisali się w historii Kościoła i Polski: biskup krakowski książę Adam Sapieha, arcybiskup lwowski Józef Bilczewski, biskup przemyski Józef Pelczar, biskup tarnowski Leon Wałęga, arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego Józef Teodorowicz. Warto przypomnieć, że dwaj z nich, arcybiskup Józef Bilczewski i biskup Józef Pelczar zostali już wyniesieni na ołtarze.

Dlaczego ordynacja wyborcza jest tak ważna?

Podczas gdy ogół obywateli wykazuje daleko posunięte niezrozumienie wagi problemu, doskonale zdają sobie z tego sprawę ludzie nami rządzący. Dlatego bez przerwy, bez pytania nas o zdanie, majstrują przy ordynacji wyborczej, ustalając ją w sposób dla siebie najbardziej wygodny. Trzeba przecież pamiętać, że od roku 1989 wybieraliśmy Sejm w oparciu o 4 różne ordynacje wyborcze, co stanowi swoisty rekord świata w częstości manipulowania tym najważniejszym aktem ustrojowym. Po każdych zaś takich wyborach, widząc opłakane skutki rządzenia, wmawiają nam, że przecież to jest demokracja i sami chcieliśmy, żeby oni nami rządzili!

Aby to zrozumieć, przeanalizujmy na kilku przykładach wyniki wyborów do Sejmu z 2001 roku:

1. Gdyby mandaty poselskie rozdzielać według sposobu, jaki określała ordynacja wyborcza z roku 1993 i 1997, to (przy tych samych wynikach głosowania, co w roku 2001) w Warszawie na miejscu Jana Olszewskiego, byłego premiera, który wszedł do Sejmu z Ligi Polskich Rodzin, znalazłby się były sprinter, Marian Woronin z listy SLD; we Wrocławiu na miejscu Janusza Dobrosza z PSL znalazłaby się Agnieszka Krawczyk z SLD; w Krakowie w miejsce Bogdana Pęka z PSL i Stanisława Papieża z LPR, weszliby Małgorzata Węgrzyn z SLD i Barbara Bubula z PiS.

2. Gdyby te same ilości oddanych głosów rozdzielić według ordynacji z roku 1991, wówczas w Warszawie zamiast Jana Olszewskiego (LPR), sławnego boksera Jerzego Kuleja (SLD) i nikomu nieznanego Bartłomieja Szrajbera (PiS, zaledwie 736 głosów), do Sejmu weszliby Bronisław Geremek (UW, 26.759 głosów, 30 razy tyle co Szrajber!), Czesław Bielecki (AWS) i Krzysztof Sikora z Samoobrony; we Wrocławiu zamiast Jana Otręby z SLD i Marka Muszyńskiego z PiS, do Sejmu weszliby Tomasz Wójcik (AWS) i Władysław Frasyniuk (UW, 4 razy więcej głosów niż Muszyński!); w Krakowie zamiast Tomasza Szczypińskiego (PO) i Stanisława Papieża (LPR), do Sejmu weszliby Tadeusz Mazowiecki (UW, 5 razy tyle głosów, co Papież!) i Kazimierz Barczyk(AWS).

Skoro to my decydujemy, wrzucając głos do urny, to kogo chcieliśmy widzieć w Sejmie? Mazowieckiego czy Papieża? Frasyniuka czy Otrębę? Byłego sprintera Woronina czy byłego premiera Jana Olszewskiego? Itd., itp. Albowiem kto z tych dżentelmenów i dam dostanie się do Sejmu, nie zależy wcale od tego ile głosów uzyskali w wyborach, tylko jak ta „czarna skrzynka” – ordynacja wyborcza – przeliczała głosy na mandaty.

Który z tych sposobów jest najlepszy? Który z nich najlepiej oddaje preferencje społeczne i wolę wyborców?

Naszym zdaniem – żaden. Gdybyśmy posłużyli się taką ordynacją, jaką od ponad 200 lat mają u siebie Amerykanie, ordynacją jaką stosują Brytyjczycy, Kanadyjczycy i ok. 60 innych demokratycznych krajów świata, gdyby wybory odbywały się nie na partyjne listy, ale w jednomandatowych okręgach wyborczych, nikt z wymienionych wyżej pań i panów nie miałby wielkich szans dostania się do Sejmu.

II. Ordynacja proporcjonalna jest wadą ustrojową

Tak zwana ordynacja proporcjonalna – obojętnie, jaki sposób przeliczania głosów na mandaty się stosuje (d’Hondta, Saint-Lague, Hare czy jakiś inny) – jest najpoważniejszą wadą ustrojową III RP, a lista jej wad jest długa: