Barack_Obama_on_phone_with_Benjamin_Netanyahu_2009-06-08

Prezydent USA Barack Obama rozmawia z Premierem Izraela Benjaminem Netanyahu w Oval Office, 8 czerwca 2009 r. / Photo: Pete Souza / Copyright: Public Domain.

Po wystąpieniu Susan Rice przed audytorium AIPAC rozpoczęła się dziwna burza, która zerwała się na dobre po przemówieniu Bibi Netanyahu. Rzeczeni obrońcy układu z Iranem, który jeszcze nie został zawarty, zaczęli domagać od jego krytyków, a zwłaszcza od Bibi, wyjaśnienia jak postąpiliby w obecnej sytuacji.

W pewnym sensie to nie jest fair-play. Ci z nas, którzy byli sceptycznie wobec negocjacji chcieli żeby w zeszłym roku Senat nałożył sankcje, by zaostrzyć rozmowy i dać administracji większe pole manewru. Jednak Obama nie życzył sobie pola menewru, chciał żeby było przyjemnie.

W rezultacie tego administracja oddała kompromisowo niemal wszystko (jak sugerują media)  w ramach tymczasowego porozumienia – od ilości wirówek po paragraf dotyczący daty końcowej porozumienia po upływie dziesięciu lat kiedy Iran będzie miał prawo, by stać się potęgą nuklearną w 2025 r.

Ostrzejsze sankcje mogłyby pomóc w negocjacjach, a nałożenie ich przed zakończeniem rozmów zaplanowanych na koniec lipca 2015 r. mogłoby wciąż przyczynić się do poprawienia obecnej wersji porozumienia – zakładając, że nie jest jeszcze gotowe. A zatem można byłoby utrzymać strategię negocjacji prowadzoną przez administrację zanim jeszcze zaczęła się poddawać, jeśli Iran nie brałby wszystkiego co mu się zaoferowałoby.

Jednak obrońcy protestują: ależ nie, nie. Albo ten układ (w każdej postaci) albo nic. Odejście od stołu negocjacyjnego, według nich, byłoby zezwoleniem Iranowi na przyspieszenie tempa pracy wirówek, uniknięcie inspekcji, i umożliwieniem mu wyprodukowania bomby w krótkim czasie. Nawet układ, który kończy się za dziesięć lat, przynajmniej pozwoliłby na prowadzenie inspekcji i sprawiłby że Iran nie stałby się potęgą nuklearną w ciągu dekady.

Uważam, że jest to dziwne uzasadnienie ponieważ świadczy, że ten układ nie jest dobry sam w sobie, ale iż jest dobry tylko dlatego że to jedyny układ, który obecnie możemy zawrzeć. A zatem według nich jedyny zły układ to jego brak. To znaczy, że każdy układ jest dobry.

Jeśli oni tylko tyle mogą osiągnąć to znaczy, że już przegrali tę debatę.