Noah Pollak/Photo archives

Noah Pollak/Photo archives

Jeden z liderów izraelskiej grupy tak zwanych “Nowych Historyków”, którzy stawiają sobie za cel obnażenie “założycielskiego mitu” Syjonizmu żeby osłabić poczucie tożsamości Izralczyków Tom Segev na łamach New York Times opublikował recenzję książki o wielkim mufti Jerozolimy, która jest doskonałą ilustracją celu do jakiego dążą “Nowi Historycy”: zwycięstwa polityki nad rzemiosłem naukowym. (Wielki mufti był w latach 1920. i 1930. przywódcą palestyńskich Arabów i dumnym sojusznikiem Adolfa Hitlera).

Czytając pierwsze stwierdzenia Segeva można się przekonać, że stosuje ten sam intelektualny standard w recenzji jak i w swojej pracy historycznej:

 

“Icon of Evil” [Ikona zła- od tłum.] nie przedstawia wielkiej wartości naukowej i potencjalnie może zaszkodzić szansom na zawarcie procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

 

Jednak w rzeczywistości procesowi pokojowemu szkodzą Nowi Historycy, których prace pomogły przekonać Palestyńczyków, że “prawo do powrotu” jest nie tylko historycznie uzasadnione ale iż powoduje nacisk na izraelskie elity, które nie chcą zgodzić sie na takie ustępstwo.

Ciekawe też jest, że Segev radzi żeby wyciszyc drażliwy problem mufti podczas gdy nigdy nie zniechęcał Arabów od poruszania innych, które są sprawami delikatnymi dla Izraelczyków takich jak zaprzeczania Holokaustowi, gloryfikacja zabijania żydów czy standardowej praktyki palestyńczyków do usuwania Izraela z map na ekranach państwowej telewizji. Według Segeva i jemu podobnych samozwańczych pacyfistów należy się wyłącznie liczyć z wrażliwością Arabów żeby posunać proces pokojowy do przodu.

Przywódcy palestyńscy wielokrotnie w swoich dziejach zawierali sojusze z tyranami – Hitlerem, Związkiem Sowieckim, następnie Saddamem Husajnem a dziś, przynajmniej część związana z Hamasem, także z Iranem. Czy Segev sądzi, że trzeba unikać dyskusji również na temat tych sojuszy?

Ostatnie zdanie jego recenzji jest tak bulwersujące, że warto je przytoczyć w całości:

 

Sugestia, że wrogowie Izraela są Nazistami, bądź następcami Nazistów, może zniechęcić do zawarcia dobrego kompromisu z Palestyńczykami, a zatem zła dla Izraela.

 

Nigdzie Segev nie zostawia miejsca na dyskusję o niepokojąco wielkej rzeszy Arabów, która chce rzeczywiście wypełnić misje Hitlera – istotnie ważnego problemu. Nie, raczej niech każdy zamknie usta bo te fakty za bardzo przeszkadzają w osiągnięciu celów oświeconych polityków. Wybiórczość to nie jest nowa cecha twórczości Segeva. Wystarczy przeczytać fragment recenzji Michaela Orena na temat historii Wojny Sześcio-dniowej izraelskiego “nowego historyka”:

 

Segev przemilczał wiele faktów dotyczących nie tyle Izraelczyków, ani obcych państwa, co właśnie Arabów. Książka Segeva pozbawiona jest informacji o tym jak Arabowie wzywali do zniszczenia Izraela i mordowali własne narody. Nie wspomina o pro-wojennych demonstracjach, chęci władz Egiptu do użycia trującego gazu przeciw swoim wrogom czy szczegółowych planów zdobycia Izraela przez Arabów. Segev nawet ignoruje zawarcie powojennej rezolucję w Chartumie, w której państwa arabskie nie zgodziły się na negocjacje z Izraelem, by uznać jego istnienie i zawrzeć pokój.

 

I ten człowiek nazywa siebie historykiem.