Rozpoczynamy dziś cykl tekstów autorstwa dwóch prominentnych ekonomistów na temat obecnej sytuacji w jakiej znalazła się gospodarka światowa. Doktor Norman Bailey, były doradca prezydenta USA do spraw polityki gospodarczej i dr Alexander Mirtchev, wykładowca Gerogetown University i menadżer wielomiliardowych spółek, przedstawiają pogląd na genezę i konsekwencje kryzysu, jego dalszy możliwy przebieg oraz strategię jego zakończenia. Ich propozycję, którą przedstawiamy po raz pierwszy poza Stanami Zjednoczonymi, przedstawiono najważniejszym instytucjom i postaciom sceny politycznej i finansowej.

Doktor Bailey udzielił nam ekskluzywnego wywiadu, w którym wyjaśnia dlaczego, jego zdaniem, sytuacja gospodarcza nie poprawia się.

Dr Norman Bailey, były doradcą prezydenta Ronalda Reagana / Copyright by NoB

 

Mimo że informacje poszczególnych rządów wskazują na wzrost PKB, sytuacja gospodarcza w sposób bardzo wyraźny ulega załamaniu. W Europie nie ma pomysłu na rozwiązanie problemu Grecji. Pod ciężarem długów uginają się Włochy, Hiszpania i Portugalia. Inne państwa, przypuszczalnie w obawie przed paniką inwestorów, głównie poprawiają statystyki. A wzrost ceny złota wydaje się zwiastować nadejście jeszcze cięższych czasów…

Ta konkluzja wydaje się być uzasadniona. Trudno zaprzeczyć, że gospodarka światowa znajduje się na równi pochyłej. Od początku lat 90.  w sferze finansów podjęto wiele szkodliwych decyzji, zwłaszcza w dziedzinie polityki kredytowej, których konsekwencje zaczynamy odczuwać. Ale to jeszcze nie jest, moim zdaniem, nawet początek. Odczuliśmy pewne wstrząsy: spada wartość dolara, strefa euro znajduje się pod olbrzymią presją, chińska gospodarka spowalnia, a tamtejszy rynek nieruchomości właśnie się załamuje, czarne chmury wiszą nad gospodarkami azjatyckimi. Nie powiodły się programy stymulacyjne. Inwestorzy przygotowują się na nadejście chudych dekad. Uważam, że za rok, dwa będziemy świadkami  kryzysu o głębokości i zasięgu dotąd niespotykanym.

Czy jest szansa na to, żeby zatrzymać ten trend?

Przede wszystkim  ludzie powinni się dowiedzieć, że trwający od 2008 roku kryzys  źle zdiagnozowano. To jest kryzys niewypłacalności, a nie braku płynności. Drukowanie pieniędzy tylko ten kryzys pogłębia. W dziejach gospodarki osiągnęliśmy punkt, w którym żadne państwo, spośród tak zwanych dłużników światowych jak Grecja, Portugalia, Belgia, Włochy czy USA, nie jest w stanie spłacić samodzielnie swojego zadłużenia. Ponadto bardzo szybko rośnie dług krajów, które dotąd były w stanie go spłacać jak Kanada czy Niemcy. Silne gospodarki nie są w stanie pomóc spłacić zadłużenia słabych. Nie wynika to, z często przypisywanej im chciwości, ale ze słabnących możliwości rynku. Jeśli politycy obiecują, że będzie lepiej, to nie mówią prawdy. Nie może być lepiej dopóki nie przyznają, że ich remedium na kryzys w istocie pogarsza sytuację. Należy jak najszybciej zatrzymać drukowanie pustych pieniędzy wszędzie, gdzie uprawiana jest ta praktyka. Powinno się też myśleć nad systemowym rozwiązaniem problemu zadłużenia gospodarstw domowych. Ten czynnik odgrywa bardzo ważną rolę w osłabianiu gospodarek. Niestety, często jest ignorowany.

Mieszkańcy poszczególnych państw powinni przestać oczekiwać na kolejne programy stymulacyjne i nie wymuszać ich na politykach. Politycy z kolei powinni zdecydowanie ograniczyć wzrost wydatków budżetowych, zacząć ciąć obciążenie fiskalne oraz wyzbywać się biurokracji. To oczywiście musi być dobrze skoordynowane działanie. Rządy znalazły się w najtrudniejszej sytuacji od czasów Wielkiego Kryzysu. Nie ma łatwego rozwiązania.

Jak wyglądałaby pańska strategia gospodarcza, gdyby pan nadal doradzał prezydentowi Stanów Zjednoczonych?

Myślę, że najwyższy czas upowszechnić na skalę globalną “akcje Brady’ego”. Pod koniec lat 80. państwa Ameryki Łacińskiej były niewypłacalne. Ówczesny Sekretarz Skarbu Nicholas Brady zaproponował bankom komercyjnym zamianę zobowiązań na inne rynkowe instrumenty. W ten sposób z ich ksiąg rachunkowych został usunięty ten dług. I tak zmniejszono koncentrację ryzyka w tych bankach. Zgodnie z planem Brady’ego, wynegocjowano nowy termin spłaty zadłużenia i wprowadzono  wiele ułatwień dla wierzycieli i dłużników. Włącznie z wprowadzeniem zniżek w płatnościach. Najważniejsze było określenie wielkości zniżek i zysków dla wierzycieli z nowych transakcji. Było to nowatorskie podejście do problemu restrukturyzacji zadłużenia na dużą skalę. Uważam, że tego typu mechanizm powinien zostać zastosowany wobec krajów zadłużonych. Od wielu lat mówiło się o wprowadzeniu instytucji bankructwa dla państw.

Bankructwa? To brzmi bardzo pesymistycznie…

A nie powinno, ponieważ instytucja bankructwa nie oznacza zaprzestania działalności przedsiębiorstw czy osób indywidualnych. Jest to możliwość renegocjacji spłaty zadłużenia. W Stanach Zjednoczonych firmy dość często korzystają z tej instytucji.

A więc twierdzi pan, że wierzyciele powinni podjeść z mniejszym entuzjazmem do inwestycji na przykład w obligacje?

Tu natrafiamy na problem wykraczający poza czystą ekonomię. Proszę zauważyć, że za zadłużenie ponoszą odpowiedzialność obie strony. Nikt nie powinien pożyczać dłużnikowi, który jest niewypłacalny. A jeśli tak postępuje to znaczy, że kieruje się inną intencją niż zysk. Chce mu pomóc albo cynicznie liczy, że jakoś się uda wyegzekwować te pieniądze bez względu na kondycję dłużnika. A to jest już hazard. Nawiązując do obecnej sytuacji gospodarczej, w przypadku Grecji wierzyciele muszą zrozumieć, że państwo nie jest w stanie płacić na takich warunkach, jakie istniały wcześniej . Potrzebna jest jakaś forma uporządkowania budżetu, ale nie gwałtowna i przypuszczalnie nie w tej chwili, gdyż każda próba cięć pogorszy kondycję tej gospodarki. Dlatego – jak wcześniej wspomniałem – politycy mają niełatwe zadanie prowadzenia polityki gospodarczej, która jest kombinacją małych kroków oszczędnościowych i podtrzymywania programów społecznych. Nie mogą pozwolić na to, by spadał popyt wewnętrzny. Dziś to jest klucz do utrzymania się zdrowych gospodarek na powierzchni.