Koniec liberalnej hegemonii, czas na politykę powściągliwości

Najpoważniejszym problemem Stanów Zjednoczonych jest brak ich umiejętności powściągania swoich ambicji na arenie międzynarodowej. Po upadku Związku Sowieckiego kierowały się wielką strategią, która jest niepotrzebna, daremna, droga i rozrzutną – można określić ją “hegemonią liberalną”. W mojej książce Restraint wyjaśniam dlaczego wielka strategia jest nieadekwatna.

Do takiego wniosku skłoniła mnie analiza trzech wydarzeń – rozszerzenia NATO o były państwa wasalne Związku Sowieckiego, wojna w Kosowie i wojna w Iraku. W pierwszym przypadku Stany Zjednoczone zwiększyły swoje zobowiązania niemal nie umacniając swojego bezpieczeństwa i niepotrzebnie antagonizując Rosję. Kosowo to była wojna z wyboru zainicjowana na podstawie informacji, które w najlepszym wypadku były błędne, a w najgorszym stanowiła świadomą manipulację zmotywowanych przedsiębiorców politycznych. I militarnie omal nie została przegrana z powodu tego, że od początku oparta była na iluzji. Wojna w Iraku w 2003 r. była odbiciem tych błędów popełnionych w Kosowie, ale w większej skali i przy znacznie większych kosztach. W tym okresie poziom wydatków na wojsko wzrósł niepomiernie ponieważ ambicje polityczne przekroczyły okazały się być większe niż było to niezbędne z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego. Takie są osiągnięcia. Stany Zjednoczone muszą zmienić wielką strategię.

USA podobnie jak wszystkie inne państwa muszą żyć w realnym świecie, w którym sprawy obronne nie należą do odpowiedzialności jednej władzy. Każde państwo może wykorzystać siły militarne żeby bronić swoich praw, dlatego USA muszą być w mądry sposób przygotowane na taką ewentualność. Do najważniejszych praw należą suwerenność, nienaruszalność granic i bezpieczeństwo. Powiedziawszy to trzeba dodać, że rozbudowa siły militarnej jest kosztowna, a użycie jej – okropne. Wielcy generałowie amerykańscy od Williama Tecumseha Shermana po Dwight’a Eisenhower’a przypominają, że wojna to piekło i straty. USA muszą dysponować potęgą militarną gotową do akcji, jednak nie w sposób nonszalancki. Potęga wojskowa musi być podporządkowana dyscyplinie analizy politycznej. Taki jest cel wielkiej strategii.

Stany Zjednoczone znalazły się w komfortowej sytuacji, która pozwala im na swobodny wybór ich zobowiązań i konfliktów militarnych. Inna wielka strategia polega na “powściągliwości”. Powściągliwość każe nam najpierw przeanalizować silne strony Stanów Zjednoczonych, które umożliwiają stosunkowo łatwą obronę. Mimo, że USA w czasie zimnej wojny toczyły zbrojne konflikty, to jednak zostaliśmy zmuszeni do prowadzenia tylko jednej – wojny w Afganistanie. Nawet w czasie tamtej wojny jednak USA nie musiały grzeszyć naiwnością i rozrzutnością.

 

Nie warto tracić energii na zmienianie krnąbrnego świata bo możemy ją wykorzystać na odnowę Stanów Zjednoczonych.

 

Stany Zjednoczone są państwem, które jest bogate i dysponuje szerokimi możliwościami. Mogą zapewnić sobie bez niczyjej pomocy lepszy poziom bezpieczeństwa niż jakikolwiek inny kraj. Jednak USA za daleko poszerzyły granice swojego obszaru politycznego i obronnego. Przynajmniej zwolennikom misji obronnych wydawało się, że każda z tych misji  jest sensowna i efektywna ekonomicznie. Jednak wziąwszy je wszystkie razem tworzyły system rozrzutnych wydatków i wybujałych ambicji. Z tej przyczyny przyłączyłem się do zwolenników “Powściągliwości”. USA powinny skoncentrować się niektórych zagrożeniach i wypracować umiarkowane i subtelne metody ich zwalczania. Takie podejście jest konieczne ponieważ świat stawia opór rozwiązaniom ciężkiej ręki. USA mogą takie podejście wypracować ponieważ są silne gospodarczo i militarnie, mają dobrą sytuację obronna pod względem położenia geograficznego i dysponują ogromną możliwością zregenerowania własnych sił.

Nie warto tracić energii na zmienianie krnąbrnego świata bo możemy ją wykorzystać na odnowę Stanów Zjednoczonych.

Choć może się wydawać, że USA musiały podążać tą drogą, to jednak w latach 1990. toczyła się na ten temat dyskusja. Dominowały w niej cztery punkty widzenia. Niestety ostatecznie zostały ograniczone do dwóch – konsensusu establishmentu odnośnie hegemonii liberalnej i polityki powściągliwości. Pogląd hegemonii liberalnej z czterech przyczyn wygrał tę wojnę idei. Po pierwsze, po upadku władzy sowieckiej Stany Zjednoczone stały się potęgą, która miała największe możliwości w dziejach świata. Nic nie stało im na przeszkodzie. Po drugie, zwycięstwo odniósł model zachodniego liberalizmu. Historia potwierdziła iż nasz system jest właściwy i wydawało się nam, że jest także odpowiednim modelem dla innych. Ponadto zimna wojna zastała amerykańską armię na wałach obronnych na całym świecie. Niepewność i bałagan na tych murach szybko doprowadził do tego, że zza murów i spoza nich pojawiły się żądania. Po czwarte, w USA powstały gigantyczne organizacje żeby toczyć zimną wojnę i  do zarządzania nimi powołano legiony ekspertów ds bezpieczeństwa narodowego. Większość teoretyków do spraw organizacji stwierdzi, że organizacje nigdy nie godzą się na ich likwidację. Jak już osiągną swój pierwszy cel, to wówczas szukają następnego. Z tych powodów po zakończeniu zimnej wojny powstała bardziej, a nie mniej ambitna strategia zanim jeszcze terroryści zaatakowali 11 września 2001 r. Stany Zjednoczone. Chociaż ten fakt ogromnie zwiększył zasięg tej strategii.

W gruncie rzeczy taka polityka tylko spowoduje pogorszenie całej sytuacji, bo stanowi sprzeczność wobec trzech kwestii. Po pierwsze, inne kraje chcą być w takim samym stopniu bezpiecznej jak USA. Jeśli utrzymanie naszego bezpieczeństwa jest kosztowe to wówczas zachęcamy niektóre z nich do ostrzejszej konkurencji. Inni ucieszą z naszej pomocy ponieważ będą mogli liczyć na USA ale będą niechętnie wydawać środki na swoją politykę obronną. Skorzystają z darmowej okazji. Po drugie, trendy globalne spowodują, że wzrośnie koszt amerykańskiego ekspansjonizmu ponieważ jak od kilkunastu lat informuje Narodowa Rada ds wywiadu rządu Stanów Zjednoczonych  rośnie też siła innych państw, podobnie jak jednostek i organizacji innych niż państwowe. Państwa, które dysponują większymi możliwościami mogą odeprzeć konkurenta i dlatego są do takich posunięć bardziej skłonne podobnie jak jednostki i organizacje inne niż państwowe. Po trzecie, prawdopodobnie od połowy XIX wieku ogromnego kolorytu politycznego nabrała tożsamość etniczno-narodowa, religijna i klasowa. A paradoksalnym skutkiem globalizacji i współczesności jest to, że wzmacniają, a nie osłabiają ten trend.  Te tożsamości ułatwiają drogę do politycznej mobilizacji władzy – do protestów ulicznych, wyborów, wojny domowej i międzynarodowej oraz terroru. Staja zarówno źródłem motywacji jak i celu. Silnie upolitycznione tożsamości etniczno-narodowe i religijne nie lubią gdy rządzą nimi inne grupy czy przede wszystkim obcokrajowcy. Do tej roli Stany Zjednoczone zbyt często zmusza hegemonia liberalna. W końcu, chociaż współczesna broń o wysokiej technologii stworzyła wrażenie, że siła militarna jest skalpelem, którym można usunąć chorą politykę to moim zdaniem to jest nadal maczuga, którą w końcu wybija się problemy dopóki nie dojdzie w najlepszym wypadku do niechętnego podporządkowania, a w najgorszym odpuszczenia win. Hegemonia liberalna jest nie tylko niepotrzebna, ale okazała się być za drogą polityką.

 

Stany Zjednoczone powinny stale utrzymywać w gotowości potencjał militarny, który mógłby znaleźć się w każdym zakątku ziemi.

 

Stany Zjednoczone stają przed trzema ważnymi wyzwaniami – utrzymaniem równowagi sił w Eurazji, zarządzaniem rozprzestrzenianiem broni nuklearnej i tłumieniem międzynarodowych organizacji terrorystycznych, których celem jest USA.

Polityka powściągliwości wskazuje na to, że najlepszych rozwiązaniem dla USA jest zachowanie zasobów w Eurazji poprzez poprawną ocenę sytuacji. Sojusznicy Europejscy z powodzeniem mogą zadbać o siebie, a Rosja nie jest już kandydatem na hegemona. Z drugiej strony celem Chin może być chęć stania się hegemonem w regionie. Jednak inne państwa azjatyckie mają znaczące możliwości by stanowić równowagę dla Chin. I miast spieszyć się do nowej “zimnej wojny” USA powinny zacząć mobilizować te państwa do dokonywania znaczących nakładów na swoją obronę.

Trudno będzie utrzymać opcję zero w dziedzinie rozprzestrzeniania broni nuklearnej. Wymagałoby to również znaczących środków finansowych i nieskutecznych wojen prewencyjnych. USA powinny zrobić wszystko żeby spowolnić tempo rozprzestrzeniania się broni nuklearnej i ograniczyć jej posiadanie tylko do państw, które można odstraszyć ponieważ mają coś do stracenia. Natomiast należy powstrzymywać przed nią niezależne grupy, których nie będzie można odstraszyć ponieważ nic nie stracą. Należy bardziej aktywnie współpracować z państwami, które posiadają broń nuklearną żeby zapewnić najwyższe standardy kontroli i bezpieczeństwa.

Od czasu do czasu będą wyłaniać się osobliwe grupy terrorystyczne, które mają szerokie ambicje jak al-Kaida. Najlepszym rozwiązaniem jest współpraca globalna żeby wzmocnić obronę i wspólnie zbierać informacje wywiadowcze. Wojny, których celem było zabezpieczenie przestrzeni znajdujących się pod kontrolą rządów bądź niekontrolowanych i próby budowania silnych demokracji rozbiły się o opór stawiany przez nacjonalistyczne siły przed zewnętrznymi siłami, a także wrogości wewnątrz różnych grup. Inwazje powinny być rzadko wykorzystywane ponieważ antagonizują lokalne populacje i generują nowych rekrutów do terroryzmu.

Chcę podkreślić, że strategia wojskowa i struktura polityki powściągliwości to przede wszystkim strategia morska – “dowodzenie we wszystkich wymiarach”. Stany Zjednoczone powinny stale utrzymywać w gotowości potencjał militarny, który mógłby znaleźć się w każdym zakątku ziemi. Jednak powinny zredukować swoją armię w pozostałych częściach świata. USA powinno unikać angażowania się w pewnego typy misje zwłaszcza do przymusowego budowania państw i narodów. W sposób radykalny USA może zredukować liczebność wojsk lądowych, które mają największe możliwości do tłumienia rewolt i zajmowania miast czy fortów. Znaczące cięcia w strukturze sił zbrojnych pozwoliłyby na oszczędności 2,5 proc. PKB.

Dopóki USA nie zaczną zdawać sobie sprawy z tego, że ich władza i środki są ograniczone jak również iż takie decyzje mają bardzie niepewne skutki dopóty zawsze będą wychylać się za daleko, za dużo płacić i podejmować za duże zobowiązania.

 

Ten artykuł jest oparty na wstępie do książki Barry R. Posena “Restrain: A New Foundation for U.S. Grand Strategy”.