Tablica przed głównym wejściem do budynku FBI w Washington DC/ Photo & Copyright: Archives

Tablica przed głównym wejściem do budynku FBI w Washington DC/ Photo & Copyright: Archives

W ubiegłym tygodniu dyrektor FBI James B. Corney opublikował na łamach Washington Post tekst opiniowy na temat znaczenia upowszechniania wiedzy o Holokauście. Jednak pozornie bezpieczne zajęcie, któremu poświęcił się w dniu HaShoah zakończyło się tym, że Corney znalazł się w centrum skandalu dyplomatycznego, a Anna Applebaum beszta go w Washington Post za to iż przedstawił polski rząd jak wspólnika nazistów w czasie Holokaustu. Jednak Applebaum posunęła się trochę za daleko w swojej obronie Polski. Ma rację zarysowując wyraźną granicę pomiędzy wspólnikami masowych mordów dokonywanych przez Niemców a innymi państwami, zwłaszcza Polską. Jednak także i ona nie ujmuje problemu we właściwy sposób próbując niejako umnijeszyć rolę antysemityzmu we Wschodniej Europie, który ułatwił wyniszczenie europejskich Żydów. Ten incydent powinien nas jednak nauczyć przede wszystkim iż wysuwając argumenty, których celem jest wybielenie odpowiedzialnych za okrucieństwo w latach 1940. odwracamy uwagę od realnego zagrożenia przed którym w 2015 r. stoją Żydzi, Polacy i Europejczycy.

Corney popadł w kłopoty z powodu tego fragmentu:

Mordercy i wspólnicy Niemiec i Polski i Węgier i z wielu, wielu innych miejsc myślą, że nie zrobili nic złego. Przekonali siebie, że tak należało się zachować, i tak musieli zrobić. I tak postępują ludzie. To powinno nas rzeczywiście przerazić.

Pierwsze zdanie rozzłościło Polaków, którzy mieli rację, że Corney wrzucił ich do jednego worka z nazistami – albo z powodu złej interpunkcji albo też ignorancji. I to jest straszliwy błąd bo, jak wskazuje Applebaum, w Polsce nie było rządu, który kolaborowałby z nazistami tak jak to miało miejsce we Francji, Norwegii czy innych okupowanych krajach. Ponadto inne narody były źle traktowane przez Niemców, ale nigdy w ten sposób jak Polacy, których uważano za podludzi przeznaczonych na rzeź. Los polskich żydów był bardziej tragiczny niż ich nie-Żydowskich współobywateli bo zostali przeznaczeni jako cały naród na zupełną zagładę. Los większości Polaków był inny. Jednak Polacy wciąż mają prawo by czuć się urażonymi, tak jak dziś, kiedykolwiek ktoś sugeruje że byli wspólnikami nazistów podobnie jak, ograniczając się tylko do dwóch przykładów, wielu obywateli państw Bałtyckich czy Ukrainy.

Applebaum trafnie zauważa, że mord na żydach węgierskich nie rozpoczął się aż do chwili rozpadu osi i przejęcia pełnej kontroli nad Węgrami przez Niemcy.

Jednak Applebaum posuwa się za daleko w swoich twierdzeniach, że wina za Holokaust wyłącznie spoczywa na “niemieckiej państwowej machinie terroru” lub iż współudział w masowych morderstwach części Niemców czy nie-Niemieckich wspólników wynikał, przede wszystkim, ze strachu, a ci którzy tak postępowali “mieli świadomość, że popełniają błąd, straszliwy błąd”. Ta interpretacja historii wyraźnie przeznaczona jest na użytek współczesnej Europy ponieważ pozwala na tłumaczenie zachowania jej przodków, którzy stanowili część aparatu śmierci, lub dopingowali mu, iż oni również byli ofiarami. Takie stwierdzenie jednak ignoruje znaczenie roli jaką antysemityzm odegrał w Europie, zwłaszcza w państwach Europy Wschodniej gdzie doszło do większości masowych mordów na Żydach.

Podkreślmy zatem, że w wąskim sensie Applebaum ma rację, że Niemcy muszą zawsze ponosić największą odpowiedzialność za wszystko co miało miejsce w czasie Holokaustu. Jednak na obłudę zakrawałoby twierdzenie, że realizacji postawionego przez nich celu odnalezienia Żydów aby nastepnie ich wymordować nie ułatwiła chęć, źle traktowanych populacji państw Europy Wschodniej, skazania na prześladowanie tychże żydów.

Nie można byłoby wiarygodnie przeczyć, że fizycznie wielu nie-żydowskich kolaborantów wspierało masowe rzezie zwłaszcza na terenach okupowanych przez Sowiety. Choć mieszkańcy mieli powody żeby gardzić ich sowieckim okupantem, to jednak nic nie usprawiedliwia tego że pomogli przy dokonywaniu masowych mordów. Nic nie usprawiedliwia też chęci wielu mężczyzn z tych krajów przystąpienia do ochotniczych oddziałów walczących ramię w ramię z nazistami.

Jeśli tak się zachowali to nie z powodu strachu przed nazizmem, gdyż podobnie jak wielu Niemców byli przekonani iż Żydzi zasługiwali na wywłaszczenie, deportację czy morderstwo z zimną krwią. To mentalność “eliminatorów“, jak określił Daniel Goldhagen, nie wynikała ze strachu ale była rezultatem dwóch tysięcy lat antysemityzmu. I to on sprawił iż ideologia nazizmu stała się strawna dla wielu spośród tych, którzy nie mogliby w innym wypadku osiągnąć wspólnego rewolucyjnego i socjalistycznego celu.  Nie wyglądało na to, że mordercy Żydów byli wstrząsani wyrzutami sumienia, także Polacy, którzy brali udział w pogromach przeciw resztce żydów próbujących wrócić po wojnie do swoich domów. Naziści mogli rządzić za pomocą strachu, ale nie wydaje się że musieli przekonywać tak wiele osób do udziału w wojnie przeciw Żydom lub do obojętności wobec niej.