Profesor Robert S. Wistrich

W 1893 r. przywódca związkowy w Niemczech August Babel odrzucając antysemityzm nazwał go “socjalizmem głupców”. Odtąd zachodnia lewica odnosi się do judeofobii w niepokojąco beztroski sposób. Różnej maści socjaliści i komuniści ciągle nie rozumieją jaki ma wpływ, jaki ma kształ i jak trwały jest antysemityzm. Nawet dziś liczące się kręgi amerykańskiej, i nawet izraelskiej, lewicy dysponują znacznie mniejszą wiedzą na temat globalnego antysemityzmu niż o rzekomych przewinieniach żydowskiego państwa. Przegląd reakcji twardej lewicy na tak zwaną  “kwestię żydowską” nie pozostawia wątpliwości, że dwuznaczność w sprawie antysemityzmu i niechęć do Izraela są od zawsze stałą częścią błędnej marksistowskiej i materialistycznej interpretacji świata.

Niewielu marksistów próbowało zareagować na problem fundamentalnie demonicznego światopoglądu żydofobów, ani też na siłę mityczną archetypów “żyda” takich jak Judasz, szatan czy Antychryst. Podobnie też niewielu krytyków próbowało odszyfrować fantasmagoryjne teorie spiskowe, które stanowią fundament przekonań antysemitów. To fiasko braku reakcji wpłynęło też na to jak zachodnia lewica odpowiedziała na rodzący się antysemityzm nazistów w latach 1930. Bardzo niewielu socjalistów, anarchistów czy komunistów (z wyjątkiem odizolowanych samotników jak Wilhelm Reich) zrozumiało istotę psychologii faszyzmu, nie wspominając tym, że nie poddali nawet poważnej krytyce machichejskiego światopoglądu antysemitów przed Holokaustem.

Zacznijmy analizę od niemieckiej Partii socjaldemokratów (SPD). Po przejęciu władzy przez Nazistów w 1933 r, SPD celowo minimalizowała problem antysemityzmu i powstrzymywała się od krytyki. Paraliż SPD był czymś znacznie więcej niż strachem przed rzuceniem wyzwania uprzedzeniom jakie żywili niemieccy robotnicy w Trzeciej Rzeszy. To był kardynalny brak wyobraźni. Zarówno niemieccy socjaliści i komuniści zupełnie niedocenili integrującej siły irracjonalnego myślenia i fundamentalnej roli jaką rasistowski antysemityzm odgrywa w ideologii nazizmu. Nie dostrzegli wielkiej, jakościowej różnicy pomiędzy tradycyjną nienawiścią wobec żyda, a nazistowskim antysemityzmem, który zredukowali do roli zwykłego instrumentu politycznego “reakcyjnych” sił dążących do upadku Republiki Weimarskiej. Po 1933 r. wciąż postrzegali nienawiść do żyda wyłącznie jako narzędzie konsolidacji dyktatury Hitlera.

Dla niemieckiej lewicy, istotą nazizmu zatem nie było zniszczenie żydów, ale rozbicie klasy robotniczej. W zbrodniach Kristallnacht widzieli tylko balon próbny zwiastujący wiecej represji wymierzonych w całe niemieckie społeczeństwo – a nie potężną ofensywę przeciwko żydom. Wielu niemieckich lewicowych intelektualistów przebywającyh na emigracji sądziło, że żydzi wcale nie cierpieli w większym stopniu niż inni, i twierdzili, że nadmierne podkreślanie antysemityzmu tylko osłabi kampanię przeciwko nazistom. Klaus Mann (syn Thomasa Manna) pisząc latem 1945 r. z terenu powojennych Niemiec, gdzie służył w 5 Armii USA w stopniu sierżanta, nadal traktował los żydow jakby to był problem drugorzędny  – w istocie pomijając żydow bo to był dla niego “męczący” temat, a Holokaust nie był wydarzeniem ani specjalnym ani znaczącym.

Nawet główny ekspert ds nazizmu, analityk marksistowski ze szkoły frankfurckiej Franz L. Neumann nie był w stanie pojąć, że nazistowski antysemityzm miał charakter ludobójstwa w czasie wojny. W 1942 r.  kiedy w Europie żydzi już byli masowo mordowani Nuemann na swojej amerykańskiej obczyźnie opublikował klasyczne dzieło na temat Narodowego Socjalizmu pt. Behemoth. I stwierdził z całą dozą pewności, że Naziści nigdy “nie pozwolą na całkowitą eksterminację żydow”. Według Neumanna antysemityzm był w istocie środkiem do osiągnięcia innych celów politycznych, takich jak zniszczenie wolnych i demokratycznych instytucji. Neumann, podobnie jak wielu analityków akademickich, po prostu nie potrafił zrozumieć, że kwestia żydowska może odgrywać fundamentalną rolę w projekcie politycznym nazizmu. Należy przy tym zauważyć, że Hannah Arendt była jednym z niewielu niemieckich żydów na emigracji w Stanach Zjednoczonych, którzy podważyli ten sposób myślenia.

Od początku lat 1930 lewica starała się pomniejszyć rolę nazizmu, a także wyjątkowości cierpień żydow w czasie Holokaustu. Jej ideolodzy znaleźli satysfakcjonujące ich odpowiedzi koncentrując się na gospodarczych korzeniach faszyzmu w gnijącym liberalnym kapitaliźmie w Niemczech oraz porównywaniu nazizmu do innych reżimów faszystowskich. Dla wielu zwolenników lewicy, wówczas i teraz, Holokaust był zwykłym epifenomenem kapitalizmu – niemalże identycznym z faszyzmem, który rzekomo staje się nieuchronny kiedykolwiek kapitalistyczna gospodarka wpada w koleiny kryzysu.

Tuż po zakończeniu II wojny światowej intelektualiści lewicy w najlepszym wypadku tylko częściowo rozumieli wyjątkowość zjawiska antysemityzmu. Nikt nie może oskarżyć francuskiego egzystencjalistę, marksistę Jeana-Paul Sartre’a, powieściopisarza, dramaturga i filozofa o to, że brakowało mu wyobraźni. Esej Réflexions sur la Question Juive (1946) był odważny i przenikliwy. Jednak nawet jego agresywna postawa oporu wobec antysemityzmu ignorowała problem rasistowskich stereotypów. Wydaje się to niemal niewiarygodne, że po Holokauście nadal mógł wierzyć, iż socjalistyczna rewolucja “rozwiąże” problem “kwestii żydowskiej”. W tym czasie Sartre był sympatykiem komunistów. Jak niemądrze przewidywał, w społeczeństwie bezklasowym antysemityzm zostanie wycięty z korzeniami. Sądził, że to był “burżuazyjny” fenomen “białej biedoty”, którego nie poprze klasa robotnicza.