JOW_

Wbrew mniemaniu, które wyraża część komentatorów Polacy mają szansę wygrać z partyjnymi kandydatami i położyć kres rządom partiokracji. To już najwyższy czas, by pokazać czerwoną kartkę politykom, którzy zasiedzieli się na scenie politycznej od lat 1990.

Dlaczego Polacy mieliby ich popierać? Czym się zasłużyła dla nich klasa polityczna – wybrańcy narodu? Jaka ustawa sprawiła, że Polacy, którzy jeszcze nie zdecydowali się na zawsze opuścić Polski, mają choćby częściowo zapewniony byt? Co takiego politycy wymyślili żeby naprawić system emerytalny? Czy znaleźli pomysł na oddłużenie budżetu? Skąd wezmą pieniądze na infrastrukturę, gdy skończy się ich dopływ z Brukseli? Czy przyczynili się do naprawy systemu służby zdrowia? Czy położono kres czemuś co trudno, uczciwie, nazwać prywatyzacją? Czy wreszczie poprawili bezpieczeństwo Polski? 

Na żadne z tych pytań wyborcy nie mogą odpowiedzieć twierdząco. Przeciwnie mogą wskazać na dziesiątki nietrafionych decyzji, zmarnowane długie godziny na niepotrzebne komisje w Sejmie, a także teatralne boje w studiach radio i telewizji. Gdyby w ten sposób miał pracować poseł Wielkiej Brytanii, Australii czy amerykański Kongresmen to nie tylko nie mógłby się spodziewać reelekcji, ale musiałby się liczyć z krytyką wyborców w talk-radio czy sondażach.

Polacy nie kryją swojego oburzenia, rozczarowania i złości na elity polityczne z afiszy, Wiejskiej i innych urzędów. Z części niezależnych sondaży dotyczących innowacji, konkurencyjności (niższa ocena niż m.in. Litwy i Czech) czy Global Prosperity Index (spadek z 28 na 32 miejsce w 2012 r) wynika, że Polska przestała się rozwijać. Polski złoty realnie słabnie, a gospodarka stała się rajem wyłącznie dla inwestorów. Jednak nie dla zwykłych obywateli. Bo tysiące Polaków chce wyjechać z Polski. 

Kolejny raz wybrańcy narodu (i z “lewa” i z “prawa”), ci, którzy za pomocą oszukanej ordynacji (marszałek Donald Tusk nazwał kiedyś

Fragment filmu "Władcy Marionetek" T. Sekielskiego/Produkcja TVN24

Fragment filmu “Władcy Marionetek” T. Sekielskiego/Produkcja TVN24

wybory dniem oszustwa narodowego) wybrali siebie nawzajem pozostawiają po sobie zrujnowaną Polskę. Ci, którzy głosy obywateli opowiadających się za przeprowadzeniem referendum na rzecz JOW wrzucili do niszczarki (750 tysiecy!) dali świadectwo co myślą o swoich wyborcach.

Ci, którzy walnie przyczynili się do stanu obecnego: bezbronnej Polski wobec coraz bardziej niebezpiecznej Rosji, słabej waluty, rosnącego zadłużenia, nieprzyjaznego systemu gospodarczego dla przedsiębiorców czy wciąż nierozwiązanego problemu modernizacji systemu opieki zdrowia oraz rent i emerytur. To ich wina i oni powinni honorowo zrezygnować z polityki.

Jednak na to się nie zdecydują. Od ponad 25 lat blokują wszelkie inicjatywy, które pozwoliłyby na przeprowadzenie w Polsce uczciwych wyborów. Takich, które rzeczywiście byłyby bezpośrednie w jednomandatowych okręgach wyborczych. Conajmniej od 1992 r. uzurpują sobie prawo do utrzymywania władzy we własnych rękach poprzez wskazywanie swoich, lojalnych wobec partii, kandydatów.

Bracia Kaczyńcy wszem i wobec stwierdzili, wielokrotnie, że są przeciwnikami wyborów większościowych w jednomandatowych okręgach. (Prezydent Lech Kaczyński groził wetem: ” Ja powiedziałem jasno, że jeżeli chodzi o ordynację większościową, to nawet gdyby ktoś wymyślił coś takiego, co zbliża się do ordynacji większościowej, jakoś omijając rafę konstytucyjną (bo ona jest dzisiaj sprzeczna z Konstytucją w sposób oczywisty), to spotka się z wetem z mojej strony, bo ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem ordynacji większościowej, zdecydowanym przeciwnikiem.” (źródło)). Jarosław Kaczyński w swojej książce również przedstawia się jako przeciwnik JOW. Inni liderzy partyjni odrzucili wszelkie inicjatywy. 

Polacy jednak mają w sobie potężną siłę by odrzucić zarówno ich, jak i kandydatów wskazywanych przez nich palcem. Zademonstrowali tę siłę w wyborach samorządowych w 2002 r. Redakcja Ofensywy Wolności przypomina tekst prof. Jerzego Przystawy na temat tamtych, pamiętnych wyborów samorządowych, w których partie polityczne dostały silny cios od Polaków. Prawda o tamtych wyborach, choć wówczas przemilczana przez media, ukazuje także potencjał jaki drzemie w wyborcach jeśli tylko zdecydują się powiedzieć nie – tym z Wiejskiej i ich spadochroniarzom.

Polska nie potrzebuje polityki kontynuacji żadnych osób, które już przeszły przez tę ziemię. Polska potrzebuje nowych ludzi z pomysłami, które przyczynią się do budowania silnego państwa przyszłości. Swiat stoi przypuszczalnie przed kolejną falą silnego kryzysu gospodarczego, który dotknie także Polskę, nie później niż w pierwszym kwartale 2016 r. Niepewne jest też bezpieczeństwo Polski, które obecni politycy ignorowali solidarnie przez ponad 25 lat.

Czas powiedzieć dość, jak wówczas w czasie wyborów samorządowych w 2002 r. Tym razem jednak niech to “dość” zabrzmi znacznie donośniej – i zniesie obecne partie polityczne, a przede wszyskim ich najważniejszych funkcjonariuszy w polityczny niebyt! Wyborcy w tegorocznych wyborach mogą znów ich znokautować – w wyborach prezydenckich, i następnie, parlamentarnych.