11146348_1068782756469802_5531869364200021267_o

Premier Izraela Benjamin Netanyahu na uroczystości Jom HaShoah (Międzynarodowego Dnia Wspomnienia o Ofiarach Holokaustu) w Jad Vashem, Jerozolima, Izrael, 15.04.2015/Public Domain

Izrael czci doroczny dzień pamięci Ofiar Holocaustu – Jom HaShoah. W czasie uroczystości w Muzeum Jad Vashem premier Benjamin Netanyahu mocno skrytykował nieumiejętność współczesnych państw demokratycznych wyciągnięcia wniosków z Holokaustu. Porównując politykę łagodzenia w stosunku do Nazistów do negocjacji z Iranem ws układu nuklearnego. Jednak prawdopodobnie zarówno liberalni i oświeceni komentatorzy w Europie i USA zlekceważą analogię przedstawioną przez Natanyahu tak jak i ostrzeżenie iż Prezydent Obama i jego sojusznicy zapłacą wysoką cenę za swoją politykę. Podobnie tak wtedy kiedy próbował ostrzec Kongres, w ubiegłym miesiącu, przed potwierdzonym później, zagrożeniem, które stwarza układ nuklearny także i to przemówienie premiera w Jad Vashem będzie określanem mianem apokaliptycznej retoryki autorstwa nieopanowanego przywódcy, którego Biały Dom przestał słuchać. Chociaż trudno przyznać się zwolennikom Obamy i innym przeciwnikom Netanyahu do błędu, to jednak przed zlekceważeniem opinii premiera trzeba się dobrze zastanowić. Administracja i jej zwolennicy mediach traktują Netanyahu nie jak chłopca, który ostrzegał przed wilkami, ale raczej jak Kasandrę przepowiadającą katastrofę. Choć mają czasem przebłyski kiedy przyznają, że Iran jest sponsorem terroryzmu, walczy o zdobycie pozycji hegemona w regionie, upowszechnia anty-semityzm i grozi, że zniszczy Izrael to jednak wciąż twierdzą iż najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest dyplomacja. Ich zdaniem prezydent wybrał najlepsze z możliwych porozumieńz Iranem, które przynajmniej opóźni albo zmniejszy szansę, że reżim zdobędzie bombę nuklearną. Utrzymują też, że tylko wojna jest alternatywą wobec tego układu, której nikt nie chce bo jej wynik nie jest pewny. Większość jest już zmęczona używaniem porównań do Holokaustu, a w debatach już niemal regułą jest fakt, że przegrywa pierwszy kto po nie sięgnie.

Ten obraz jest całkowicie zniekształcony ponieważ Natanyahu i inni krytycy układu z Iranem wezwali do podjęcia twardej dyplomacji wspartej sankcjami, a nie wojną. Wskazali także, że układ akceptowany przez prezydenta umożliwia zdobycie bomby dwoma sposobami: poprzez oszukiwanie ze względu na dziury w umowie a także brak realnej kontroli albo przez dotrzymanie warunków umowy czekając cierpliwie aż wygaśnie kontynuując prace badawcze.

Celem układu nuklearnego z Iranem prezydenta Baracka Obamy i Zachodu jest nie tylko ograniczenie reżimowi możliwości zbudowania bomby jądrowej ale zainicjowanie polityki détente w kontaktach z Teheranem.

Nawet jeśli potraktujemy poważnie słowa prezydenta Obamy iż to co dotychczas osiągnął ma utemperować ambicje nuklearne Iranu to z tych samych wypowiedzi wynika jasno, że nie chce zapędzić islamskiego reżimu do kąta tylko pozwolić mu na “uregulowanie stosunków ze światem” i transformację rządu tak by zyskiwał więcej zaufania i prowadził pokojową politykę. Dlatego prezydent potrzega układ nuklearny za jedno ze swoich największych osiągnięć w polityce zagranicznej. Chce nie tylko ograniczyć możliwość zbudowania bomby jądrowej ale zainicjować politykę détente w kontaktach z Iranem.

Stąd Netanyahu ma pełne prawo żeby posługiwić się tą retoryką.

Kłopot z debatą o Iranie polega na tym, że oparta jest na założeniu iz można oddzielić kwestie nuklearne od reszty polityki reżimu. Twierdzi tak prezydent Obama ponieważ wie, że Iran się nie zmieni a on sam chce wykorzystać każdą możliwość żeby ograniczyć program nuklearny reżimu, który obiecał wyborcom zlikwidować w kampanii w 2012 r. Jednak jeśli Iran się nie zmieni to trzeba przyznać prawdę o istocie reżimu, a tego właśnie nie chcą zrobić zwolennicy prowadzonej przez prezydenta polityki łagodzenia wobec Teheranu.

Netanyahu nie posługuje się hiperbolą gdy mówi iż antysemityzm stanowi integralną część polityki państwowej Iranu albo iż reżim sponsoruje swoje organizacje terrorystyczne takiej jak Hezbollah czy Hamas. Nie ma także żadnej przesady w jego twierdzeniu, że reżim prześladuje mniejszości religijne i przysięga rozprzestrzeniać islamską rewolucję poprzez swoich pośredników wznosząc okrzyki “śmierć Ameryce” i “śmierć Izraelowi”. Iran nie jest monolitem, ale wszystkie frakcje zawarły porozumienie w sprawie wyeliminowania Izraela i wyprodukowania bomby nuklearnej, którą ten cel mogą osiągnąć lub przynajmniej tym grozić.

Liberałowie w Ameryce moga być zmęczeni i znudzeni tym co Netanyahu mówi o zagrożeniu ze strony Iranu. Jednak muszą zrozumieć, że, w najlepszym wypadku układ Obamy ustawi próg dla Iranu, którego przekroczenie pozwoli mu zdobyć bombę jądrową. W najgorszym razie Obama utorował Iranowi drogę do zdobycia bomby. Jeśli się to zrozumie, to wówczas polityka administracji, a nawet okazywanie troski w reakcji na niepokój Iranu musi przypominać głupią, a nie dobrą politykę.