Jerozolima. Stare Miasto/Archiwum

Dziennikarze i publicyści, którzy relacjonowali wizytę Premiera Benjamina Netanyahu w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza spotkanie z prezydentem Barakiem Obamą podkreślali do znudzenia iż na szczęście dla izraelskiego gościa wydarzenia na Ukrainie i Krymie ich zdaniem odwróciły uwagę świata od Bliskiego Wschodu, a w szczególności od kwestii palestyńskiej.

Wygląda na to, że byli w błędzie. W czasie swoich dyskusji ani Obama ani Netanyahu nie unikali podejmowania ważnych dla nich tematów – procesu dyplomatycznych pomiędzy Izraelem i Palestyńczykami a także przede wszystkim programu nuklearnego Iranu.

 

Wydaje się być oczywiste, że w tle spotkania dyskutowano o Krymie i Ukrainie bo wystarczy tylko spojrzeć na mapę i otworzyć podręcznik do historii żeby przekonać się iż półwysep krymski to również w znacznym stopniu “Bliskim Wschodem”. Jednak ważniejsze są konsekwencje geopolityczne tego co dzieje się na Krymie od jego historycznej, geograficznej czy demograficznej definicji.

 

W gabinetach ministerstw spraw zagranicznych i na forum think-tanków na całym świecie wszyscy zadają sobie podstawowe pytanie czy eskalacja tych wydarzeń będzie iskrą, która odnowi konflikt zimnowojenny pomiędzy Wschodem i Zachodem. Tego problemu dotknął także były amerykański sekretarz stanu Henry Kissinger w swoim felietonie opublikowanym w ubiegłym tygodniu na łamach Washington Post: “Zbyt często problem ukraiński traktowany jest w kategoriach ostatecznej rozgrywki; jakby Ukraina mogła wybrać tylko jedną stronę – przyłączyć się do Zachodu lub Wschodu. Jednak jeśli Ukraina ma przetrwać i rozwijać się to nie może stać się przyczółkiem jednej strony przeciwko drugiej – powinna spełniać rolę mostu między nimi”.

 

Kissinger nie szczędzi słów krytyki działań podjętych przez prezydenta Rosji Władimira Putina, ale przypomina nam nie tylko o powiązanych ze sobą dziejach Rosji i Ukrainy oraz więzach emocjonalnych obu stron ale również podstawowym interesie, który zobowiązuje Rosję to zachowania wpływów na Krymie, zwłaszcza w porcie Sewastopol. Kissinger przypuszcza, że zdolność Rosji do utrzymywania swojej władzy w basenie Morza Śródziemnomorskiego uzależniona jest od kontroli tego portu usytuowanego na Morzu Czarnym, które wpada do Adriatyku. Kissinger nie jest neutralnym obserwatorem i oczywiście nie ocenia czy Rosja powinna jako supermocarstwo kontrolować Morze Śródziemnej ale wskazuje na te kwestie z punktu widzenia Rosji (przypuszczalnie sprzecznym z interesem amerykańskim).

 

Obawy związane z wybuchem nowej Zimnej Wojny mogą być oczywiście przesadą. Kontekst i sytuacja historyczna się zmieniły. Dziś Rosja nie dąży do uzyskania hegemonii ideologicznej czy dyplomatycznej jak to miało miejsce w czasie rządów Stalina a dzwoniąc swoją szabelką Putin oczywiście ma świadomość kompletne zacofania Rosji pod względem militarnym i gospodarczym w stosunku do Stanów Zjednoczonych. Ponadto Ameryka Obamy różni się od tej z czasów prezydentów Harry Trumana czy Ronalda Reagana a wyraźny brak przywództwa na Zachodzie jeszcze bardziej zmniejsza prawdopodobieństwo, że historia się powtórzy.

 

Jednak jeśli obecna sytuacja związana z konfliktem na Ukrainie ulegnie dalszemu pogorszeniu to może dojść do realizacji niebezpiecznego scenariusza. Skutki takich wydarzeń mogą dotknąć również Izrael. Izrael ma rację powstrzymując się od wyrażania swojego stanowiska wobec kwestii Krymu – nie takiego obowiązku ani też nikt od niego tego nie oczekuje. Izrael jako sojusznik Stanów Zjednoczonych utożsamia się z fundamentalnymi zasadami ale w przeciwieństwie do okresu od 1950′ do 1970 konflikt izraelsko-arabski i kwestia palestyńska nie są już domeną zmagań supermocarstw. Miejmy nadzieję, że tak już będzie zawsze.

 

Negatywnym skutkiem ostatnich wydarzeń będzie osłabienie pozycji rady P5+1 (w skład której wchodzą USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania i Niemcy) w kwestii powstrzymania Iranu przed budową broni nuklearnej zwłaszcza gdy ponownie będzie omawiana kwestia sankcji gospodarczych. Ponadto Rosja może zwiększyć pomoc dla prezydenta Syrii Bashara Assada i pośrednio dla Hezbollahu w takim stopniu, że Izrael nie będzie już mógł jej tolerować. Wygląda więc na to, że prawo naczyń połączonych również działa na arenie politycznej i że dym unoszący się z płomieni na Ukrainie i Krymie może pokryć również niebo na Bliskim Wschodzie.