USS Gridley na wodach Zatoki Perskiej/Photo: FARS agency

I rańska agencja informacyjna FARS opublikowała film, na którym irański samolot hałasuje tuż nad pokładem amerykańskiego niszczyciela USS Gridley najwyraźniej w rejonie Zatoki Perskiej. Na filmie nagrana została rozmowa mająca na celu rozwiązanie konfliktu pomiędzy Irańskimi Siłami Powietrznymi i amerykańskim okrętem, która kończy się tym iż załoga USS Gridley stosuje się do żądań irańskiego samolotu.

Oczywiście to mogło być normalne zachowanie okrętu Gridley ze względu na to gdzie się znajdował, ale jeśli tak nie było to fakt ten stanowi jeszcze raz podkreślenie stylu polityki administracji Obamy, która dąży do deeskalacji konfliktu rezygnując z konfrontacji (to wyraźny kontrast w porównaniu z polityką, na przykład, Ronalda Reagana, który zarówno Zatoce Sitra jak i jak Zatoce Perskiej posługiwał się amerykańską marynarką wojenną by potwierdzić nienaruszalność wód terytorialnych).

 

Prezydent Obama może być przekonany, że ustępstwa w negocjacjach świadczą o poważnym traktowaniu partnera i torują drogę do pokoju, ale niestety, kompromis, z punktu widzenia wielu państw Bliskiego Wschodu, jest oznaką słabości.

 

To zdarzenie świadczy jednak o ogromnej zarozumiałości Iranu i zamiarze reżimu porównywania się z siłą marynarki Stanów Zjednoczonych. I także, że irańskie siły powietrzne zaproponowały irańskim dziennikarzom przejażdżke w celu znalezienia amerykańskiego okrętu, a następnie pokazania jak stosuje się do rozkazów Iranu i “ucieka”.

Prezydent Obama może być przekonany, że ustępstwa w negocjacjach świadczą o poważnym traktowaniu partnera i torują drogę do pokoju, ale niestety, kompromis, z punktu widzenia wielu państw Bliskiego Wschodu, jest oznaką słabości. Bez względu na to jakimi optymistami nie byliby prezydent Obama i sekretarz stanu John Kerry co do postępu w kwestii Iranu to tamtejsza prasa – znajdująca się w rękach irańskiego przywództwa – wydaje się nie rozumieć ich starań. Wręcz przeciwnie zdaje się być przygotowana do zwiększenia wysiłków w celu upokorzenia USA, a nie budowania z nim relacji partnerskich. Jeśli Obama naprawdę chce zapewnić pokój i bezpieczeństwo w regionie to musi przemyśleć swoje postępowanie i zacząć zachowywać się zupełnie inaczej niż dotąd. Czasami stanięcie komuś na palce, powstrzymanie go przed czerwoną granicą i okazanie całej surowości przemawia tak głośno, że nawet Teheran nie potrafiłby takiego sygnału zignorować.