"Leffler -1968 WashingtonDC MLK riots" by Warren K. Leffler / Library of Congress - This image is available from the United States Library of Congress's Prints and Photographs division under the digital ID ppmsca.04301.This tag does not indicate the copyright status of the attached work. A normal copyright tag is still required. See Commons:Licensing for more information.العربية | čeština | Deutsch | English | español | فارسی | suomi | français | magyar | italiano | македонски | മലയാളം | Nederlands | polski | português | русский | slovenčina | slovenščina | Türkçe | українська | 中文 | 中文(简体)‎ | 中文(繁體)‎ | +/−. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons - http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Leffler_-1968_WashingtonDC_MLK_riots.jpg#/media/File:Leffler_-1968_WashingtonDC_MLK_riots.jpg

” Waszyngton 1968 r. Zamieszki po zamach na Martina Luthera Kinga”/Photo: Warren K. Leffler /Photo:  the United States Library of Congress’s Prints and Photographs division under the digital ID ppmsca.04301./ Licencja Public Domain via Wikimedia Commons

Upiornie wyglądają podobieństwa tematów, które najprawdopodobniej zdominują kampanię prezydencką w 2016, a także tych z nieco innej kampanii w 1968 r.

Amerykanie zmęczyli się prezydentem, który jakby “na pół gwizdka” dowodzi niechcianą wojną. Wyraźnie widać, że tempo działań wojennych podyktowane jest raczej polityką wewnętrzną, a nie kwestiami strategii pola walki. Wydaje się też, że krzepnie straszna ideologia oporu wobec ideałów zachodniej demokracji. I nieoczekiwanie znajduje poparcie w miejscach, których nikt by się nie spodziewał. Owa ideologia rozprzestrzenia terroryzm i wywołuje atmosferę niepewności w samym sercu Zachodu. Wyborcy obawiają się także chaosu w centrach miast amerykańskich, jak również konsekwencji podważonego zaufania mieszkańców do stróżów prawa. Republikanie powinni potraktować tę rzeczywistość jako szansę, ale byliby w błędzie jeśli sądziliby iż do zdobycia fotelu prezydenckiego wystarczy ktoś taki jak Richard Nixon.

W 1968 r wyborcy wyraźnie obawiali się nasilenia niepokojów społecznych w centrach miast. W ciągu czterech lat przed wyborami doszło do zamieszek w Watts, Baltimore, Waszyngtonie, Nowym Jorku, Detroit, Newark, a nawet na przeciw siedziby Democratic National Convention w Chicago, które rozerwały tkankę społeczną. Dziś Amerykanie znów obawiają się rozruchów o podłożu rasowym w miastach takich jak Ferguson i Baltimore. Rozruchów, które rozpoczynają się od niszczenia własności, by przerodzić się w falę przemocy. Niektórzy sądzą, że są one znakiem tego co ma dopiero nadejść. I że w 2015 r dojdzie do powtórki długiego gorącego lata 1967 r.

I podobnie jak w 1968 r. elity przywiązały się do myśli, że przywracanie porządku nie jest rozwiązaniem tylko przyczyną chaosu w miastach. Komisja Kernera powołana przez prezydenta Lyndona Johnsona, której przewodniczył gubernator Illinois Otto Kerner winą za zamieszki w centrach miast obarczyła oficerów policji, którzy je patrolowali. Autorzy raportu komisji Kernera stwierdzili, że poczucie beznadziei i atmosferę,w której dochodziło do starć spowodowały: polityka ciężkiej ręki, brak reprezentacji czarnych mieszkańców w siłach policyjnych i prawdziwa dyskryminacja na tle rasowym. W Stanach Zjednoczonych “białe społeczeństwo” stworzyło dwa “oddzielne i nierówne sobie” systemy oraz spowodowało zagrożenie ukształtowania się amerykańskiej wersji Apartheidu – dodali.

47 lat później Afro-Amerykański prezydent wraz z dwoma Afro-Amerykańskimi prokuratorami generalnymi walczą z podobną falą przemocy w miastach, ale rekomendacje dotyczące rozwiązania problemu niczym nie różnią się od tych z 1968 r. Dzisiaj widać wyraźnie podwójną moralność w akcentowaniu notorycznego bezrobocia wśród Afro-Amerykanów i podziałów rasowych, które dotykają system sprawiedliwości. Podobnie jak w 1968 r. dziś także modne jest obarczanie winą lokalnej policji za wybuch zamieszek.

Jednak wyborcy odrzucili sposób myślenia z 1968 r. Kandydat na prezydenta startujący pod hasłami “prawa i porządku” Richard Nixon łatwo przekonał wówczas Amerykanów do swoich pomysłów zażegnania konfliktu w centrach miejskich, bo nie różniły się niczym od wniosków raportu Kernera. Współczesna lewica wyciągnęła wniosek z niektórych błędów popełnionych pół wieku temu. Felietonista New York Magazine Jonathan Chait cytując raport opublikowany w zeszłym miesiącu przez Uniwersytet Princeton stwierdził, że widać wyraźnie iż “zamieszki przyczyniają się do tego, że Ameryka staje się bardziej konserwatywna”.

“Doszło do materialnych zniszczeń w biednych dzielnicach miast, ale nie dochodzi równocześnie do zmian polityki na bardziej postępową, która mogłaby zrekompensować straty. Przeciwnie, dochodzi do większych zniszczeń ze względu na reakcję regresywną.” – stwierdził felietonista.

Zapożyczając aforyzm popularny podczas “dekady niezadowolenia” można powiedzieć, że nie potrzebny jest meteorolog żeby wiedzieć, w która stronę wieje wiatr.

Dzisiaj służby porządku nie mogą lub nie chcą podejmować koniecznego ryzyka żeby zapewnić spokój w miastach. I to jest bezpośredni skutek demonizacji amerykańskiej policji przez lewicę. Telewizja NBC News poinformowała, że “w połowie z dziesięciu największych miast amerykańskich, także w Los Angeles, przestępczość wzrosła o 24 procent; w tym przede wszystkim ilość morderstw, rabunków, gwałtów i napadów”. “Ilość morderstw wzrosła w czterech największych miastach USA, zwłaszcza w Nowym Jorku”. Dla mieszkańców Baltimore maj był najgorszym, pod tym względem, miesiącem od 1972 r. Dziennik Baltimore Sun ujawnił, że “ilość aresztowań spadła od początku kwietniowych zamieszek. W maju 2015 r. policja aresztowała 1177, a rok wcześniej w tym samym miesiącu 3801 osób.” Szef policji St. Louis Sam Dotson stwierdził, że 17 proc. wzrost przestępczości z użyciem przemocy i 25 proc. wzrost  morderstw jest wynikiem “efektu Ferguson”. I winą za to obarczył trudności w przeprowadzaniu pro-aktywnych operacji policyjnych.