Hillary_Rodham_Clinton_DNC_2008

“Hillary Rodham Clinton DNC 2008″/ Photo by Qqqqqq at en.wikipedia/ Copyrigth: Licensed under CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons

W trakcie każdej kampanii prezydenckiej Hillary Clinton jej zwolennicy pilnują języka wypowiedzi na jej temat. Przed wyborami w 2008 r. niektórzy twierdzili, że mówienie o niej “Hillary” to, w istocie, seksizm dopóki sama Clinton nie wyjaśniła, że chce by używano jej imienia w debatach. Teraz mamy najnowszą próbę wykluczenia z użycia pewnych słów i fraz takich jak opisujące: słabą zdolność nawiązywania międzyludzkiego kontaktu, a zwłasza słowa “polaryzować”. Jednak zwolennicy nie świadczą jej w ten sposób żadnej przysługi.

W ostatnich dniach marca, grupa “super woluntariuszy” Clinton zdecydowała się poinformować media, że będzie monitorować relacje na temat swojej kandydatki i zareaguje jeśli tylko jej zdaniem te słowa zostaną wobec niej użyte nie fair.

I tak te słowa zostały wykreślone z kampanii: “polaryzująca”, “wyrachowana”, “obłudna”, “nieszczera”, “ambicjonalna”, “nieunikniona”, “tytułowana”, “pewna siebie”, “skryta”, “zrobi wszystko żeby wygrać”, “reprezentuje przeszłość” i “nie na miejscu”.

Autorzy akcji tłumaczą, że sformułowania opisujące w taki sposób Clinton nie mogłyby być użyte w stosunku do kandydatów płci męskiej – gdyby Clinton nie była kobietą, to nie mówioby o niej, że jest “ambicjonalna”.

Niektóre zakazane słowa wydają się być śmieszne: nie można mówić, że jest “nieunikniona”? Zakrawa to już na auto-parodię. Grupa Sea Org stanowiąca część sztabu Clinton właśnie udowodniła, że opisywanie Clinton w sposób właściwy jest negatywne ponieważ ona sama zbudowała swoją karierę na negatywiźmie i wszechobecnej korupcji.

Clintonowie mają doświadczenie w prowadzeniu polityki niszczenia ludzi. Tę złośliwość można opisać jak “polaryzację”. Ale może, jak mówią obrońcy, słowo “polaryzacja” jest niewłaściwe bo każdy polaryzuje. O tym przekonuje Mark Leibovich w New York Times:

Początkowo dziennikarze mówili, że Clinton “polaryzuje” ponieważ 25 lat temu stawała po różnych stronach w czasie wojen kulturowych. Przedstawiała się jak kobieta pracująca, która jest politykiem o feministycznej proweniencji. To były egzotyczne cechy u kandydatki na pierwszą damę na początku lat 1990. Dziś Hillary Clinton jest ostrożnym i doświadczonym dyplomatą – i być może to nie jest dla niej korzystne. (Często krytykowana jest za “wyrachowanie” i “funkcjonowanie jak robot”.)  Jej chęć do rozważnego postępowania, ostrożnego wypowiadania się i odwołanie się do centrali politycznej w dużej mierze przyczyniło się do straty poparcia Demokratów, którzy woleli wybrać Baracka Obamę w 2008 r. Jeśli Clinton naprawdę by “polaryzowała”  to czy lewica nie byłaby z niej zadowolona? Czy nie porwałoby to ludzi “zmęczonych Clintonami”?

Nie, jednak nie. Polaryzowanie ma inne znaczenie w tym kontekście. Clinton nie polaryzuje dlatego, że jest liberałem, ale polaryzuje ponieważ jest pokoleniem Nixona. Richard Nixon był politycznym centrystą, który miał nawet liberalne poglądy w niektórych kwestiach. Zgodnie z logiką Leibovich ten fakt powinien sprawić, że Nixon polaryzowałby mniej. Wątpię czy znajdzie się wielu czytelników, którzy się z tym zgodzą.

W kontekście każdego typu działalności politycznej Hillary, często zadaje się pytanie: w jakim stopniu złamała prawo? Dlatego jest zmuszona do polegania na swoich fanatycznie oddanych zwolennikach ponieważ bardzo trudno bronić kogoś notorycznie łamiącego zasady, kto chce wziąć odpowiedzialność za rząd Stanów Zjednoczonych. Wymaga to ataków osobowych pod adresem krytyków i prasy, które tylko wzmacniają polaryzację – jak zawsze rozpoczętą przez obóz Hillary.

Leibovich dodaje:

Kiedy mówi się, że Clinton polaryzuje to oskarża się ją przez skojarzenia. Stanowiła tak długo element naszej atmosfery politycznej, że teraz atmosfera ją definiuje. Jednak atmosfera polityczna nie została stworzona, czy spolaryzowana, przez tajemnicze siły zewnętrzne. Ale przez nas. Można powiedzieć, że pokazanie się na CPAC [jednej z najważniejszych konferencji amerykańskich konserwatystów – red.] i podniecające, nieociosane przemówienie wygłaszane przez takich jak Ted Cruz jest aktem autopolaryzacji lub co najmniej wskazówką, że trudno byłoby im znaleźć wspólne cele z Clinton.

A o czym było to nieociosane przemówienie Teda Cruza? Czy zachęcało do niszczenia dowodów, o które prosił Kongres? Do łamania reguł rządu żeby ukryć przed ludźmi to co zostało zrobione za pieniądze podatnika? Do narażania bezpieczeństwa poważnej i wrażliwej tajemnicy rządowej ułatwiając Chińczykom i Rosjanom wgląd do naszych dokumentów bardziej niż odpowiednim komisjom Kongresu? Do stworzenia równoległych instytucji do rządu USA poprzez korzystanie z prywatnego serwera i prowadzenie swojej prywatnej działalności wywiadowczej? Do wykorzystywania rodzinnych kontaktów z prywatnymi charytatywnymi fundacjami żeby posłużyć się nimi w wyborach w innych krajach, a później wykorzystać wewnętrzne granty żeby usunąć z tych czeków swoje odciski palców?