Jednak Amerykanie powinni do debaty publicznej na temat niebezpieczeństwa wojny handlowej z Chinami czy też poprawy stosunków z Pekinem włączyć także losy więźniów Laogai i problem wyboru milczenia w tej sprawie tych, którzy kiedyś walczyli o prawa człowieka w Związku Sowieckiego. Harry Wu podtrzymywał, na wygnaniu, płomień wolności dla Chin. Inni także próbują to robić, jednak organizacje prawa człowieka zamiast im pomagać wolą ignorować sytuację w największym państwie totalitarnym świecie i równocześnie nieustannie okazywać swój gniew wobec państwa Izrael, za to że nie chce popełnić samobójstwa.

Walka o prawa człowieka Harry Wu dobiegła końca, ale jej kontynuacja jest kwestią sumienia Zachodu. Miejmy nadzieję, że jego kontynuatorzy dożyją wolności w Chinach, do której on chciał się przyczynić. I niech pamięć o nim nas wszystkich ubogaci.