&nbps;

Ronald Reagan pędzlem Everetta Raymonda Kinstlera (fragment)/White House/ Courtesy of WH-CO

Znalezienie kogoś otwartego na zaakceptowanie nowych faktów, zwłaszcza kiedy stanowią one  wyzwanie dla jego ukierunkowanego sposobu myślenia, jest trudniejsze niż sądzimy i rzadsze niż byśmy tego chcieli.

Zastanawiałem się ostatnio nad tym, oglądając film dokumentalny o Ronaldzie Reaganie pt. An American Experience. Dotknął wielu tematów, ale w kontekście tej dyskusji jedna sprawa wydaje się najważniejsza: chęć Reagana do skorygowania sposobu myślenia w obliczu nowej sytuacji. Mam na myśli postawę Reagana wobec Związku Sowieckiego.

Reagan słusznie jest uważany za jednego z najgłośniejszych i najodważniejszych krytyków sowieckiego komunizmu. Jak powiedział jego biograf, nienawiść do komunizmu była jedną z niewielu, które Reagan żywił w swoim życiu. W 1983roku Reagan nazwał Związek Sowiecki “imperium zła” w przemówieniu do National Association of Evangelicals.

Przeskoczmy do maja 1988 roku, do oficjalnej wizyty Reagana w Związku Sowieckim, która nastąpiła po rozmowach na szczycie z Pierwszym Sekretarzem Michaiłem Gorbaczowem. Kiedy Reagan był pytany czy Związek Sowiecki wciąż był „imperium zła”, odpowiedział, że nie. „Używałem tego określenia w innym czasie, innej erze” – powiedział. I prawie miał rację.

Prezydent Reagan zdawał sobie sprawę z tego, że Związek Sowiecki nie był państwem demokratycznym. Podkreślił ten fakt, spotykając się z ponad 100 dysydentami. Dziennik “New York Times” napisał wówczas: „Wysoki urzędnik władz sowieckich, zdradzając poirytowanie Kremla, powiedział, że plan dramatyzowania kwestii praw człowieka przez prezydenta Reagan w czasie swojej wizyty… planowane spotkanie prezydenta z sowieckimi dysydentami będzie złamaniem protokołu przez supermocarstwo… determinacja Reagana, by wywrzeć presję na poszanowanie praw człowieka, wisiała jak potencjalnie niepokojący sygnał w przede dniu jego wizyty. Tradycyjnie Moskwa odrzuciła to, co tutaj traktuje się jako nieuzasadnione i uzurpackie założenie o moralnej wyższości Stanów Zjednoczonych”.

Jednak sytuacja w 1988 roku zasadniczo różniła się od tej, która panowała w 1983 roku. Gorbaczow był sowieckim  – pierwszym sowieckim przywódcą – z którym Reagan (i Margaret Thatcher) mógł współpracować. Ostatecznie Reagan podpisał radykalnie traktaty kontroli zbrojeń, które przekraczały żądania stawiane przez Nuclear Freeze Movement.

Warto zauważyć, że rzeczywiście lewica pomostowała na Reagana, ale także niektórzy konserwatyści nie pozostawili na nim suchej nitki, krytykując go za miękką postawę wobec Związku Sowieckiego. Oskarżali go, że jest “pożytecznym idiotą, który uległ propagandzie sowieckiej”, ponieważ zatracił swój sposób rządzenia i poddał się chimerze porozumień rozbrojeniowych (należy dodać do tego jednak, że krytyka konserwatystów nie była tak szeroka jak lewicy).

Jednak Reagan miał rzadką cechę spotykaną u polityków – człowiek, który nie rezygnując z własnych, głębokich przekonań, potrafił skorygować swoje myślenie, uwzględniając nowe okoliczności. Potrafił dostrzec istotę problemu i dostosować swoją politykę i poglądy. W ten sposób jeden z prezydentów o najsilniejszych przekonaniach i ideologicznym nastawieniu był także jednym z najbardziej elastycznych.

Krytycy nazywali Reagana prostym, pustym i bezsensownie upartym. A  w rzeczywistości był człowiekiem odznaczającym się wielką głębią, złożonym i racjonalnie trwającym przy swoim zdaniu. Niektórzy jednak potrzebowali więcej czasu, żeby to zrozumieć.

 

Michael Rubin – historyk. Ekspert w American Enterprise Institute. Od 2002 do 2004 roku był członkiem kancelarii Sekretarza Obrony. Od 2004 do 2009 roku był redaktorem naczelnym prestiżowego czasopisma ekspertów “Middle East Quaterly”. Ostatnio opublikował Into the Shadows: Radical Vigilantes in Khatami’s Iran. 

Copyright by CCD i Ofensywa Wolności. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie fragmentu lub części tekstu w jakimkolwiek formacie elektronicznym bądź drukowanym bez pisemnej zgody Ofensywy Wolności zabronione.