Publikujemy tekst prominentnej chińskiej ekonomistki He Qinglian, która przedstawia realia socjalne w Państwie środka. Wciąż jeszcze zbyt często spogląda się na Chiny powierzchownie, bezkrytycznie, a nawet, czasami, z pewną dozą ignorancji. Modne są hasła iż Chiny niebawem zastąpią zachodnie gospodarki czy przegonią USA. He Qinglian wyjaśnia, w którym momencie rozwojowym są Chiny. Od tego trzeba zacząć refleksję na temat sytuacji tego kraju.  

 

 

"Beijing hutong area 3" by Geoff McKim - Commercial Area of Hutong. Licensed under CC BY-SA 2.0 via Wikimedia Commons - https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Beijing_hutong_area_3.jpg#/media/File:Beijing_hutong_area_3.jpg

“Historyczna zabudowa Hutong w Pekinie” / Photo&Copyright by Geoff McKim/Licencja CC BY-SA 2.0 via Wikimedia Commons

Na przełomie XIX i XX wieku Chiny wciąż stanowiły imperium na czele, której stała mała elita kontrolująca przeważającą większość bogactwa i władzy oraz ogromną rzeszę wieśniaków walczących o przetrwanie. Jak ostatnio zauważył chiński uczony Zi Zhongyun: “upłynęło już 100 lat, a wciąż nie ma zmian – na górze ciągle jest Cixi, a u dołu Bokserzy”. Zhongyun nawiązywał do imperatora Dowage Cixi z dynastii Qing, a także do milionów biednych Chińczyków “Bokserów”, którzy próbowali nawet wywołać rewolucję.

Z jego obserwacji wynika, że pomimo obietnic składanych przez Chińską Partię Komunistyczną nie doszło do autentycznej transformacji społecznej w Chinach, a elita nadal kontroluje większość bogactw, zaś klasa średnia jest mikroskopijnej wielkości.

Transformacja społeczna obejmuje sferę polityki, gospodarkę, strukturę klas społecznych i odbywa się zgodnie ze zmianami nawyków konsumpcyjnych, trendów produkcji, zachowań kulturowych, wartości i wielu innych czynników. Rozwinięte gospodarki opierają się na klasie średniej – do tego jednak zupełnie nie udało się doprowadzić w Chinach.

Kiedy rozpoczęła się reforma otwarcia to Deng Xiaoping obiecał, że społeczeństwo chińskie będzie relatywnie bogate. Jeszcze w ostatnich 10 latach ubiegłego stulecia celem chińskiego reżimu była budowa społeczeństwa na wzór drzewka oliwnego, którego centrum stanowiłaby klasa średnia. Z tą myślą finansowano wiele projektów gospodarki narodowej. Ale nie minęła nawet dekada, gdy wszystkie te propozycje zniknęły z oficjalnej propagandy.

Według reportu Banku Światowego z 2013 r wartość dzienna konsumpcji około 300 mln Chińczyków wynosi nie więcej niż 1 dol. Po dodaniu jeszcze 303 mln zubożałej klasy średniej (na tyle szacuje ją Azjatycki Bank Rozwoju) to okazuje się, że prawie połowa populacji żyje w biedzie (włącznie z 200 mln bezrobotnymi według byłego premiera Wen Jiabao). Sytuacja ta stale ulega pogorszeniu. Wraz z ucieczką zagranicznego kapitału i pogłębiającą się recesją realnej gospodarki kolejne 124 mln utraci pracę. A to znaczy, że biedna i “zubożała klasa średnia” stanowić będzie 60 proc. populacji Chin.

Warto zapamiętać ilu miliarderów jest w Chinach – ta ilość jest bowiem niezaprzeczalnym dowodem niepowodzenia restrukturyzacji klas społecznych.

Dlaczego? Powód jest prosty: doszło do całkowitego fiaska sprawiedliwej dystrybucji zysków niezwykłego wzrostu gospodarczego Chin. Tutaj pojawia się poważne pytanie dotyczące systemu prawnego, struktury regulacji oraz podziału kosztów i zysków w społeczeństwie.

Podwójny problem Chin

Po pierwsze, zmniejsza się udział pracowników w dochodach z gospodarki. O tym jest wiadomo od wielu lat. Przedstawiciel Wszech-chińskiej Federacji Związków Zawodowych Zhang Jianguo powiedział, że kompensacje dla chińskich robotników ulegają obniżeniu od 1983 r kiedy sięgnęły 56,5 proc. PKB. W 2005 było to już tylko 36,7 proc. PKB – czyli udział ten spadł w ciągu dwóch dekad o prawie 20 proc. Ministerstwo Finansów nie zgadza się z tymi danymi, a Chińska Akademia Nauk Społecznych twierdzi, że udział pracowników w zyskach w 2004 r wynosił 50 a w 2011 r zmniejszył się tylko o 5 proc. (Dla porównania w USA było to 58-60 proc. PKB). Ta proporcja w istocie ukazuje realną stopę życiową robotników w Chinach.

Po drugie, nie mówi się na temat zysku kapitałowego. W tym samym wywiadzie Zhang Jianguo powiedział, że zysk ten w latach 1978-2005 wyniósł około 20 proc. (Choć jednak nie ma dokładnych danych na ten temat takich jak choćby jaki to był procent PKB). Ekonomiści z Centrum Badań nad Gospodarką przy Uniwersytecie Pekińskim szacują, że zysk z kapitału w latach 1998-2005 wynosił od 6,8 do 17,8 proc.

Ich zdaniem na wzrost tego zysku wpłynął przyrost wydatków rządowych, które miały go po prostu zwiększyć, także alokacja kapitału również wyznaczona przez politykę rządu i gangsterski kapitalizm. Ten ostatni pozwolił na to, że ogromne zyski trafiły do rządzących, a tylko resztki do małych średnich i przedsiębiorstw.

Wszyscy wiedzą jak to funkcjonuje w Chinach: co roku wzrasta ilość skorumpowanych urzędników, także wielkość łapówek, oraz projektów i promocji przedsiębiorstw, których celem jest kupienie urzędnika. Natomiast zwykły Chińczyk przestrzegający prawo w biznesie ma trudności na rynku. Wydajność pracowników maleje a redystrybucja dochodu staje się jeszcze bardziej niesprawiedliwa.