7

Sekretarz Stanu Condoleeza Rice / Copyright: Public Domain

Pochłonięty pracą i delegacjami przez ostatnie kilka tygodni nie miałem dostępu do Internetu. Nie mogłem więc włączyć się do debaty na temat Korei Północnej i oskarżeń skierowanych przeciwko niej jakoby włamała się do serwerów Sony. Media sugerują, że wciąż pozostały pytania o to w jakim stopniu winę za to ponosi Phenian. Ten incydent, jednak, i ujawnione informacje o możliwości przeprowadzenia zamachu w cyberprzestrzeni przez reżim Korei Północnej powinny przede wszystkim skłonić do refleksji o tym jak to się stało, że Phenian został usunięty z listy państw finansujących terroryzm. Opisałem to w mojej książce na temat historii stosunków dyplomatycznych USA z wrogimi reżimami. I wcale nie jest to dobre świadectwo dla administracji George’a W. Busha, a w szczególności dla sekretarz stanu Condoleezy Rice. Warto jednak pomyśleć o tym jak przedkładanie ambicji do zwycięstw na polu dyplomacji i walka o dobrą pamięć o sobie może stać się zagrozić bezpieczeństwu narodowemu. Ta refleksja jest potrzebna zwłaszcza w chwili gdy trwa pęd do normalizacji stosunków z Kubą i pojawił się pomysł usunięcia jej z listy sponsorów terroryzmu.

Trzeba wrócić do 2006 r. bo wtedy doszło do usunięcia Korei Północnej z listy terrorystów. Wówczas wojska amerykańskie utknęły w Iraku, popularność Busha spadała i dlatego Rice postawiła na Koreę Północną żeby zapewnić prezydentowi sukces w polityce zagranicznej. Rice i jej prawa ręka na półwyspie koreańskim czyli Christopher Hill obiecali Phenianowi usunięcie z listy sponsorów terroryzmu i ustawy Trading with the Enemy Act. Równocześnie zrezygnowali z wymogu postawionego przez negocjatorów Clintona żeby reżim przedstawił na piśmie gwarancje iż przestał wspierać terroryzm, zastosuje sie do międzynarodowych umów dotyczących zwalczania terroryzmu i wytłumaczy się z dotychczasowej praktyki popierania grup terrorystycznych.

Warto sobie przypomnieć jednak dlaczego Korea Północna w ogóle trafiła na tę listę. Po pierwsze w latach 1980 do wielu ataków bombowych: na samolot pasażerski Korei Półudniowej i mauzoleum w Birmie gdy wielu koreańskich wysokich urzędników uczestniczyło w ceremonii. Czy jednak nie powinno się zapomnieć o dawnych dziejach? Powiedzmy, że Rice powinna w myśl mądrości “co było a nie jest, nie pisze się w rejestr” usunąć reżim z listy sponsorów terroru gdy ten zerwie z tą praktyką i przejdzie pewien okres ekspiacji. Niestety jednak to nie jest przypadek Korei Północnej. Z czysto politycznych powodów Departament Stanu Rice potwierdził, że Phenian nie sponsorował terroryzmu od 1987 r. Jednak informacje znane rządowi USA i opublikowane przez Congressional Research Service świadczą zupełnie o czymś innym. Zródła z Francji, Japonii, Południowej Korei i Izraela przekonywały, że Phenian utrzymuje stałe kontakty z Hezbollahem w Libanie i Tamilskimi Tygrysami na Sri Lance. Irański dziennikarz związany blisko z obozem reformatorskim w Iranie opisał pomoc jaką Korea Północna udzieliła przy zaprojektowaniu podziemnej infrastruktury terrorystycznej Hezbollahu. Z tych tuneli Hezbollah mógł osłonić instalacje rakietowe przed wywiadem izraelskim przed rozpoczęciem wojny w 2006 r. I uniemożliwić Izraelowi ich ostrzał. Profesor Chung-in Moon z Uniwersytetu Yonsei w Korei Południowej oskarżył Phenian o dostarczenie Hezbollahowi części rakiet.

W jeszcze bardziej bezczelny sposób Korea Północna pomagała Tamilskim Tygrysom. Według Far Eastern Economic Review Phenian w 2000 r dostarczył terrorystom ze Sri Lanki broń, a autorzy publikacji Patterns of Global Terrorism redagowanej przez Departament Stanu dokonali podobnych odkryć w ciągu trzech następnych lat. Mimo, że organizacja Tamilskie Tygrysy została niemal zmieciona z powierzchni ziemi przez wojsko Sri Lanki. Jakie to smutne, że świadectwo czystości wystawione Korei Północnej przez Departament Stanu było sprzeczne z informacjami, które ten sam Departament Stanu zebrał, sprawdził i zredagował. Wojsko Sri Lanki od października 2006 do marca 2007 r. trzykrotnie przechwyciło statki płynące bez żadnej bandery, które kontenerami wiozły broń z Korei Północnej. Jednak dla Rice, a także prezydenta George’a W. Busha dyplomacja liczyła się bardziej niż realia przedstawione przez wywiad.

Konsekwencje pędu Rice do usunięcia Korei Północnej z listy terrorystów z czysto dyplomatycznych powodów odczuli nasi sojusznicy. Korea Północna nie chciała wyjaśnić sprawy porwania Japończyków. I ten problem przede wszystkim zadecydował o tym, że reżim znalazł się na liście. To rzeczywiście prawda, że Phenian zaczął zmieniać swoją politykę – w 2004 r. reżim uwolnił 5 z 10 porwanych przyznając się, w ten sposób, do przeprowadzenia ataku terrorystycznego. Jednak rząd japoński uważa, że agenci Phenianu porwali 80 Japończyków. Po co jednak Korea Północna miałaby posuwać się do przodu o jeden krok jeśli wystarczy pół kroku czy nawet jedna ósma? I reżim miał rację. Rice zmusiła Tokio do wyciszenia swojej krytyki i powiedziała premierowi Shinzo Abe, że Biały Dom nie musi traktować porwania jako aktu terrorystycznego. Jak to się często zdarza w Departamencie Stanu przymilanie się do wroga było ważniejsze od uszanowania sojusznika.