A_member_of_the_1st_Battalion,_325th_Airborne_Infantry_Regiment,_explains_the_M252_81mm_mortar_to_Saudi_Arabian_national_guardsmen

“Saudyjscy żołnierze uczą się posługiwać moździerzem M252 /Photo/Copyright: Public Domain via Wikimedia Commons –

Na Bliskim Wschodzie doszło do czegoś zupełnie niebywałego kiedy królestwo Arabii Saudyjskiej odpowiedziało na prośby prezydenta Jemenu i stanęło na czele koalicji 10 państw prowadzących interwencje w tym kraju z ziemi i powietrza. “Operacja Decydująca Burza” zachęca do refleksji:

Sojusz saudyjsko-egipski: Pół wieku temu Rijad i Kair też brały udział w wojnie w Jemenie, ale po różnych stronach – pierwsi wspierali siły broniące status-quo, a drudzy – rewolucjonistów. Istotą ich obecnego sojuszu jest utrzymanie ciągłości polityki saudyjskiej i fundamentalna zmiana egipskiej.

Narody, które posługują się językiem arabskim jednoczą się: We wczesnych dekadach dziejów Izraela Arabowie marzyli żeby zjednoczyć swoje wojska przeciwko niemu, ale rzeczywistość ich walk bratobójczych i rywalizacja położyły kres tym nadziejom. I choć trzykrotnie (w latach 1948-49, 1967, 1973) udało się im połączyć siły to jednak było to wynikiem nieporozumień. I taki sojusz nie był skuteczny.

Sprawili więc sporą niespodziankę w końcu jednocząc się – i to nie przeciwko Izraelowi, a Iranowi.

Ich sojusz świadczy o tym, że traktują Islamską Republikę Iranu jako zagrożenie, natomiast antysyjonizm, z ich punktu widzenia, zamienia się w luksus. Połączenie przez nich sił ukazuje też ich panikę oraz że są świadomi konieczności podjęcia działań, bo Ameryka się wycofała z Bliskiego Wschodu.

W centrum uwagi znalazł się Jemen. Jemen odgrywał w Biblii drugoplanową rolę, a wraz z ukształtowaniem się Islamu, podobnie jak współcześnie nie ściągał na siebie uwagi całego świata. Tak było do niedawna. Dziś Jemen niczym małe, niegdyś nieznaczące państwa takie jak Korea, Kuba, Wietnam czy Afganistan  z niczego stał się centrum uwagi świata.

Zimna wojna na Bliskim Wschodzie zamieniła się w prawdziwą wojnę: Reżimy Iranu i Arabii Saudyjskiej przez około 10 lat stały na czele dwóch wrogich bloków. Podobnie jak kiedyś rządy sowiecki i amerykański walczyły konkurując ze sobą ideologiami, szpiegostwem, handlem i tajnymi operacjami. I ta walka 26 marca 2015 r. zamieniła się w otwartą wojnę, która może trwać długo.

Czy koalicja na czele której stoi Arabia Saudyjska odniesie zwycięstwo? Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne ponieważ koalicja przypomina raczej żółtodzioby, które walczą w trudnym terenie z zahartowanymi w boju sojusznikami Iranu.

Dominacja Islamistów: Przywódców obu bloków łączy wiele podobieństw: chcą na całym świecie wprowadzić święte prawo Islamu (Shari’a), nienawidzą niewiernych i zamienili w wiarę w ideologię. Ich wzajemny podział potwierdza, że na Bliskim Wschodzie liczy się tylko Islamizm  dając prawo swoim zwolennikom do walki ze sobą.

Schyłek sojuszu Turcji, Kataru i Bractwa Muzułmańskiego. W ostatnich latach w niektórych państwach takich jak Irak, Syria, Egipt i Libia funkcjonował jeszcze trzeci sojusz sunnickich rewizjonistów, którzy stanowili centrum między szyickim rewolucjonistami i sunnickimi zwolennikami status-quo. Teraz jednak, częściowo, w rezultacie zabiegów dyplomatycznych nowego króla Arabii Saudyjskiej Salmana członkowie trzeciego sojuszu skłaniają się ku swoim sunnickim współwyznawcom.

Izolacja Iranu: Tak, wojowniczy Teheran hełpi się kontrolą czterech stolic arabskich (Bagdadu, Damaszku, Bejrutu i Sana’a) jednak ta zdobycz jest dla niego również problemem. Szybka ofensywa Iranu wzbudza strach w regionie (także wśród dawnych państw-przyjaciół takich jak Pakistan czy Sudan).

Konflikt arabsko-izraelski znalazł się na uboczu. Choć administracja Obamy i przywódcy europejscy mają ciągle obsesję na punkcie Palestyńczyków sądząc iż stanowią klucz do polityki w regionie, to jednak tamtejsi gracze stawiają sobie inne priorytety. Izrael nie tylko prawie nic ich nie obchodzi, ale państwo żydowskie jest traktowane przez nich jak cichy sojusznik bloku, na czele którego stoi Arabia Sadyjska. Czy ta zmiana oznacza zwrot w stosunkach Arabów z Izraelem? Chyba raczej nie. I kiedy kryzys w Iranie dogaśnie to należy się spodziewać, że ich uwaga znów skupi się, jak zawsze, na Palestyńczykach i Izraelu.

Polityka USA jest w nieładzie. Bliski Wschód zaśmiał się szyderczo w 2009 r. z Baracka Obamy i jego naiwniaków, którzy sądzili iż naprawią sytuację w regionie wycofując się z Iraku, uśmiechając do Teheranu i wkładając więcej sił w negocjacje arabsko-izraelskie ażeby tylko móc “skierować się” do Azji Wschodniej. Zamiast tego niekompetentne szeregi urzędników rządu USA nie zdołały nadążyć za zmieniającą się w szybkim tempie serią niesprzyjających wydarzeń. Wiele z nich sami spowodowali (jak anarchia w Libii, napięcia między starymi sojusznikami i jeszcze większa agresja Iranu).