C-130J Super Hercules return home after supporting Exercise Bayonet Resolve, Ramstein Air Base, Germany, Oct. 5, 2011. This Joint exercise with U.S. Army members will highlight Ramstein's training, war readiness, and combat delivery capabilities. (U.S. Air Force photo by Staff Sgt. Tyrona Lawson)

Powrót C-130J Super Hercules do bazy amerykański sił powietrznych w Ramstein , Niemcy,  11.5.2011/Photo: U.S. Air Force /Sgt. Tyrona Lawson

Prezydent Polski Andrzej Duda w pierwszą podróż zagraniczną udał się do Estonii- najmniejszego, ale dysponującego najlepszymi siłami zbrojnymi spośród całej trójki krajów nadbałtyckich. Celem jest zbudowanie koalicji państw które na przyszłorocznym szczycie NATO w Warszawie poprą ustanowienie stałej amerykańskiej obecności wojskowej na wschodzie sojuszu. Były to raczej konsultacje bo przekonywać gospodarzy do tej koncepcji nie musiał.

Siły zbrojne państw bałtyckich na stopie pokojowej to łącznie jedna dywizja. Rosja może podbić Litwę, Łotwę i Estonię w około 3 – 4 dni. Siły zbrojne Paktu Północnoatlantyckiego potrzebują więcej czasu żeby dotrzeć z pomocą. I to nawet, jeśli politycy z krajów członkowskich podjęliby taką decyzję natychmiast.

Bardzo wątpliwe żeby NATO zdecydowało się na „odbicie”, krajów bałtyckich zajętych przez państwo, które dysponuje nie tylko poważną siłą konwencjonalną, ale też największym na świecie arsenałem jądrowym. Osobliwe potraktowanie artykułu piątego NATO, Zachód będzie tłumaczył obawą o los cywilów w krajach bałtyckich. Brak reakcji wojsk NATO może oznaczać koniec Paktu, który stanie się całkowicie niewiarygodny. A to przemebluje nie tylko europejski, ale także światowy porządek bezpieczeństwa.

Można się domyślać że w takiej sytuacji – by ratować system bezpieczeństwa europejskiego – do wschodniej Polski na stałe jak to miało miejsce do końca lat 90. w RFN, stacjonować będzie 100- 200 tysięcy żołnierzy NATO. Obsadzona zostanie szwedzka Gotlandia, a VI flota USA znajdzie się na Bałtyku. I tak rozpocznie się II Zimna Wojna, która pociągnie za sobą gigantyczne koszty polityczne i ekonomiczne.

Jednak taka strategia może nie uchronić NATO przed kompromitacją jako wojskowego paktu który broni wszystkich członków.

Temu hipotetycznemu scenariuszowi można zapobiec budując już teraz infrastrukturę NATO przy wschodniej granicy sojuszu, oraz lokując stałe, ale niewielkie, garnizony w każdym kraju bałtyckim i dużo większe stałe bazy w północno- wschodniej Polsce. Stamtąd żołnierzy można w czasie nawet kilkunastu godzin przerzucić do krajów bałtyckich.

Dlaczego w Polsce, a nie od razu na Litwie, Łotwie i w Estonii? Bo stacjonowanie sojuszniczych, ale jednak obcych garnizonów o sile większej niż armia gospodarza jest politycznie trudne do realizacji. I nawet ograniczone amerykańskie stałe garnizony będą odstraszać. Atak Rosji na państwo członkowskie sojuszu oznaczałby wtargnięcie na obszar działalności Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych Ameryki. Agresor musiałby się liczyć z tym że co najmniej przypadkowo może spowodować śmierć żołnierzy najpotężniejszej armii świata, co mogło by spowodować trudne do opisania konsekwencje.

Amerykańskie bazy to jak nocny spacer z ochroniarzem: im ktoś słabszy, tym bardziej ich potrzebuje. Nie ma traktatów dla słabych – mawiał Napoleon. A cała Europa jest militarnie słaba. (Wielka Brytania, Francja i Niemcy łącznie mają niespełna 1000 czołgów, niemal cztery razy mniej niż samo RFN pod koniec Zimnej Wojny). W razie zagrożenia ze strony Rosji, cała nadzieja w USA, które ma potrzebną siłę militarną i interes w udzieleniu pomocy europejskim sojusznikom. Waszyngton jest mocno związany z nimi pod względem ekonomicznym, społecznym i historycznym.

Jednak czy Stany Zjednoczone zdecydują się na przesunięcie na wschód zależy też od wiarygodności partnerów, którzy także ze swojej strony przeznaczą środki na wzmocnienie własnych armii.