Przywódca Autonomii Palestyńskiej Abu Mazen/Photo: Peter Fedynsky; Copyright: Wikimedia Commons

T erroryści z Hamasu, którzy rządzą państwem w Gazie jeszcze raz dali dowód na brak zainteresowania sytuacją swoich poddanych nie zgadzając się żeby grupa sierot, które straciły rodziców w czasie wojny, mogła wyjechać na tydzień do Izraela. Powód? Nastolatki zwiedzałyby “okupowane miasta” i “osiedla“, co ich zdaniem, osłabiłoby możliwości Hamasu do podżegania do wiecznej wojny przeciwko syjonizmowi. Nie ma żadnej sprzeczności w stwierdzeniu, że Hamas w jednej części kraju wzbudza nienawiść wobec “okupacji”, a w drugim utrzymuje niemal suwerenną kontrolę. Ta sytuacja doskonale zazębia się ze stanowiskiem Fatahu, który w ubiegłym tygodniu starał się żeby Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała państwowość palestyńską równocześnie pozostawiając sobie status “okupacji”, która pozwala unikać dążenia do zawarcia pokoju.

Niektórzy będą się rozwodzić na temat okrucieństwa odmowy, dzieciom poszkodowanym w czasie wojny, spędzenia wakacji poza przyprawiającym o klaustrofobię wąskim obszarem lądu. Jednak byłby to błąd. Podstawowym problemem nie jest brak wrażliwości, czy nawet odruchowa wrogość do Izraela. Stanowi go raczej język uzasadnienia decyzji zawrócenia z granicy autobusu wiozącego trzydzieści siedem sierot:

“Siły bezpieczeństwie zapobiegły wyjazdowi dzieci trzydziestu siedmiu męczenników na ziemie okupowane od 1948 r. na podejrzaną podróż do osiedli i okupowanych miast” – napisał minister spraw wewnętrznych Hamasu Iyad Al-Bozom na swojej stronie Facebook w niedzielę. “Ta decyzja jest wynikiem troski o wykształcenie naszych dzieci i checią ochrony ich przed polityką normalizacji”.

Ględzenie Hamasu o okupowanych miejscach, do których sieroty zaprosił izraelski ruch kibbutzów i dwa miasta izraelskich arabów wyraźnie świadczy o tym, iż miejsca niedoszłej wizyty nie są częścią tego co świat zna pod nazwą “okupowanych terytoriów”. W rzeczywistości, w planie wizyty przewidziano bowiem pobyt w miejscach, które stanowiły część Izraela przed Sześciodniową Wojną w czerwcu 1967 r. Według Hamasu słowo “okupacja” odnosi się zatem do każdego skrawka państwa żydowskiego, bez względu na to gdzie nakreślono jego granice. W ten sposób wyjawił, że jego “opór” przeciw “okupacji” to nie protest związany z Zachodnim Brzegiem czy Jerozolimą, ale to znak ich determinacji do walki z Izraelem aż do jego zniszczenia. W ten sposób przekonanie części lewicowych żydów jak i administracji Obamy iż pokój można zawrzeć jeśli tylko Izrael zaoferuje w zamian ziemię staje się kwestią dyskusyjną albo nawet absurdalną.

Autonomia znalazła się w dość ciekawej sytuacji jednocześnie domagając się uznania suwerenności i upierając się przy tym, że wszystkie ziemie – nawet Gaza czy też ziemie znajdujące się na Zachodnim Brzegu pod jurydykcją Autonomii – są “okupowane”.  

 

Choć cała ta sytuacja ukazuje ogrom głupoty tych którzy wierzą, że Hamas jest gotowy do zawarcia pokoju, to jednak nie powinna skłonić nikogo do traktowania jako zupełnie odmiennego stanowiska Autonomii Palestyńskiej, która stara się o głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ dotyczące uznania swojej niepodległości na wszystkich ziemiach wziętych przez Izrael w czasie Wojny Sześciodniowej.

Jak zauważył autor artykułu w The Times of Israel, Autonomia znalazła się w dość ciekawej sytuacji jednocześnie domagając się uznania suwerenności i upierając się przy tym, że wszystkie ziemie – nawet Gaza czy też ziemie znajdujące się na Zachodnim Brzegu pod jurydykcją Autonomii – są “okupowane”. To sprzeczność w prawie regulującym status państwowości, która może zostać ogłoszona na jakimś terytorium po uzyskaniu nad nim pełnej kontroli. Przywódca Autonomii Mahmoud Abbas i jego politycy tłumaczą, ze chcą odwrócić normalny porządek żeby zmusić Izrael do wyjścia z Zachodniego Brzegu a nawet części Jerozolimy, w której mieszka setki tysięcy żydów w żydowskich dzielnicach od wielu dekad. Jednak to stanowisko łączy się  właśnie z mniej eksponowaną i rozumianą strategią Hamasu.

Abbas i Autonomia mogły mieć państwo czternaście lat temu jeśli tylko tego chciałyby. Czy też w dwóch innych momentach procesu negocjacji kiedy Izrael zaproponował utworzenie go pod tymi samymi warunkami, które popiera obecnie administracja Obamy i europejczycy. Jednak Autonomia idzie do ONZ nie dlatego, że chce mieć państwo, ale ponieważ chce uniknąć negocjacji, do których mogłoby dojść jeśli tylko zechciałaby naprawdę zawrzeć pokój z Izraelczykami.

Podobnie jak Hamas, który podburza przeciwko “okupacji” jednocześnie rzadząc suwerennie terytorium, które spełnia funkcję państwa palestyńskiego, tak też Abbas chwyta się polityki, która zapewni mu status quo jednocześnie pozwalając mu buntować palestyńczyków przeciwko temu. On jak i jego partia są tak samo zdeklarowanymi zwolennikami zniszczenia Izraela jak Hamas mimo, że zostali błędnie ochrzczeni przez Waszyngton mianem “czempiona pokoju”. Zgoda na utworzenie państwa na Zachodnim Brzegu (wraz lub bez rządzoną przez Hamas strefą Gazy, która stanowi drugie państwo palestyńskie) oznacza nie tyle koniec “okupacji” tych terytoriów, ale przyjęcie do wiadomości faktu, że ziemie, które zostają w granicach Izraela muszą być traktowane jako państwo żydowskie i że jest to już ostateczny koniec konfliktu.