Dr. Paul Goble/Archives

 

Jak Pan ocenia obecną sytuację polityczną na Ukrainie. Czy podziela Pan opinię tych, którzy genezę tego konfliktu widzą w działaniach Rosji. I to nie tylko w przekonaniu Janukowycza, żeby nie podpisywać umowy stowarzyszeniowej, ale przede wszystkim w dalekosiężnym programie Moskwy, która chce swoją przyszłość budować w oparciu o nową formę sowieckiego bloku? Czy może widzimy właśnie konsekwencje braku pomocy w przeprowadzeniu demokratycznych reform, których powinien był udzielić Zachód  po 1991 roku ?

 

Nie ma wątpliwości, że prezydent Rosji Władimir Putin ponosi odpowiedzialność za tę tragedię, która rozgrywa się na naszych oczach w Kijowie. Naród Ukraiński w bardzo wyraźny sposób wyraził swoją wolę przynależności do wolnego i demokratycznego społeczeństwa. I to jest ogromne zagrożenie dla świata Władimira Putina. Bo jeśli Ukraina odniesie sukces stając się wolnym i demokratycznym państwem w Europie, to nie tylko podważy geopolityczną pozycję Moskwy, ale także zagrozi egzystencji reżimów podobnych do tego, którym kieruje Putin. Kiedy Rosjanie zobaczą, że transformacja Ukrainy jest sukcesem to wówczas znacznie więcej z nich rzuci wyzwanie dyktaturze Putina. W tej chwili właśnie decyduje się być albo nie być Federacji Rosji, a przede wszystkim reżimu Putina. Jeśli naród Ukraiński odniesie sukces – a mam wielką nadzieję, że tak będzie – i pozbędzie się człowieka Putina, czyli Janukowicza oraz zbuduje autentyczną demokrację opierając ją na fundamencie wolności dla wszystkich to wówczas zaciśnie więzy z wszystkimi państwami w Europie. Ukraińcy odniosą wielkie zwycięstwo. Staną się także źródłem inspiracji dla Rosjan, ale będzie to również cezura dla rządów Putina i dlatego on dziś robi wszystko, żeby uniemożliwić te przemiany.

 

Skoro stawka jest tak ogromna to czy Putin użyje siły, by zachować Ukrainę przy sobie. Tak jak próbował to zrobić w przypadku Gruzji w 2008 roku?

 

Po pierwsze musimy stwierdzić, że Ukraina jest znacznie większym państwem niż Gruzja. Już ten fakt zmusza Rosję do zastosowania innych środków. Jeśli Putin zdecydowałby się na jakiś wariant siłowy to pewnie powtórzyłby niektóre działania, które zastosował w stosunku do Gruzji. W znacznie większym stopniu jednak posłużyłby się prowokatorami i ekstremistami, żeby przechwycić kontrolę nad opozycją, a sama Rosja wówczas wystąpiłaby w roli pokojowego rozjemcy, żeby odsunąć Zachód od Ukrainy. I niestety istnieje ogromne niebezpieczeństwo, że rząd Rosji, niby  “w odpowiedzi na prośbę”,  może próbować oderwać Krym od Ukrainy. W tym właśnie przypadku nie można wykluczyć, że Kreml użyłby nawet siły. Mam wielką nadzieję, że do tego nie dojdzie. Jednak nie można zlekceważyć tego niebezpieczeństwa.

Widzieliśmy już próby infiltracji Majdanu przez rosyjskich prowokatorów. Małe grupy, które nawołują do najgorszych aktów przemocy nie wywodzą się z Zachodniej Ukrainy jak podkreślała moskiewska propaganda, ale właśnie z kręgów rosyjskich prowokatorów, którzy próbują zdyskredytować wysiłek całego ukraińskiego narodu. Myślę, że przyjazd ambasadora Władimira Lukina do Kijowa, który ma odgrywać rolę mediatora sprzyja podwójnie interesom Rosji. Takie działanie bowiem sprawia wrażenie, że to Moskwa ma wyłączne prawo do pośrednictwa, gdyż Janukowicz to człowiek Putina. Możemy sobie zatem także już wyobrazić jakiego typu pośrednikiem będzie wysłannik Kremla. Po drugie, w ten sposób Rosja zastosowała taktykę, której celem jest uniemożliwienie Zachodowi przejęcia inicjatywy na Ukrainie w obliczu tragedii, za którą odpowiedzialny jest  przede wszystkim Władimir Putin i Kreml.

 

Być może inną taktyką jest próba rozbicia Ukrainy. Kiedykolwiek naród Ukraiński próbuje się uwolnić to wówczas propaganda rosyjska głosi tezy o dwóch Ukrainach. O ich rzekomych przeciwieństwach czy wręcz wzajemnej wrogości. Można tutaj wspomnieć o wydarzeniach z 2004 roku, gdy ówczesny wysłannik Moskwy ambasador Czernomyrdin robił wszystko, żeby opozycji nie udało się dojść do porozumienia z ówczesnym prezydentem Kuczmą. A potem wraz z Władimirem Putinem próbował, na szczęście wówczas bez powodzenia, pomóc zdobyć fotel prezydencki Janukowyczowi. W Moskwie znowu w propagandzie mediów, a także wśród polityków wróciły hasła o  „rosyjskiej”  i zachodniej części Ukrainy. Czy Kremlowi uda się tym razem doprowadzić do rozpadu integralnego państwa ukraińskiego?

 

Kiedy następnym razem ktoś mnie zapyta ile jest Ukrain to odpowiem mu pytaniem: a ile jest Rosji? Absurdem jest koncepcja oparta na przekonaniu jakoby różnice między regionami były tak ogromne na Ukrainie, że jednolitość tego państwa jest niemal nienaturalna. Jeśli kierując się takim sposobem myślenia ktoś twierdzi, że istnieją dwie lub trzy Ukrainy to konsekwentnie musi też mówić o piętnastu czy dwudziestu Rosjach. I jeśli ktoś tę absurdalną koncepcję zamierza zastosować, żeby rozbić państwo to jest to czysty absurd. Dążenia władz czy obywateli innego kraju do osiągnięcia takiego celu są niedopuszczalne. To bzdura, że etniczni Rosjanie, którzy mieszkają na wschodzie Ukrainy są, jak twierdzi moskiewska propaganda, zupełnie inni od Ukraińców z zachodnich regionów czy Krymu. Propozycja podziału Ukrainy wysuwana tylko dlatego, że Moskwie wydaje się, że rosyjska tożsamość jest ważniejsza niż państwo narodowe jest skandaliczna i trzeba ją natychmiast odrzucić.