Część rodziny ormiańskiej, która przetrwała masakrę Turków Ottomańskich/Copyright: Public Domain/Library of Congress

Część rodziny ormiańskiej, która przetrwała masakrę Turków Ottomańskich/Copyright: Public Domain/Library of Congress

Co roku 24 kwietnia diaspora Ormian wspomina rocznicę ludobójstwa Ormian. Senatorowie ze stanów  zamieszkałych przez wielkie społeczności ormiańskie takich jak na przykład California, Massachusetts czy New Jersey zwykle tego dnia starają się przegłosować rezolucję upamiętniającą ludobójstwo. Jednak prezydenci i sekretarze stanu ze strachu przed gniewem Turcji zwykle unikali słowa “ludobójstwo”.

Senator Barack Obama, na przykład, był aktywnym zwolennikiem upamiętniania ludobójstwa. W 2008 r. oświadczył: “Ameryka zasługuje na przywódcę, które powie prawdę o Ludobójstwie Ormian i zareaguje zdecydowanie wobec wszystkich przypadków ludobójstwa”. “”Chcę być tym prezydentem” – dodał. Kiedy zasiadł w Białym Domu to podobnie jak jego poprzednicy unikał słowa “ludobójstwo” zastępując je sformułowaniem “jedno z najgorszych okrucieństw do jakich doszło w XX wieku”. Podobnie John Kerry będąc senatorem ubiegał się o względy społeczności ormiańskiej traktując masowy mord na Ormianach jak ludobójstwo. Kiedy został szefem dyplomacji amerykańskiej to… powiedzmy, że popierał ich dopóki nie przestał. Ambasador USA przy ONZ jest hipokrytą – zasłynęła jako naukowiec z dziedziny ludobójstwa i głos moralności karcący USA za niechęć uznania ludobójstwa z przyczyn dyplomatycznych. Zanim została doradcą Baracka Obamy krytykowała bierność USA co do ludobójstwa Ormian, a gdy została ambasadorem w ONZ nie wahała się publikować na Twitterze ostrzejszych oświadczeń politycznych niż prezydent. A na temat kwestii Ormian? Figa z makiem.

Zbliżająca się rocznica jest oczywiście szczególna bo stanowi cezurę, która odznacza upływ 100 lat od ludobójstwa Ormian. Turcja szaleje chcąc zapobiec uznaniu tych wydarzeń w sposób formalny za ludobójstwo przez zagranicę. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan udowodnił, że jest antysemitą i skorumpowanym przywódcą. A parlamentarzyści z jego partii Rozwój i Sprawiedliwość podobnie jak nadworni dziennikarze tureccy i część intelektualistów ślepo popierając prezydenta okazali się równie winni jeśli nie aktywnymi zwolennikami jego wizji.

Turcja dziś nie może już liczyć, podobnie jak kiedyś, na pomoc silnego lobby w Waszyngtonie. Nazwiska niektórych Kongresmenów wciąż jeszcze znajdują się na liście Koła Tureckiego, ale jak powiedział jeden z nich: “tylko pro-forma”. Ankara i opłacani przez nią lobbiści rozumieją, że kiedy przyjdzie co do czego to żaden Kongresmen się nie wychyli w obronie Turcji.

Jak powinien zachować się w tej sytuacji Obama? To jest bardziej skomplikowany problem. Badania nad ludobójstwem zawsze były bliżej polityki niż uniwersytetu. Niewielu tego typu badaczy prowadzi badania w oryginalnych językach, czy nawet wchodzi do archiwów. A specjaliści z tej dziedziny nie są zgodni kto zawinił przeciw Ormianom – czy masakrą sterowało państwo czy doszło do niej spontanicznie, i czy wymierzona było przeciw wszystkim Oramianom, czy raczej tym mieszkającym na terenach objętych działaniami wojennymi w czasie I wojny światowej. Nikt nie przeczy, że zginęło setki tysięcy jeśli nie ponad milion Ormian, ale część prominentnych historyków, wśród nich Guenter Lewy, Edward Erickson i Bernard Lewis podważyło powszechnie znaną narrację, która zakłada iż doszło do ludobójstwa. Przecież mimo wszystko ponad 15 milionów ludzi zginęło w Europie w wyniku wojny.

Być może zatem lepiej żeby politycy zrezygnowali z rozstrzygania problemów historycznych. Nawet wtedy gdy, prezydent Obama będzie naciskany żeby w 100 rocznicę, aresztowania 25 kwietnia 1915 r.  250 ormiańskich intelektualistów w Stambule,  stwierdzić iż doszło do ludobójstwa.

Pamietając agresywne zachowanie Erdoğana prawdopodobnie nikt nie uroni łzy jeśli Turcja zostanie zgromiona w głosowaniu, które nikogo nie obchodzi poza tureckimi i ormiańskimi społecznościami. Jednak sam fakt, że współczesna polityka Turcji może wpłynąć na wynik glosowania stanow wystarczający powód do tego żeby politycy nie próbowali być sędziami historii. Ostatecznie Obama wolny od kampanii wyborczej i okazujący brak zainteresowania losem swoich kolegów z partii może wykorzystać 100 rocznicę żeby oficjalnie postawić imprimatur Prezydenta Stanów Zjednoczonych i zezwolić na posługiwanie się słowem “ludobójstwo” przy opisywaniu tego co wydarzyło się wiek temu w Imperium Ottomańskim. Jednak to stwierdzenie nie będzie wnosiło nic do zrozumienia tych wydarzeń lub faktów. Bo przecież polemika i debata polityczna mają mniejsze znacznie niż dokładne badania historyczne i dialog naukowy.