Pracownicy World Food Program w miasteczku Baba Amer, prownicji Homes w lipcu 2013 r./ Photo: WFP/Laure Chadraoui

Czy wszystkie strony konfliktu mogą jednocześnie przegrać wojnę? Sytuacja w Syrii może być odpowiedzią na to pytanie. Od kilku dni pojawiają się w mediach informacje, nie tylko przygnębiające, ale także takie, które mogą rzucić więcej światła na tę sprawę. W szeroko dyskutowanym wywiadzie Davida Remnicka z New Yorkera prezydent Obama stwierdził, że polityka w sprawie Syrii „prześladuje go”, choć jak dodał „nie jest zaniepokojony swoją decyzją, by nie angażować się w jeszcze jedną wojnę na Bliskim Wschodzie”.

Nie jest jasne co miał na myśli prezydent mówiąc o “angażowaniu się w jeszcze jedną wojnę na Bliskim Wschodzie”. Mogło mu chodzić o inwazję i okupację albo też chciał stwierdzić, że każda forma interwencji oznacza zaangażowanie. Z dalszej części jego wypowiedzi wynika iż brał pod uwagę połączenie obu form interwencji:

Trudno sobie dziś wyobrazić scenariusz, zgodnie z którym nasze zaangażowanie w Syrii pomogłoby znaleźć lepsze rozwiązanie jeśli nie podjęlibyśmy przynajmniej takich działań jak w Iraku, zarówno pod względem liczebnym jak i biorąc pod uwagę całą strategię. Twierdzenie, że gdybyśmy chociaż sfinansowali i uzbroili opozycję, to Assada już by teraz nie było, a kraj przeszedłby transformację, traktuję jak magiczne rozumowanie.

Takie marionetki są gdzieś zawsze blisko gdy przemawia Obama. Być może stwierdzenie, że jeśli sfinansowalibyśmy opozycję, Assada by już nie było i zapanowałby pokój stanowi przejaw magicznego myślenia. Jednak nie w taki sposób wypowiadają się krytycy prezydenta. Przekonują raczej, że takie działanie mogłoby odsunąć zwycięstwo od Assada, a nie że wsparcie finansowe opozycji niczym czarodziejska różdżka sprawiłaby, że przywódca reżimu by zniknął. Jednak z tego wywiadu wynika, iż właśnie tak myśli prezydent, a to tłumaczy dlaczego polityka zagraniczna jest dziś w takim strasznym stanie. Obamie brakuje cierpliwości i umiejętności myślenia strategicznego. Postępuje tak jakby trudności wykluczały możliwość odniesienia sukcesu. I tę strategiczną słabość przeciwnik wykorzystuje.

Kilka artykułów, które ukazały się na łamach brytyjskiego dziennika Telegraph traktują na temat tego problemu związanego ze strategią Obamy. Gazeta twierdzi, że Baszar al-Assad poprawnie ocenił, że Zachód (co zrozumiałe) nie będzie robił niczego co by umocniło pozycję islamistów (terrorystów) w Syrii:

Przywódca reżimu w Syrii prezydent Baszar al-Assad finansował i współpracował z al-Kaidą prowadząc złożoną grę, mimo że terroryści atakowali Damaszek, rebeliantów i uciekinierów z al-Kaidy (jak twierdzą  zachodnie służby wywiadowcze). 

Reżim finansuje pieniędzmi uzyskanymi ze sprzedaży gazu i ropy zarówno organizację Jabhat al-Nusra jak i znacznie bardziej ekstremistyczną Islamskie Państwo Iraku i al-Shams (ISIS) ze złóż, które znajdują się pod ich kontrolą – dowiedział się Telegraph ze swoich źródeł. 

Rebelianci i uciekinierzy z al-Kaidy twierdzą, że reżim celowo zwolnił z więzień terrorystów, żeby wzmocnić szeregi Dżihadistów kosztem umiarkowanego skrzydła tych ugrupowań. Celem tych działań było przekonanie Zachodu, że powstanie wywołali islamiści po to, żeby nie udzielił im wsparcia.

Informacje służb specjalnych stanowią publiczną odpowiedź na żądania Assada, żeby rozmowy pokojowe w Szwajcarii dotyczyły współpracy z Syrią w walce z al-Kaidą w ramach “wojny z terroryzmem”, a nie zmiany jego rządu.   

Jeśli to prawda, a następny artykuł uwiarygadnia te twierdzenia, to Assad doskonale rozegrał Zachód. Jednak główna informacja zawarta w tym tekście może zbyt wiele przypisać Zachodowi uniemożliwiając odkrycie nowych faktów: “Dwuznaczna postawa Syrii wobec al-Kaidy oznacza, że Zachód nie może zaufać Assadowi”. Dwuznaczne zachowanie Syrii sprawia, że Zachód nie powinien ufać Syrii. Jednak przystając na wysunięte przez Rosjan propozycje dotyczące odebrania Syrii broni chemicznej politycy zachodni mogli nie pozostawić sobie zbyt dużego pola manewru.

A to ostatecznie oznacza, że oni – to znaczy Zachód – przegra, bo domaganie się odejście Assada będzie wyglądać na bezcelowe, w chwili gdy w Syrii panoszą się islamskie sieci terrorystyczne zamiast umiarkowanych powstańców, bo Zachód przespał właściwy moment. A islamiści nie zrezygnują z lukratywnych nieruchomości w Syrii i nasilą walkę z reżimem Assada. Gdy w końcu Assad przegra to klęskę razem z nim poniesie Rosja. Z oczywistych przyczyn umiarkowani powstańcy przegrają, jeśli tak już się nie stało. Przypuszczalnie z tej wojny wyłoni się jednak zwycięzca i będzie nim al-Kaida.

 

Seth Mandel – redaktor Commentary magazine. Był zastępcą redaktora naczelnego The Jewish State, The Jewish Journal i The Speaker. Publikuje w National Review, Weekly Standard i Washington Times.