Nuri al-Maliki był premierem od 2006 r. We wrześniu 2014 r polityk złożył rezygnację, a rządy przejął Haider al Abadi.

Rok 2014 dla Iraku był annus horribilis. Al-Kaida zdobyła kontrolę nad Ramadi i Fallują pokonując irackie siły bezpieczeństwa rozpoczynając swoją ofensywę od starcia z nimi w zbuntowanym przeciw władzom państwa obozie w Ramadi (w większości w obozie panował spokój jednak przebywali w nim też członkowie al-Kaidy). Kulminacją tych porażek irackiego rządu było podbicie przez tzw. islamskie państwo ogromnych obszarów tzw. sunnickiego podbrzusza czyli Mosulu, Beiji i Tikrit. W czasie tych walk armia iracka, szkoloną przez takich amerykańskich luminarzy jak David Petraeus czy Martin Dempsey, po prostu wymiękła a rzeczywiste ich przygotowanie wydaje się nie być takiej o jakim mówią owi telewizyjni generałowie. Terroryści z tzw. islamskiego państwa jednak nie byliby w stanie przeprowadzić samodzielnie ofensywy: współpracowali z irackimi plemionami, które są rozczarowane korupcją i sektarianizmem rządu premiera Nouri al-Maliki a także z grupami byłego reżimu, które nigdy nie pogodziły się z reprezentatywnym gabinetem usiłującym umocnić Szyitów.

W tym samym czasie Kurdowie zdobyli kontrolę nad spornym obszarem przejmując Kirkuk bogatyw w ropę, który przywódca Yekîtiya Nîştimanî ya Kurdistanê (Patriotycznego Związku Kurdystanu) Jalal Talabani nazwał “Jerozolimą Kurdów”. Kurdom nie we wszystkim się powiodło. Po wielu miesiącach ignorowania ostrzeżeń jazydów (czyli wyznawców religii będącej połączeniem islamu, chrześcijaństwa i starożytnych wierzeń irańskich) przed umacniającym swoją siłę tzw islamskim państwem i odrzucając ich prośby o pomoc, peshmerga (siły zbrojne) kurdyjskiego prezydenta Masoud Barzani zostały zmuszone do ucieczki przez terrorystów, którzy podbili Sinjar. Kurdyjscy żołnierze zostawili chłopców i mężczyzn z plemienia jazydów oprawcom, a dziewczynki i kobiety trafiły do muzułmańskiej niewoli.

 

Być może skoro Irak potrafił przetrwać taki trudny rok jakim był 2014, to znaczy iż potrafi także przetrwać znacznie większe trudności niż sądzą ci, którzy wróżą mu podział.

 

Szyickie partie wygrały wybory w 2014 r. w Iraku, a popierane przez Iran milicje przechwyciły kontrolę nad państwem, także nad ministerstwem spraw wewnętrznych. W listopadzie byłem w obozie w południowym Iraku, w którym szyici na wezwania Wielkiego Ajatollaha Ali Sistani utworzyli ochotnicze brygady. Trudno powiedzieć w jaki sposób te sekciarskie brygady zintegrują się z resztą społeczeństwa jeśli zdecyduje się na kontrofensywę przeciw tzw. islamskiemu państwu.

Czy zatem Irak skazany jest na rozpad jak twierdzą tacy politycy jak wiceprezydent Joe Biden i byli dyplomaci (oraz czerpiący zyski z ropy kurdyjskiej) jak Peter Galbraith wskazując na widoczne bardziej niż kiedykolwiek podziały polityczne i etniczne?

Na początku grudnia 2014 Joel Wing, który jest redaktorem interesującego i polecanego blogu na temat Iraku “Musings on Iraq” zaprosił mnie do udziału w forumm wspólnie z innymi obserwatorami tamtejszej sytuacji prosząc bym w 300 słowach odpowiedział na pytanie czy Irak jest skazany na rozpad. Sądziłem, że znajdę się w mniejszości gdy pisałem iż Irak jest bardziej na to odporny niż wielu się to wydaje. Byłem zaskoczony napotykając tylko w kilku tekstach, ekspertów do spraw Iraku, prognozę podziału i upadku państwa. A ci, którzy twierdzili iż Irak przetrwa ten test wywodzą się z wielu różnych szkół myślowych, mają wielorakie doświadczenia i różne polityczne punkty widzenia. Być może skoro Irak potrafił przetrwać taki trudny rok jakim był 2014, to znaczy iż potrafi przetrwać znacznie większe trudności niż sądzą ci, którzy wróżą mu podział? Bez względu na wszystko warto zapoznać się z  tą debatę.