Premier Icchak Szamir / Courtesy of PM Office

 

Z perspektywy historycznej powstanie państwa Izrael wydaje się być czymś, co musiało się wydarzyć. Jednak ruch syjonistyczny odniósł zwycięstwo po długim okresie niepowodzeń, przezwyciężając beznadziejną sytuację i płacąc ogromną ceną krwi. Wbrew powszechnemu przekonaniu, że nie można zmusić Imperium Brytyjskiego do dotrzymania obietnicy ustanowienia Narodowego Domu dla Żydów, ani że nie można pokonać Arabskiego i Muzułmańskiego świata, który zniszczy nowo powstałe państwo Izrael, kobiety i mężczyźni podjęli walkę z tymi trudnościami. Nie tracąc celu sprzed oczu, musieli się odznaczać nie tylko odwagą, ale również żelazną wolą i cierpliwością do znoszenia wielkich cierpień.

Nikt bardziej nie odznaczał się tymi cechami osobowości niż Icchak Szamir, żołnierz ruchu podziemnego oporu, który pewnego dnia stał się siódmym premierem Izraela i zakończył pełnienie tej funkcji dwadzieścia lat temu, a który zmarł (w sobotę, 30 czerwca 2012 roku – red.), w wieku 96 lat po długiej walce z chorobą Alzheimera.

Choć Szamir (urodził się jako Icchak Jezernicki w 1915 roku w Polsce) podobnie jak (Menachem – red.) Begin piastował funkcję premiera przez siedem lat to jednak za najważniejszy okres w swoim życiu uważał walkę o niepodległość Izraela. Nie ma wątpliwości, że dlatego właśnie wrogowie Izraela i krytycy będą wypominać Szamirowi, że był terrorystą. To prawda, że będąc przywódcą grupy znanej w Izraelu jako Lechi (hebrajski akronim Walczących o wolność Izraela), a za granicą Gang Sterna (nazwa pochodzi od nazwiska założyciela Avrahama Sterna), uczestniczył i organizował zamachy terrorystyczne przeciwko brytyjskim żołnierzom i przywódcom władz cywilnych , którzy ponosili odpowiedzialność za stworzenie polityki uniemożliwiającej Żydom ucieczkę przed Holokaustem do Palestyny.

Trudno uzasadniać decyzję zabijania Brytyjczyków podjętą przez Sterna i Szamira, nawet w obliczu faktu ich osamotnienia w walce przeciw Nazistom w początkowych latach II wojny światowej. Większość Żydów – włącznie z należącymi do ruchu nacjonalistycznego, na czele którego stał Władimir Żabotyński – myślała podobnymi kategoriami.

Jednak pod koniec II wojny światowej, społeczność żydowska w Palestynie zjednoczyła się, będąc przekonana o słuszności walki z Brytyjczykami, których celem było uniemożliwienie ogłoszenie niepodległości Izraela. Różnice polityczne dzielące trzy grupy zwalczające Brytyjczyków i Arabów, a były nimi: ruch głównego nurtu Haganah kontrolowana przez Labor Party, dowodzony przez Menachema Begina ruch Irgun Zvai Leumi i Lechi Szamira, były ogromne. Z dzisiejszej perspektywy widać jak przyczyniły się do odniesienia zwycięstwa w czasie jednej bitwy.

Po wojnie o niepodległość Szamir wykorzystał swoje umiejętności zdobyte w czasie walki podziemnej, służąc w agencji wywiadowczej Mossad. Wśród wielu jego zasług z okresu służby w Mossadzie trzeba wymienić zabicie nazistowskich naukowców zatrudnionych przez rząd Egipski do zbudowania nowych broni przeciwko Żydom. Jego kariera polityczna rozpoczęła się w latach 70. pod zjednoczeniu partii nacjonalistycznych i centrowych przez Begina i utworzeniu Likudu, a następnie odebraniu monopolu władzy partii Labor w 1977 roku. Szamir od 1980 do 1986 roku był ministrem spraw zagranicznych. Dwukrotnie był szefem dyplomacji, odchodząc ostatecznie z tego urzędu w 1992 roku.

Trudno sobie wyobrazić, że taka cicha i tajemnicza osoba mogła tak długo pełnić publiczny urząd. Szamir w tym czasie był ostro krytykowany za unikanie oratorskich przemówień i jego niechęć do odgrywania roli wielkiego męża stanu. Jego wizja polityczna była tak samo stonowana jak jego głos. Stawiał sobie za cel, po prostu, obronę Izraela przed jego wrogami i uniemożliwienie przyjaciołom osłabienie państwa w nadziei na uzyskanie pokoju. Taki sposób rządzenia doprowadzał lewicę do wściekłości, która wolała, żeby nowymi przywódcami byli potrafiący wygłaszać wysokich lotów przemówienia wzorem Szimona Peresa mówiącego na temat pokoju na “nowym Bliskim Wschodzie”, jak również ci, z jej prawego skrzydła, wymowni rzecznicy tacy jak młody Benjamin Netanyahu. Styl rządzenia Szamira wprawiał także w złość prezydenta George’a W.H. Busha i jego sekretarza stanu Jamesa Bakera.

Jednak chłodny, cierpliwy styl przywództwa Szamira wydaje się być znacznie mądrzejszy od sennych marzeń Peresa o pragnieniu pokoju Palestyńczyków, a także od tych po prawej stronie, którzy sądzili, iż swoją retoryką przekonają Zachód do przyjęcia izraelskiego punktu widzenia.

Doświadczenie życiowe Szamira ukształtował europejski antysemityzm, Holokaust i wojna o niepodległość Izraela. Pozwoliło mu to uniknąć pułapek, w które wpadli idealistyczni przywódcy, a nie – jak twierdzą krytycy – ograniczało jego rozumienie świata. Był oskarżanyo to, że żyje przeszłością, brakuje mu wyobraźni i dostrzega jedynie wrogów i walkę. Jednak zamiast żyć w wyimaginowanym świecie, w którym Arabowie zrezygnują z walki przeciwko egzystencji Izrael,a a Zachód będzie skłonny kierować się interesem państwa żydowskiego, Szamir wolał kierować się aktualną rzeczywistością Izraela. Choć jak wszyscy przywódcy popełnił błędy to Izrael odniósł korzyści z jego rządów. I rzeczywiście Szamir wygląda jak geniusz jeśli się porówna jego pomyłki z gafami popełnionymi przez bardziej dynamicznych i popularniejszych następców (choćby umowy z Oslo i błędne decyzje, które wzmocniły pozycję Arafata, wycofanie się z Gazy i druga wojna z Libanem).