Sztandar Muzułmańskiego Braterstwa / Courtesy of RaceRel blog

 

Drodzy Czytelnicy tym komentarzem do ogłoszonych dziś, 24 czerwca 2012 roku, wyników wyborów prezydenckich inaugurujemy publikację tekstów prestiżowego miesięcznika politycznego “Commentary”. Od dziś znajdziecie je Państwo wyłącznie tutaj na łamach e-journalu “Ofensywa Wolności”. W każdy czwartek artykuły z bieżącego numeru miesięcznika. 

 

 

 

 

Jonathan S. Tobin

 

Większość urzędników administracji Obamy mogła dziś rano odetchnać z ulgą kiedy egipska komisja wyborcza ogłosiła, że wybory prezydenckie wygrał kandydat Braterstwa Muzułmańskiego  Mohammed Morsi . Istniały bowiem uzasadnione obawy, że egipska armia dokończy przewrót pałacowy, który rozpoczął sąd najwyższy rozwiązując  zdominowany przez Islamistów parlament by zapewnić wygraną dla popieranego przez wojsko kandydata. Armia mogła jednak uniknąć wojny domowej, która utopiłaby Egipt we krwi i zdestabilizowała region w dłuższym okresie czasu, gdyby nie próbowała go zniszczyć, a pozwoliła istnieć Braterstwu.

Choć Waszyngton odetchnał z ulgą, że na następnym etapie historii Egiptu po odejściu Muburaka wojsko nie będzie rządzić samodzielnie to prezydent Obama musi oprzeć się chęci przygarnięcia Morsi’ego i zachowywać się  w sposób, który nie sugerowałby poparcia Braterstwa w walce o władze w Kairze, która niewątpliwie się rozpoczyna. Stany Zjednoczone powinny poprzeć zasady demokracji pamiętając, że Morsi i jego partia nie są apostołami demokracji. Choć obawy, że Stany Zjednoczone są kojarzone z wojskiem, które dąży do umocnienia rządów autorytarnych są uzasadnione dużo poważniejsze niebezpieczeństwo dla amerykańskiego interesu stanowi fala Islamizmu piętrząca się w wyniku Arabskiej wiosny.

Za duża część administracji znalazła się pod wpływem propagandy Bractwa, według której jest nie chce narzucić fundamentalizmu w całym Egipcie i regionie. Błędem było jednak zaproszenie przedstawicieli Braterstwa na spotkanie z wyższymi przedstawicielami administracji na początku tego roku. W rezultacie tego spotkanie, jak napisał Eli Lake w tym tygodniu w Daily Beast, przyznano wizę znanemu członkowi działającej grupy terrorystycznej.

Braterstwo jednak twierdzi, że przyjmie model Islamizmu tureckiego. Nie powinno to jednak cieszyć tych, którzy obserwują jak świeckie państwo podążą drogą ekstremizmu w kraju i konfrontacji z Izraelem za granicą. Trudno ukryć ekstremistyczną naturę ruchu Islamistów. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do przejęcia pełni władzy przez Braterstwo będzie to nie tylko koniec nadziei na demokrację w Egipcie, ale nasilenie destabilizacji w innych państwach arabskich.

Dlatego prezydent Obama popełniłby głupotę udzielając w nadchodzących miesiącach poparcia Morsi albo tworząc wrażenie, że popiera działania Braterstwa by wojsko nie stanowiło równowagi we władzy.

Wypada stwierdzić, że Stany Zjednoczone nie mają wyboru w swojej polityce wobec Egiptu. Prezydent Obama bardzo niechętnie próbował promować demokrację, strategię polityczną od której stroni ponieważ kojarzy ją z administracją George’a W. Busha. W Egipcie nie ma wielu libierałów, a jedyną znaczącą opcją jest wojsko i Braterstwo. Ameryka nie powinna wybierać żadnej z nich.

 

Jonathan S. Tobin – redaktor naczelny Commentary on-line. Jego komentarz-felieton ukazuje się co tydzień w “Jerusalem Post”. Był redaktorem naczelnym The Jewish Exponent od 1998 do 2008 roku. Komentował wydarzenia wydarzenia polityczne w Izraelu m.in. w BBC radio, CNN, FOX News.

 

Copyright by CCD i Ofensywa Wolności. Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie fragmentu lub części tekstu w jakimkolwiek formacie elektronicznym bądź drukowanym bez pisemnej zgody Ofensywy Wolności zabronione.