Jerozolima – ściana płaczu i zabudowania starego miasta. /Foto: Neil Howard

C hciałbym kontynuować ważną myśl, którą Jonathan Tobin zawarł w swoim artykule na temat wpływu jaki ma katastrofa na Bliskim Wschodzie na chrześcijan. Napisał też dlaczego nie można zlekceważyć tego jaki będzie rezultat wojny z tzw. państwem islamskim i innymi islamistami w regionie. A także podkreślił, że ” chrześcijanie nie powinni sądzić, że w takim państwie, którego głównym celem jest zniszczenie tego co pozostanie z państwa żydowskiego, poprawi się sytuacja ich współwyznawców.” Jonathan jako wyznawca judaizmu w sposób przekonujący przedstawił swój punkt widzenia. Na kanwie jego przemyśleń chciałbym wypowiedzieć się jako chrześcijanin.

Chrześcijanie popełniają fundamentalny, moralny błąd jeśli utożsamiają się z walką z syjonizmem – a spotkałem takich i nawet musiałem, z tego powodu, odejść, wraz z rodziną, z takiego kościoła.

Pomińmy fakt, że mimo oczywistych różnic teologicznych, historia i pokrewieństwo wspólne są dla żydów i chrześcijan – począwszy do bohaterów Biblii hebrajskiej takich jak Abraham, Józef, Jozue i Mojżesz. Wielu chrześcijan wierzy z powodów teologicznych (przymierze, które Bóg zawarł z Izraelem), że nie mogą być obojętni na los Izraela. Jednak jak wspomniałem weźmy to wszystko w nawias. Oceniając postawę Izraela i jego wrogów posłużmy się raczej standardem sprawiedliwości, który często przywołują liberalni chrzescijanie ostro krytykując państwo żydowskie.

Nawet powierzchowna znajomość historii ostatnich sześćdziesięciu pięciu lat nie pozostawia wątpliwości, że to nie Izrael, a jego przeciwnicy utrudniają zawarcie pokoju. A jeśli chodzi o przedłużający się konflikt z palestyńczykami – to odpowiedzialność ponosi nie Izrael, a właśnie oni.

(Tym, którzy tłumaczą palestyński terror tak zwaną “izraelską okupacją”, chcę wyjaśnić, że OWP, która zadeklarowała zniszczenie Izraela, została założona w 1964, czyli trzy lata wcześniej zanim Izrael przejął kontrolę nad Zachodnim Brzegiem czy Gazą. W dodatku, wojny, które zostały wypowiedziane Izraelowi w 1948 i 1967 r., miały miejsce zanim powstał problem “okupowanych terytorii” i osiedli. A w 2005 r. w Gazie Izrael postąpił tak jak zachowuje się każde państwo, włącznie z arabskimi – dał palestyńczykom szansę na ukształtowanie samorządności. W reakcji na to Izrael został zasypany tysiącem rakiet i pocisków moździerzowych i ostatecznie wciągnięty do wojny z Hamasem.)

 

Nawet powierzchowna znajomość historii ostatnich sześćdziesięciu pięciu lat nie pozostawia wątpliwości, że to nie Izrael, a jego przeciwnicy utrudniają zawarcie pokoju.

 

Palestyńczycy cierpią – ale nie wskutek sytuacji stworzonej przez Izrael tylko z powodu złego przywództwa palestyńskiego, które przeżera korupcja i charakteryzuje bestialstwo, a także antysemityzm. Ani jeden palestyński przywódca, od utworzenia państwa Izrael w pierwszej połowie ubiegłego wieku, nie chciał ani nie potrafił wpłynąć na zmianę kultury, która pała nienawiścią do żydów i dąży do unicestwienia Izraela. Dopóki to się nie zmieni, nie ma możliwości na sprawiedliwość czy zawarcie pokoju. Palestyńczycy muszą zmienić swoją dotychczasową postawę, przełamać swój sprzeciw i zaakceptować ze spokojem fakt istnienia żydowskiego państwa. I fakt, że na to się dotąd nie zdecydowali mimo wielkiej ceny jaką płacą za to ich współpobratymcy, mówi ogromnie wiele.

Ponadto chrześcijanie ulegliby złudzeniu jeśliby sądzili, że zwycięstwo wrógów Izraela poprawi sytuację na Bliskim Wschodzie. To nie ruch syjonistyczny zagraża życiu chrześcijan tylko ruch islamistów. Historyk Philip Jenkins zauważył miesiąc temu na łamach Christianity Today, że: “rok 2014 był katastrofalny dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie”. Jednak to nie Izrael spowodował tę katastrofę, bo chrześcijańscy obywatele tego państwa są wolni i uczestniczą w demokracji.

 

Izrael podobnie jak wszystkie inne państwa na tym upadłym świecie nie jest doskonały, ale stanowi jedno z najbardziej szlachetnych i imponujących, spośród tych, które powstały na tym upadłym świecie.

 

Postawmy zatem proste pytanie: czy jeśli bylibyście Państwo chrześcijanami to zamieszkalibyście raczej w Jerozolimie czy też w Teheranie, Mosulu, Damaszku czy Rijadzie? Czy chcielibyście żyć raczej w państwie rządzonym przez rząd Benjamina Netanyahu czy też Abu Bakr al-Baghdadi? Czy zrobilibyście sobie raczej zdjęcie z typowym sklepikarzem żydowskim w Izraelu czy też z typowym brytyjskim nacjonalistą, który walczy w szeregach tzw. państwa islamskiego (ISIS)? To absurdalne twierdzić, że chrześcijanie żyliby w pokoju na Bliskim Wschodzie jeśli Izrael byłby słaby, a jego śmiertelni wrogowie silniejsi.

Pomijając nawet i to wszystko Izrael zasługuje na wsparcie, podziw, a nawet sentyment ze względu na to jakim jest państwem: demokratycznym, pluralistycznym, samokrytycznym, szanującym prawa człowieka, prawa mniejszości i wyznawców innych religii, osłoną przed islamem, umęczony wojną i gotowy do ponoszenia wyjątkowych ofiar na rzecz pokoju, niezrównany z żadnym innym narodem na ziemi. Pewien słynny żyd stwierdził wiele lat temu, że błogosławieni są ci, którzy wprowadzają pokój ponieważ oni będą nazwani dziećmi Boga.